Rosyjska agentura wpływu i lobbyści Putina mają w Polsce znakomity grunt dla swojej działalności. Ta agentura bazuje na ludziach dawnego systemu, którzy w Rosji się kształcili, szkolili, doszkalali, prowadzili interesy i często dawali werbować bądź z powodów ideowych czy materialnych pracować na rzecz Rosji. Ta agentura i lobbing opierają się też na ludziach, którym Rosja Putina stwarza różne możliwości promocji i dobrego zarobkowania (szczególnie dotyczy to artystów), a także korzystania z przeróżnych funduszy na kulturę, grantów na „prace badawcze”, projekty ekologiczne czy dotyczące mediów i sfery komunikacji.
Bardzo rzadko rosyjska agentura wpływu w Polsce bądź osoby lobbujące na rzecz Rosji korzystają z pieniędzy płynących wprost z tego kraju. Z informacji niemieckiego wywiadu BND, służb Wielkiej Brytanii, Izraela czy Czech, ale także z wiedzy naszych ABW i SKW wynika, że najczęściej finansowanie agentury wpływu i lobbystów odbywa się poprzez firmy, fundacje czy fundusze zarejestrowane w Wielkiej Brytanii, Luksemburgu, na Cyprze, w Niemczech, Włoszech, Hiszpanii bądź Austrii. Ale są to rosyjskie pieniądze, które „zgubiły ślad pochodzenia”. Pozornie zgubiły, bo wywiady i kontrwywiady potrafią to pochodzenie jednak ustalić, choć już niekoniecznie instytucje skarbowe. / ... / Zważywszy na skalę działań różnych agentur wpływu i lobbystów obcych interesów, szczególnie rosyjskich, musi niezmiernie dziwić, że ta sfera nie jest w ogóle w ogóle uregulowana.Polska pilnie potrzebuje takich uregulowań jak amerykański Foreign Agents Registration Act (FARA) / "Ustawa o obcych agentach". Powstał on już w 1938 r., żeby mieć pod kontrolą ludzi i organizacje działające na rzecz interesów obcych państw w USA, Żeby było wiadomo, przede wszystkim opinii publicznej, jakie państwo, komu i ile płaci za to, że jest jego agentem – w szerokim znaczeniu tego pojęcia. Żeby opinia publiczna była świadoma, że wiele poglądów jest po prostu zamawianych i opłaconych. /.. / Z moich informacji wynika, że ABW ma wiele danych na temat tego, co i kogo finansowano po 10 kwietnia 2010 r. z rosyjskich pieniędzy, które formalnie straciły „ślad pochodzenia”. I nie chodzi tylko o różne wydawnictwa dotyczące katastrofy smoleńskiej, ale przede wszystkim o „projekty badawcze i studyjne”, wyjazdy szkoleniowe, wykłady i konferencje z wielką tragedią niemające nic wspólnego. / c.d str. 2-3
Polski odpowiednik FARA powinien powstać szybko i zacząć kontrolować lobbystów obcych interesów oraz agenturę wpływu. Ale równie pilne jest przygotowanie przez ABW i SKW raportu na temat „wrogich” działań obecnie i w przeszłości. Powinien on powstać przynajmniej na potrzeby Sejmu - z utajnieniem danych mogących wskazywać na aktywa i możliwości naszych służb. I powinien się tam przede wszystkim znaleźć opis znanych ABW i SKW inicjatyw i przedsięwzięć opłacanych z rosyjskich pieniędzy po 10 kwietnia 2010 r.
Korzyści z istnienia FARA Amerykanie poznali w ostatnich dniach, gdy w mediach opisano działania bardzo wpływowej firmy PR – Ketchum. Pracuje ona na rzecz rządu Rosji oraz m.in. Gazpromu, nie tylko kolportując bardzo przychylne dla Władimira Putina i jego polityki „eksperckie” materiały oraz opinie w największych amerykańskich mediach.
Ketchum stoi także za umieszczeniem we wrześniu 2013 r. w „The New York Times” autorskiego artykułu Władimira Putina, sławiącego rosyjską demokrację i piętnującego wady zdemoralizowanego Zachodu. Stoi też za odpowiednim ukierunkowaniem debaty, która po tej publikacji objęła wpływowe amerykańskie środowiska opiniotwórcze. Za pracę dla władz Rosji Ketchum zarobił od 2006 r. ok. 25 mln dolarów, zaś od Gazpromu – prawie 20 mln USD. Gdyby w Polsce istniał odpowiednik FARA, może dowiedzielibyśmy się, jakim naszym politykom Ketchum pomaga.
