Sir Winston / NASZEblogi.pl: "Potencjał oszustwa wyborczego w POlsce jest ogromny"
"Wybory w Polsce odbywają się w ok. 26.000 lokalach obwodowych komisji wyborczych. W nich oddawane i liczone są głosy na kartach wyborczych; to pierwszy etap wymagający kontroli prawidłowości, czyli np. obecności mężów zaufania, ale także po prostu szerokiego udziału w komisjach obywateli z różnych środowisk.
Sedno najpoważniejszego problemu zaczyna się jednak w momencie przekazywania wyników w górę, aż po szczebel centralny: Jądro ciemności to system informatyczny dodający wyniki z 26.000 komisji obwodowych.
>> Wszelka kontrola kończy się z chwilą wprowadzenia 26.000 obwodowych wyników
>> do komputera, a dalej już rządzi samowładnie KBW."
BŁĄD ... BŁĄD ... BŁĄD: TO NIE TAK: Obwodowe Komisje Wyporcze wprowadzają wynik liczenia głosów do komputera, ale NIGDZIE GO NIE WYSYŁAJĄ ELEKTORNICZNIE. Wprowadzanie danych do komputera w lokalach Obwodowych Komisji Wyborczych to szopka mająca za zadanie stworzyć wrażenie, że wyniki z Obwodowych Komisji Wyborczych przesyłane są bezpośrednio do Warszawy. << Tak nie jest. Głosy "we wsiach i miastach" są zliczane, i wysyłane na papierze do kilkudziesięciu Okręgowych Komisji Wyborczych, zlokalizowanych przeważnie w byłych, starych, miastach wojewódzkich.
Okręgowa Komisja Wyborcza w WarszawieWarszawa, okręg wyborczy nr 19 do Sejmu RP, okręgi wyborcze nr 42, 43, 44, 45 do Senatu RP
http://warszawa.pkw.gov.pl/sejm-senat-2011/okregowe-komisje-wyborcze-w-warszawie.html
| Dorota Jadwiga Tyrała |
Przewodniczący komisji |
| Piotr Bojarczuk |
Zastępca przewodniczącego komisji |

Sędzia Igor Tuleya Zastępca Przewodniczącego
Okręgowej Komisji Wyborczej
|
|
--------------------
Anna Bator-Ciesielska |
Członek komisji |
| Ewa Filipowska-Prusak |
Członek komisji |
| Tomasz Kobus |
Członek komisji |
| Tomasz Leszczyński |
Członek komisji |
| Magdalena Majewska |
Członek komisji |
| Katarzyna Stasiów |
Członek komisji |
| Grzegorz Tyliński |
Członek komisji |
WYNIKI W OBWODOWYCH KOMISJACH WYBORCZYCH SĄ WPROWADZANE DO KOMPUTERA PO TO ŻEBY ZROBIĆ WYDRUK i STWORZYĆ W TERENIE "DOBRE WRAŻENIE", ŻE WSZYSTKO ODBYWA SIĘ ELEKTRONICZNIE. >> TAK NIE JEST << JAK JEST , PODCZAS WYBORÓW PREZYDENTA 2010 WYJAŚNIŁ SZEF KRAJOWEGO BIURA WYBORCZEGO, Z URZĘDU TEŻ SEKRETARZ PAŃSTWOWEJ KOMISJI WYBORCZEJ, MINISTER KAZIMIERZ CZAPLICKI, ZA CZASÓW PRL ZASTĘPCA DYREKTORA W BIURZE KRAJOWYCH RAD NARODOWYCH PRZY PRL-OWSKIEJ RADZIE PAŃSTWA. / WARTO ZAUWAŻYĆ WYPEŁNIAJĄCY SWOJĄ FUNKCJĘ NIEPRZERWANIE PRZEZ OSTATNIE 23 - 24 (?) LATA
Dnia 05 lipca 2010 roku o godzinie 01:10 w siedzibie Państwowej Komisji Wyborczej odbyła się konferencja prasowa dotycząca cząstkowych nieoficjalnych wyników wyborów Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej >>> http://prezydent2010.pkw.gov.p... <<< Minister .. Sekretarz PKW przybliżył również zasady weryfikacji głosów oddanych w wyborach prezydenckich.
Protokoły z Obwodowych Komisji Wyborczych przekazywane są do Okręgowych Komisji Wyborczych. Tam po weryfikacji formalnej i merytorycznej zostają zatwierdzone, a następnie wprowadzane do systemu Krajowego Biura Wyborczego. >>> Co TO oznacza?
To oznacza, że przewodniczący Obwodowych Komisji w lokalu wyborczym wprowadza wynik do komputera i ...?... drukuje sobie formularz z wynikiem. Nic poza tym. "Wynik na papierze" jedzie do Okręgowej Komisji Wyborczej, a nie elektronicznie, bezpośrednio do Warszawy.
