Witold Gadowski: "Mamy ciekawą sytuację, w której Władimir Putin może każdego dnia wypuścić prawdę o Smoleńsku. / ... / Patrzę na nerwowość Donalda Tuska i Bronisława Komorowskiego, wydają mi się oni zachowywać jak rybki wsadzone na grilla.
Komu zatem może zagrozić prawda o Smoleńsku? Kto się może obawiać?
- Polskiemu establishmentowi. Tylko i wyłącznie jemu. I to on będzie inspirował wszelkie możliwe działania, by tą prawdę zagmatwać, rozmydlić i nie ujawnić. Dziś tylko polskiemu establishmentowi zależy na ukrywaniu prawdy o Smoleńsku. Putin ma to w nosie. To może być ciekawe. Bowiem w świetle najnowszych, niewiarygodnie brzmiących pohukiwań Donalda Tuska na Rosję – premier jakby naraz stał się rasowym rusofobem – pytaniem oczywistym staje się, kiedy Władimir Putin pokaże mu nowe, ciekawe materiały ze Smoleńska. Ja na to czekam, bo to jest ciekawa zabawa. Patrzę na nerwowość Donalda Tuska i Bronisława Komorowskiego, wydają mi się oni zachowywać jak rybki wsadzone na grilla." / w Sieci.pl
07.07.2012 / Rzeczpospolita: "Premier Donald Tusk zeznał, że o wizycie prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu dowiedział się z mediów. Materiał zgromadzony w śledztwie świadczy, że jego współpracownicy wiedzieli o przygotowaniach głowy państwa wcześniej. / ... / Premier zeznał, że o wyjeździe prezydenta do Katynia dowiedział się z mediów, po tym jak rzecznik rządu Paweł Graś ogłosił, że Tusk spotka się w czasie uroczystości rocznicowych z ówczesnym premierem Rosji Władymirem Putinem. Szef rządu przyznał, że decyzja Kaczyńskiego nie był dla niego "szczególnym zaskoczeniem". / ... / Jak wynika z innych zeznań, już 9 grudnia 2009 r. w kancelarii premiera odbyło się spotkanie, w czasie którego przygotowywano wizytę Tuska w Katyniu. - Na tym etapie przygotowań dla mnie było oczywiste, że prezydent raczej będzie chciał wziąć udział w uroczystościach."
Westerplatte, Tibilisi a rozdzielenie wizyt w Smoleńsku
Jarosław Kaczyński, Macierewicz i wielu komentatorów twierdzą, że przyczyną "Smoleńska" było rozdzielenie wizyt premiera Tuska i prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu, w kwietniu 2010 r. / Warto więc zapytać, czy gdyby wizyt nie rozdzielono, do zamachu by nie doszło i ewentualnie, kto zyskał na rozdzieleniu wizyt?
Kto i co zyskał na rozdzieleniu wizyt w Katyniu?
W związku więc z rozdzieleniem wizyt prezydenta i premiera w Katyniu, rodzi się zasadnicze pytanie; Która strona, polska czy rosyjska, doprowadziła tak naprawdę, do rozdzielenia wizyty w Katyniu, w kwietniu 2010 r. To bardzo ważne pytanie, a prawidłowa na nie odpowiedź, może pomóc w rozwikłaniu sprawy "nieudowodnionej katastrofy w Smoleńsku".
Domyślnie przyjmuje się, że do rozdzielenia wizyt doprowadziła administracja Putina, tylko skąd wiemy na 100%, że tak właśnie było? Wizyty koordynowało Ministerstwo Spraw Zagranicznych i polska Ambasada w Moskwie. Gdyby się okazało, że to MSZ tak koordynował, że wynikiem było rozdzielenie wizyt - np. przez niepoinformowanie, lub późne poinformowanie Rosjan, że Prezydent Lech Kaczyński, chce i poleci do Katynia, pomimo braku zaproszenia Putina (a więc oddzielnie)
- MUSIELIBYŚMY, zgodnie z teorią "Putin rozdzielił / Putin winny" zrewidować tą teorię na korzyść tej, która mówi "MSZ zmanipulował przygotowania do wizyt / MSZ winny".
Co ciekawe, przyjęta teoria"MSZ zmanipulował / MSZ winny" wkomponowywałaby się w "wybuchową koncepcją Macierewicza", mówiącą o wybuchu tupolewa. Jeśli na pokładzie tupolewa były bomby i wybuchły nad lotniskiem w Smoleńsku, to bomby mysiały przylecieć z prezydentem z Warszawy, bez względu na to, czy były zamontowane w Samarze podczas remontu tupolewa, czy nie. - Jest jakieś inne wyjaśnienie?W kontekście powyższego, warto zobaczyć to Youtube, na którym prezydent Lech Kaczyński opowiada o tym, jak MSZ, "pomagał" mu w podróżach samolotem.