Powinniśmy zacząć od raportu o stratach, jakie już ponieśliśmy wskutek nieskrępowanego funkcjonowania agentury wpływu i lobbystów obcych interesów, żeby wiedzieć, jak się przed nimi zabezpieczyć Polska nie może być bezbronna na wrogie działania obcej agentury wpływu i lobbystów interesów innych państw, bo ta bezbronność może mieć równie opłakanie skutki jak brak silnej armii, skutecznie odstraszającej i zdolnej do zadania ciosu, gdyby zaszła taka potrzeba." pisze Stanisław Janecki wPolityce.pl -Myślę, że to bardzo ważna i nie cierpiąca zwłoki "inicjatywa", tylko co na to "polski Sejm". (:
"W ocenie prezydenta (Lecha Kaczyńskiego) - jak podkreślał - kontynuacja agresywnej polityki przez Rosję w perspektywie kilkunastu lat może dotknąć Polskę. /../ W rozmowie pojawił się również wątek ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, którego prezydent wziął ze sobą do Gruzji.- Sikorski często przyjmuje optykę narzuconą przez Rosjan. Moje zastrzeżenia budzą też jego niektóre nominacje. Dyrektorem departamentu polityki wschodniej w MSZ został pan Bratkiewicz, absolwent MGIMO [moskiewska szkoła dyplomatyczna]. Jego oceny bywają dziwaczne, właśnie przygotowywane z rosyjskiego punktu widzenia - oceniał śp. prezydent / .. / W trakcie wywiadu z "Newsweekiem" pojawił się też temat polityki zagranicznej rządu Donalda Tuska w stosunku do rosyjskiej agresji. -Jeśli w czasie inwazji na Gruzję premier chce zabiegać o dobre stosunki z Rosją, to się martwię, gdyż nie wpisuje się to w żadną logikę polityczną, co najwyżej jest realizacją PR-owskiego pomysłu: odpowiedzialny premier, nieodpowiedzialny prezydent. Są granice PR - oceniał śp. Lech Kaczyński, dodając, że "PR-owcy wymyślili narrację o dobrym, odpowiedzialnym premierze i złym, awanturniczym prezydencie", a to "kosztuje i Polskę, i Gruzję, bo wpisuje się w to wszystko, co zachęca Rosję do agresji".
Trudno nie odnieść wrażenia, że dzięki katastrofie smoleńskiej i "zainstalowaniu się" w Polsce prorosyjskiej "PO-lityki" Ukraina została "okrążona". Warto tu wspomnieć wydarzenie z września 2010 r.: "2 września do Polski przyjedzie szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow. / ... / Jak poinformował w środę Rafał Sobczak z biura prasowego MSZ, punktem kulminacyjnym narady będzie czwartek 2 września, kiedyz szefami naszych placówek zagranicznych spotka się szef polskiej dyplomacjiRadosław Sikorski oraz jego rosyjski odpowiednik Siergiej Ławrow. Minister SZ Rosji ma wygłosić podczas tego spotkania mowę ( wykład ? ) na temat geopolityki i współczesnych stosunków międzynarodowych.".- ( Ławrow ma wygłosić mowę do polskich ambasadorów? Rosyjski minister spraw zagranicznych "szkolił" polskich ambasadorów? - To przypomina późniejsze "szkolenia" PKW W Rosji.)- "Nie ukrywamy, że wizyta ministra Ławrowa w Polsce odbywa się głównie w związku z naradą ambasadorów. Minister Ławrow przyjeżdża specjalnie na zaproszenie ministra Sikorskiego - podkreślił Sobczak. Poza uczestnictwem w naradzie ambasadorów Ławrow w czasie swojej jednodniowej wizyty ma też odbyć krótką rozmowę "w cztery oczy" z Sikorskim. >>> Można by zapytać, jak w kultowym już filmie "Sami swoi" :"Oj tatko gdzie my trafili. A może to już nie Polska? ... A na kogóż oni idą? - Na nas tatko! Na nas!" - Tylko jeśli to nie Polska, to czym jest Polskat? Takim bardziej autonomicznym "rosyjskim regionem", zarządzanym przez "takich bardziej autonomicznych zarządców"? - Warto zadać sobie to pytanie, bo wygląda na to, że dzięki Ukrainie, "agentura w Polsce" jest w odwrocie, a przynajmniej "zmienia twarz".
Najśmieszniejsze jest "puszenie się Tuska": Według premiera Tuska świat stanął na krawędzi konfliktu. Jak podkreślił Tusk, Europa i świat nie będą tolerowały aktów agresji. Szef rządu zaznaczył, że Ukraina zasługuje na pełne międzynarodowe wsparcie. - Wszystko ustalą Putin z Obamą. "Sukces" będzie miał wielu ojców. - A co z porażką i sierotami?
"WPLĄTANI" W CZYJĄŚ INTRYGĘ?
Zdjęcia Tygodnik "Do Rzeczy" / ponumerowane 7 - 12 / A więc "żółwik" był na początku, potem "ręce opadają" i dalej atmosfera już nie jest "do śmiechu"? - Co zmąciło dobry nastrój Tuska?




Komentarze
Pokaż komentarze (8)