Wyniki wyborów nie spływają do Warszawy z 26 000 Obwodowych Komisji Wyborczych, tylko z kilkudziesięciu, "etatowo obsadzonych", kilkudziesięciu biur Krajowego Biura Wyborczego, uwierzytelnione przez Okręgowe Komisje Wyborcze, w tym między innymi, takich sędziów, jak znany sędzia Igor Tuleja.
Wynik na papierze oddawany jest do Okręgowych Komisji Wyborczych, tam jest sprawdzany ( ...?... ) i dopiero tam jest wprowadzany do CENTRALNEJ URNY WYBORCZEJ, czyli serwerów Państwowej Komisji Wyborczej.
Czyli, wynik pokazany w Warszawie jest taki, jaki wprowadzą do systemu, urzędnicy Okręgowych Komisji Wyborczych, a nie przewodniczący Obwodowych Komisji Wyborczych, w lokalach wyborczych, gdzie oddawane są głosy, bezpośrednio po policzeniu głosów przez komisję. To oznacza, że nadzór i komisyjne liczenie głosów w lokalach wyborczych, jest de facto fikcją nadzoru społecznego nad procesem wyborczym.Wynik kontrolują pracownicy Okręgowych Komisji Wyborczych >>> Powstaje pytanie: Kto kontroluje ich?
Czy polski model administracji wyborczej jest sukcesem demokratycznej transformacji?
Zacznijmy od kilku pytań: kto w Polsce przygotowuje i przeprowadza wybory? Kto liczy głosy i ustala wyniki głosowania i wyborów? Czy proces wyborczy, a zwłaszcza działania organów wyborczych, podlegają jakiejś kontroli? Czy prawna pozycja tych organów pozwala im wykonywać zadania wyborcze bez ingerencji i nacisków politycznych, czy też tego rodzaju niezależności prawo im nie zapewnia?
W wyborach do Sejmu i Senatu RP, w wyborach Prezydenta Rzeczypospolitej oraz w wyborach do Parlamentu Europejskiego drugi szczebel administracji wyborczej tworzą okręgowe komisje wyborcze powoływane przez PKW ad hoc - na potrzeby konkretnych wyborów. One również składają się z sędziów (wyłącznie z sędziów), co - podobnie jak w przypadku PKW - zapewnia ich fachowość, neutralność polityczną i bezstronność w rozstrzyganiu skomplikowanych często problemów wyborczych. Zadania okręgowych komisji wyborczych sprowadzają się, mówiąc w dużym skrócie, do sprawowania nadzoru nad przestrzeganiem prawa wyborczego i ustalania wyników głosowania oraz wyników wyborów w okręgu.
Polecam notkę "z Niesiołowskim" >>> http://niechcik.salon24.pl/574232,jaroslaw-kaczynski-kwestionuje-wyniki-wyborow-od-2010-roku#logged
Jarosław Kaczyński kwestionuje wyniki wyborów od 2010 roku
Tajemnicze znalezisko we Włocławku
Przy fabryce artykułów papierniczych znaleziono karty do głosowania z zeszłorocznych wyborów prezydenckich. Zaznaczono na nich nazwisko Jarosława Kaczyńskiego.
We Włocławku znaleziono karty do głosowania z ostatnich wyborów prezydenckich. Na wszystkich zaznaczono Jarosława Kaczyńskiego. Dokumenty leżały w błocie. Nikt nie wie, skąd się wzięły w tym miejscu.
Pierwszą kartę znaleziono 17 grudnia w okolicach fabryki papieru przy ul. Łęgierskiej. Zakład zajmuje się m.in. przerabianiem makulatury. Jak informuje toruńska "Gazeta Wyborcza", kart jest jednak więcej. Leżą w błocie w pobliżu fabryki. Pochodzą z I i II tury wyborów. Jeśli na którejś pojawia się krzyżyk, zawsze widnieje przy nazwisku Jarosława Kaczyńskiego.
Zgodnie z polskim prawem, po 30 dniach od ogłoszenia przez Sąd Najwyższy ważności wyborów policzone karty powinny zostać zniszczone przez lokalną delegaturę Krajowego Biura Wyborczego - w tym wypadku w Bydgoszczy. Szokuje zatem fakt, że karty nie tylko nie zostały zniszczone, ale że z Bydgoszczy przewieziono je do Włocławka, choć oba miasta dzieli ok. 100 km.
Dyrektor Archiwum Państwowego w Bydgoszczy Eugeniusz Borodij też wyraził zdziwienie, że karty znaleziono akurat tam.
fronda.pl /Niezalezna.pl 12.01.2011, 10:26
Gazeta.pl: Karty wyborcze z Bydgoszczy
leżą w błociewe Włocławku
7 stycznia karty nadal się walały, / ... / informator przesłał / ... / komórką ich zdjęcia na dowód, że nie zmyśla.
Uderzyła go jeszcze jedna rzecz: karty pochodzą z pierwszej i z drugiej tury wyborów. Część jest niewypełniona. Ale jeśli na któreś pojawia się krzyżyk, zawsze widnieje przy nazwisku Jarosława Kaczyńskiego.