Okazuje się też, że jedną z osób, które bezpośrednio skorzystały na rozdzieleniu wizyt w Katyniu,był premier Donald Tusk.
Gdyby 10.04.10 leciał do Smoleńska wraz z Prezydentem Lechem Kaczyńskim, mógłby być jedną z ofiar katastrofy.Można więc powiedzieć, że premier Tusk, zostając 10 kwietnia 2010 r. "w domu", świadomie lub nie, "zabezpieczył się" przed konsekwencjami "nieudowodnionej katastrofy w Smoleńsku", która jak de facto usiłuje udowodnić Macierewicz, była zamachem.
Zastanówmy się teraz, czy Rosji mogło zależeć, aby dokonać zamachu na Lecha Kaczyńskiego.
Gdyby "Smoleńsk" był rosyjskim zamachem, atak na prezydenta Polski, byłby nieformalnym wypowiedzeniem wojny Sojuszowi Północnoatlantyckiemu przez Rosję. Bo tak, zgodnie z zasadami NATO, trzeba było by ten atak kwalifikować. -Czy Rosja 10.04.10 r. czuła się na tyle silna, aby atakiem na Lecha kaczyńskiego, ryzykować konflikt zbrojny z NATO?
Trzeba pamiętać, że Rosja nie zaatakowała Tibilisi, gdy znajdował się tam właśnie Lech Kaczyński, wraz z czteroma innymi prezydentami. - To sugeruje, że 10.04.10 Rosja raczej by nie chciała prowokować konfliktu z NATO. To z kolei oznacza, że albo "Smoleńsk" rzeczywiście był katastrofą (w co coraz trudniej wierzyć), lub że zamachu nie dokonali Rosjanie związani z Putinem.
Gdyby w Tibilisi, Rosja czuła się silna, poprosiłaby grzecznie "pięciu prezydentów" o opuszczenie miasta, "bo za godzinę spadną tam bomby" i zaatakowałaby miasto. Rosja nie zaatakowała Tibilisi i nie poprosiła prezydentów o opuszczenie miasta, bo "stała za nimi" potęga NATO.To wskazuje, że Rosja nie ryzykowała konfliktu z NATO w Tibilisi i prawdopodobnie nie ryzykowała też 10 kwietnia 2010 r. zamachem na prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku.Zamach "z góry" wszystkim sugerował, kto za nim mógł stać i może tak właśnie to zaplanowano. Zamach w Rosji , winny Putin.
Nie wiemy, że inicjatywa rozdzielenia wizyt wyszła właśnie z Rosji, a nie od Tuska.
Domyślamy się tego, bo po 10.04.10 założyliśmy z góry, że to "Rosjanie Putina" dokonali zamachu na polskiego prezydenta, podczas gdyRosja zaprosiła premiera Tuska do Smoleńska na dzień 07 kwietnia 2010 r. i nie zaprosiła na ten dzień prezydenta lecha Kaczyńskiego.
Taki są fakty. Wszystko inne i cała reszta, to chipotezy.
Dochodzę do wniosku, że Putin nie miał żadnego powodu, aby wizyty rozdzielać.
Skoro Putin mógł wraz z kanclerz Niemiec i prezydentem Lechem Kaczyńskim, oraz premierem Tuskiem brać udział w o wiele większych uroczystościach rocznicowych na Westerplatte we wrześniu 2009 r., to rozdzielanie wizyt Lecha Kaczyńskiegi i premiera Tuska chyba nie miało sensu.
Czy dla kogoś istniał jakiś problem, lub plan wymagający rozdzielenia wizyt 10.04.10?
Kto miał powód i jaka była przyczyna rozdzielenia wizyt?
Należy sobie zadać i odpowiedzieć na pytanie, dlaczego do rozdzielenia wizyt w Katyniu doszło, oraz ewentualnie, kto i co na tym zyskał. - I to jest właściwie zadane pytanie.Bo gdy pytamy, "Dlaczego Putin rozdzielił wizyty?" - odpowiedź musi brzmieć: Bo szykował zamach.Na błędnie zadane pytanie, można uzyskać odpowiedź bardzo bliską prawdzie, ale to nie znaczy, że prawdziwą. Zadanie pytania dlaczego Putin rozdzielił wizyty, z góry odrzuca ewentualność, że inicjatorem rozdzielenia wizyt, mógł być ktoś inny, np. Tusk
Odpowiedź na pytanie: Kto zyskał na rozdzieleniu wizyt w Katyniu może być wiele, ale jedną z nich, trzeba brać pod uwagę jest taka, że na rozdzieleniu wizyt w Katyniu zyskał Donald Tusk i możliwe, że inni nieznani nam "beneficjenci" takiego rozwiązania także. -Jeśli przyjmiemy, że w "Smoleńsku" 10.04.10 był planowany i doszło do zamachu, to jest wysoce prawdopodobne, ze premier Donald Tusk, teoretycznie, mógłby być jedną z ofiar takiego zamachu, lub znaleźć się w bezpośrednim zagrożeniu. Jego wcześniejsza wizyta w Smoleńsku eliminowała to zagrożenie.
