nieateista nieateista
606
BLOG

Dlaczego tak wielu ludzi ulega iluzji wiary?

nieateista nieateista Społeczeństwo Obserwuj notkę 40

Byłem kiedyś dobrym handlowcem. 

 
 Na rozważaną kwestię można również spojrzeć jak na transakcję. Z tej perspektywy kupującym jest szeregowy wyznawca, a sprzedawcą – dane wyznanie (chrześcijańskie). Większość z nas zanim podejmie decyzję o kupnie lub odrzuceniu oferty, poszukuje odpowiedzi na trzy pytania: 
 
 Co ja z tego będę miał? (lub Co mogę stracić, jeżeli tego nie będę posiadał?), Ile muszę za to zapłacić? (Jaki koszt ponoszę?, Ile będzie to wymagało wysiłku z mojej strony?), a także: Czy sprzedawca jest godny zaufania? (Czy mnie nie oszukuje, obiecując określone korzyści?).
 
 Przypuśćmy, że podobnie jest w twoim przypadku. 
 
 Przeanalizujmy więc dwie oferty, jakie hipotetycznie masz do rozpatrzenia: Kościoła katolickiego lub innego dominującego w danym kraju (do którego należysz nie z wyboru, ale dlatego, że za ciebie tak wybrano – że urodziłeś się tu, a nie gdzie indziej) i ze strony niewielkiego wyznania chrześcijańskiego, które wymaga od swoich członków rygorystycznego przestrzegania zasad zapisanych w Biblii. 
Zacznijmy od znalezienia odpowiedzi na pierwsze pytanie: 
 
 Co ja z tego będę miał? 
 
 Oba wyznania oferują tę samą korzyść: życie wieczne, a Kościół katolicki dodatkowo czyściec. To daje oczywistą przewagę wyznaniu naszych przodków. Możesz sobie pomyśleć: Nawet jeżeli będę prowadził życie niezasługujące na nieśmiertelność, to i tak w Kościele katolickim dostanę jeszcze jedną szansę, wtedy gdy już będę pewien nagrody: nie trafię do piekła, ale właśnie do czyśćca, z którego droga prowadzi już tylko w jedną stronę – do życia wiecznego. 
 
 Jak widać, z punktu widzenia kupującego obie oferty wydają się równie atrakcyjne, z przewagą Kościoła katolickiego (dzięki czyśćcowi). 
 
 
Poszukajmy teraz odpowiedzi na drugie pytanie: 
 
 Ile muszę zapłacić za tę korzyść? Ile wysiłku będzie wymagało ode mnie zdobycie tej wspaniałej nagrody? 
 
 Różnice w kosztach i wymaganiach w obu ofertach są ogromne! Wymagania, jakie stawia mi Kościół katolicki, w rzeczywistości są niewielkie: Powinienem raz w tygodniu (nawet nie muszę) pojawić się na mszy, na której i tak spotykam wszystkich znajomych, oraz dodatkowo spełnić kilka pomniejszych wymagań (głównie finansowych i związanych z określonymi uroczystościami). Chociaż na mszy wciąż słyszę, w jaki sposób powinienem postępować, to są to raczej tylko piękne słowa, których wcale niemała część moich współwyznawców nie bierze sobie w ogóle do serca. 

 A jaką cenę każe mi zapłacić konkurencja? 
 
 Bardzo wysoką. Może gdybym wziął pod uwagę jedynie nagrodę: życie wieczne – wymagania tego wyznania nie wydawałyby się zbyt wygórowane. Ale tak nie jest. 
 