Jacek Kraszewski, dyrektor delegatury Krajowego Biura Wyborczego we Włocławku tłumaczył dziennikowi, że prawdopodobnie jakiś wyborca z sobie znanych powodów wyniósł kartę z lokalu, zamiast wrzucić ją do urny. Miał to potwierdzać fakt, że policzone głosy z Włocławka zostały zupełnie gdzie indziej oddane na makulaturę.
Przyjrzeliśmy się sprawie i... wersja dyrektora upadła, bo kart jest więcej. Walają się na ziemi w pobliżu fabryki. Systematycznie znajduje je nasz informator, który pracuje tuż obok. 3 stycznia w tym samym miejscu odnalazł kolejne karty i zadzwonił na 112. - Policja wzięła dwie czy trzy karty, ale jest ich dużo, dużo więcej - opowiada. - Niektóre już tak przemokły, że są nieczytelne, albo pozlepiały się ze sobą. Terenu nikt nie zabezpieczył, ja też go nie przeszukiwałem więc trudno mi ocenić, ile ich jest
Policja we Włocławku potwierdza, że 17 grudnia wzięła jedną kartę, a 3 stycznia trzy kolejne. - Ale z naszych ustaleń wynika, że nie doszło do żadnego przestępstwa ani wykroczenia - zaznacza Małgorzata Marczak, oficer prasowy włocławskiej policji.
Policjanci doszli do tego, że wszystkie karty pochodzą z Bydgoszczy, odesłali je więc do tamtejszej komendy miejskiej. Sami wykluczyli, aby w tajemniczy sposób wyparowały z urn jeszcze przed podliczeniem głosów.
Podejrzewają, że było tak: po wyborach dyrektor bydgoskiego archiwum państwowego zgodził się na zniszczenie policzonych głosów, karty zostały więc wywiezione do utylizacji i ktoś je zgubił.
W komendzie bydgoskiej usłyszeliśmy to samo. Z tym, że 7 stycznia tamtejsi policjanci mieli tylko jedną kartę, właśnie tę znalezioną 17 grudnia. O tym, że najpewniej dostaną z Włocławka kolejne, nic nie wiedzieli.
Adam Dyla, p.o. dyrektora bydgoskiej delegatury Krajowego Biura Wyborczego także tropi znikające papiery. Nie ma się co dziwić, według przepisów to on miał je zniszczyć.
- Otrzymaliśmy niepokojące sygnały z policji - mówi. - Z posiadanych przez nas dokumentów wynika jednak, że wszystkie karty zostały zniszczone.
- Ale nie zostały, tylko leżą we Włocławku. Jak się tam mogły znaleźć? - pytam.
- Obecnie prowadzimy czynności sprawdzające, po ich zakończeniu będę mógł udzielić panu więcej informacji - mówi asekuracyjnie dyrektor. / ... /
Według policji, prawdopodobnie karty przewiozła do fabryki bydgoska firma. Nikt nie podał nam jej nazwy. Nie wiemy też, jaki jest sens wożenia kart z Bydgoszczy do Włocławka - oba miasta dzieli ok. 100 km.
Dyrektor Archiwum Państwowego w Bydgoszczy Eugeniusz Borodij też jest zdziwiony, że karty znaleziono akurat tam. - Z tego co pamiętam, zawsze z naszego miasta woziło się je do Świecia. Może pochodzą z jakieś południowej gminy na obszarze działania bydgoskiej delegatury KBW, skąd bliżej jest do Włocławka - zastanawia się.
Tłumaczy, że rola AP kończy się na wydaniu zgody na zniszczenie kart.
Dalej to pracownicy KBW odpowiadają za ich transport do wybranej papierni, która ma u siebie tzw. rozwłókniacz. Powinni być przy ich utylizacji i spisać protokół zniszczenia.
- Ale takie sytuacje co jakiś czas się zdarzają, kilka czy kilkanaście lat temu znaleziono karty w Świeciu - wspomina Borodij. - Nie jest to sprawa poważna, bo na kartach do głosowania nie ma niczyich danych osobowych. Gorzej, jakby znaleziono np. spis wyborców. Prawdopodobnie ktoś nie dopatrzył w tym przypadku procedur.
W pechowej fabryce zapytaliśmy, czy czasem nie zgubili jakiś kart. Połączono nas z kierownikiem Zasadą (imienia nie znamy, bo kierownik "takich informacji nie udziela").
- Nic mi nie wiadomo o tym, aby jakieś karty do głosowania trafiły do nas na makulaturę, a pamięć mam dobrą - stwierdził Zasada.
Zadzwoniliśmy więc do Łodzi, gdzie mieści się centrala firmy W. Lewandowski - do której należy włocławska papiernia - i gdzie urzędują szefowie kierownika Zasady. Ale tam nie zastaliśmy nikogo upoważnionego do kontaktów z prasą. / tomasz.ciechonski@torun.agora.pl
Cały tekst: http://torun.gazeta.pl/torun/1,35576,8927092,Karty_wyborcze_z_Bydgoszczy_leza_w_blocie_we_Wloclawku.html#ixzz2r4IC6fOU
Komentarze
Pokaż komentarze (2)