Prezydent Lech Kaczyński na Westerplatte nie owijał w bawełnę, kto był sprawcą napaści na Polskę 09 i 17 września 1939 r. - Było widać, jak Putin ciężko wzdycha podczas przemówienia Lecha Kaczyńskiego.Po takiej "obróbce Putina" przez L.Kaczyńskiego, wystarczyło na molo w Sopocie zasugerować Premierowi Rosji "W Katyniu zróbmy imprezę bez niego", aby Putin zaczął o tym myśle, aż doszedł do wniosku, że to dobry pomysł. - Czy tak mogło być?
Wyobrażam sobie taką rozmowę premierów Tuska z Putinem, po uroczystościach na Westerplatte i przemówieniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
"No widzisz Władimir jakiego mamy prezydenta, nie potrafi uszanować gestu dobrej woli i gościnności, takie rzeczy gada. - Za pół roku będzie rocznica w Katyniu, a potem w maju, wielkie uroczystości u Was w Moskwie. Jak Kaczyński Ci taką przemowę walnie, jak dzisiaj na Westerplatte, w dodatku u Was jeszcze ludzie pamiętaja Tibilisi, to przed wyborami prezydenckimi będziesz miał obciach." - To mogło by “skusić” Putina do, możliwe że zaproponowanej mu przez Tuska, imprezy w Katyniu, ale bez prezdenta L.Kaczyńskiego.
A że jestem zwolennikiem spiskowej teorii dziejów, to zastanawiam się nad tym, czy tak w efekcie końcowym, sam Putin nie mógł być celem, gdyby to wszystko było “wielką grą” celem “zagrywki w Smoleńsku”. - Zamach przed wyborami prezydenckimi w Rosji, byłby dla Putina problemem, bo "zamachowcem mógłby być tylko On", "łobuz jeden" - Już my go dobrze znamy!
Być może wtedy, na Sopockim molo, to ze strony premiera Tuska właśnie, a nie Putina, padła propozycja rozdzielenia wizyt w Katyniu, w kwietniu 2010 r. - Zaproszenie Tuska na 07.04.2010 r. do Katynia, i nie zaproszenie na ten dzień prezydenta Kaczyńskiego, mogło być efektem “dobrze umotywowanej” propozycji premiera Donalda Tuska.
- Jest to tym bardziej prawdopodobne, bo jak widzimy na YouTube poniżej, polski MSZ-t w przeszłości przeszkadzał śp.Prezydentowi LeChowi Kaczyńskiemu w wykonywaniu jego konstytucyjnym obowiązku i prawie, do reprezentowania Polski na arenie międzynarodowej, oraz uniemożliwiał mu korzystanie z samolotów rządowych. Wystarczy posłuchać prezydenta. Takie postępowanie przed “Smoleńskiem”, może uzasadniać stwierdzenie, że rząd Tuska był zdolny do działań niezgodnych, jeśli nie z prawem, to na pewno z zasadą “dobrego wychowania.
Jarosław Kaczyński może mieć rację mówiąć, że rozdzielenie wizyt premiera i prezydenta w Katyniu, w kwietniu 2010 r., mogło poprzedzać katastrofę w Smoleńsku. Pytaniem jest czy ktoś celowo z tego rozdzielenia skorzystał, w celu dokonaniu zamachu na prezydenta, lub inną osobę(y) znajdującą się na pokładzie samolotu i jaki był tego motyw?
Wyobrażam sobie taką rozmowę premierów Tuska z Putinem, po uroczystościach na Westerplatte i przemówieniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego:
"Widzisz Władimir jakiego mamy prezydenta? Nie potrafi uszanować gestu dobrej woli i gościnności, takie rzeczy przy Tobie gada.Za pół roku będzie rocznica w Katyniu, a potem w maju, wielkie uroczystości u Was w Moskwie.Jak Kaczyński taką przemowę walnie w Katyniu, jak na Westerplatte, to przed wyborami prezydenckimi będziesz miał obciach.
Gdyby taka rozmowa Tuska z Putinem się odbyła, to mogła ona “skusić” Putina do, możliwe że zaproponowanej mu przez Tuska, imprezy w Katyniu, ale bez śp. Lecha Kaczyńskiego.
Komentarze
Pokaż komentarze (4)