 Funkcjonujemy w bardzo konkurencyjnym świecie, także w sferze wiary. Kościół katolicki oferuje tak samo dużo korzyści – taką samą jakość, ale za zdecydowanie niższą cenę. To niszowe wyznanie chrześcijańskie każe mi zachowywać bezwzględną wierność małżeńską, postępować na każdym kroku uczciwie, poświęcać uwagę Bogu nie tylko w niedzielę między jedenastą a dwunastą, ale w każdym dniu, wręcz w każdej chwili mojego życia. Nie pozwala mi się modlić przez „automatyczne wyklepanie” Ojcze Nasz i nie może to być „od czasu do czasu”. Stając się członkiem tego wyznania, musiałbym się modlić każdego dnia, rozmawiać z Jezusem własnymi słowami i dziękować za dary przy spożywaniu każdego posiłku. 
Jak większość z nas, wychowanych w takiej a nie innej tradycji, odbierze tak duże wymagania? Odruchowo je odrzucimy. Nie dlatego, że są niewłaściwe. Po prostu uznamy je za zbyt wysokie. Czy przyznamy się do tego, że nie mamy najmniejszej ochoty płacić tyle za nieśmiertelność, chociaż to przecież żaden koszt (w stosunku do nagrody)? Raczej nie. Bardzo szybko zracjonalizujemy naszą podszytą emocjami ucieczkę, usprawiedliwimy się. Powiemy: To sekciarstwo, to radykalizm. 
 
 Jeżeli obudzi się w nas wątpliwość, nawet najmniejsza, to skorzystamy z pomocy społecznego dowodu słuszności – dla spokoju sumienia. Zapytamy znajomych lub kogoś bliskiego, jaka jest ich opinia na temat „niszowego” wyznania. Oczywiście utwierdzą nas w przekonaniu, że to kiepska, a wręcz głupia oferta. Powiemy sobie: OK, to nie ma sensu. To byłaby lekka przesada. Wielu z nas zapewne doda sobie w myślach: Przecież jestem Polakiem. Przecież nie mogę, tak po prostu, odciąć się od ponadtysiącletniej tradycji, podważyć sens śmierci tylu tysięcy moich rodaków, którzy właśnie dla wiary, tej a nie żadnej innej, wierząc w te a nie inne wartości, poświęcili swoje życie. Oczywiście to są obiektywne, a może subiektywne – nie próbuję, nie śmiem nawet tego rozstrzygać – czynniki wpływające na naszą decyzję. Historia Polski jest dość bolesna. Tożsamość narodowa, a tym samym siła tradycji jest bardzo silna. Związek między tą tożsamością a wiarą moich rodziców jest oczywisty. To mur, to bariera, jakiej część moich rodaków nie jest w stanie przekroczyć. W pełni to rozumiem.
 
 A to przecież nie całość kosztów, strat, jakie musielibyśmy ponieść w dotychczasowym życiu, dokonując zmiany wyznania:
 
 Musiałbym przestać chodzić do kościoła, do którego przecież wszyscy chodzą (!): znajomi, sąsiedzi, koledzy, a nawet osoby, które cieszą się powszechnym autorytetem. Jak to zostanie przez nich odebrane (przez „moją paczkę”), jeżeli którejś niedzieli nie pojawię się w kościele i każdej następnej także mnie tam nie będzie?
 Co ja im odpowiem, gdy mnie spytają, dlaczego już nie bywam w „domu Bożym”? Że związałem się z wyznaniem takim a takim, które, jak przypuszczam, większość ma w pogardzie lub uzna za stowarzyszenie niegroźnych wariatów? 
 
 
Ilu z nas byłoby w stanie wybrać tę drugą ofertę?
 
 Raczej niewielu. I takie właśnie decyzje podejmujemy w rzeczywistości. Nie dlatego, że jedno wyznanie jest lepsze, a drugie gorsze. Nie dlatego, że jedno jest bliżej Boga, a inne dużo dalej. Nasz wybór nie miałby nic wspólnego z dążeniem do prawdy, a jedynie z emocjami i potrzebami, które tak skutecznie nas zniewalają i pozbawiają możliwości obiektywnej oceny, dokonania racjonalnego wyboru. 
 
nieateista
O mnie nieateista

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (40)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo