... wylewająca się z przekaziorów, skłoniła mnie do odgrzebania i strawestowania pewnego wiersza K. I. Gałczyńskiego (link do oryginału: http://www.poema.art.pl/site/itm_91760_zima_z_wypisow_szkolnych.html ), który - mimo, że napisany w 1936 roku - jak ulał pasuje do dzisiejszej rzeczywistości. Właściwie trudno nazwać to nawet trawestacją, zlinkowany utwór mogłem tu wrzucić nie zmieniając w nim nawet literki, ale podmieniłem w nim kilka słów, żeby bezczelnie podpiąć się pod Konstantego Ildefonsa i choć przez kilka chwil świecić światłem odbitym.
"Zima z wypisów szkolnych"
Któż to tak śnieżkiem prószy z niebiosów?
Dyć oczywiście pan Premier;
módl się, dziecino, z całą krainą -
by wiecznie władał tą ziemią;
śnieżku naprószył, śnieżek poruszył
dobry ten nasz pan Premier.
A któż na szybach maluje kwiaty,
czy mróz, z nastaniem poranka?
Nie, to rączuchną dla ciebie, żabuchno,
z posłem europosłanka
srebrzyste prążki, listki, gałązki
dla ciebie, Kasi i Janka.
A któż te śliczne zawiesił sople
za oknem u okapu?
Czy może także mróz niedobry
swą fantastyczną łapą?
Nie, moje złoto, dyć to sztabowcy,
marketingowcy i reklamiarze,
rzecznik, doradcy i pijarowcy
i ci, co robią śliczne sondaże,
nocą nie spali, hurra! wołali,
sople poprzyklejali.
Hej, tam w Warszawie Prezydent nowy,
siwy i taki miły,
co noc swą mądrą wytęża głowę,
bo chce, by dla ciebie były
zimą sopelki, śniegi i lody:
wszystkie zimowe wygody.
Jeżeli tedy sanki usłyszysz
i dzwonki ich tajemnicze,
wiedz: to Prezydent w skupionej ciszy
nacisnął taki guziczek,
że dzwonki dzwonią i gwiazdki lśnią
nad miastem i nad wsią.



Komentarze
Pokaż komentarze (22)