niekarany niekarany
94
BLOG

Rychowa wolność słowa.

niekarany niekarany Rozmaitości Obserwuj notkę 16

Apel Rycha na salonie( http://rysieq24.salon24.pl/ ), zawarty w notce pod tytułem: "Nie
damy się cenzurze!", przywołuje wspomnienia szczęsnych czasów konspiry, wałków,
maszyn do pisania, domowych drukarni, paluchów wysmarowanych farbą drukarską
i wózków dziecinnych przebiegle używanych do transportu w dalsze dzielnice miasta
naręczy wywrotowych ulotek. Aż się łezka w oku kręci... Czasy jednak się zmieniły, a
i problem dotyczy nie byle czego, bo perełek intelektu, czyli artykułów najwybitniejszych
salonowych twórców, 
metoda rozpowszechniania niebezpiecznych i niewygodnych
tekstów wymaga według mnie wprowadzenia modyfikacji. Pierwsza przyszła mi do
rozumku następująca: dla zwiększenia bezpieczeństwa zastępujemy farbę drukarską
atramentem sympatycznym. Wiem, wiem, że użycie takowego znacznie podnosi koszty
całej imprezy, ale bezpieczeństwo, panie, przede wszystkim. Wtajemniczeni czytelnicy
już tam będą wiedzieli, jak wydobyć to na światło dzienne, by w zaciszu domu napaść
oczy upragnionym tekstem, a my w razie wpadki przy kolportażu jesteśmy kryci.

Pamiętajmy także o OOS-ach, czyli Osobach Oddanych Sprawie. Niby "nasi" ludzie,
raczej nie zrobią nam koło pióra, ale pewności nigdy nie mamy. Aby maksymalnie
zabezpieczyć się przed krecią robotą wkręconego między nich prowokatora reżimu,
ewentualnie zwykłego pleciugi-idoty, należy pomyśleć o tym, żeby żadna osoba z tej
grupy nie miała bezpośredniego dostępu do tekstu w druku. Zaciemniona piwnica
i opaski na oczach (można udrzeć trzy pasy z zalecanego przez Rycha kawałka flaneli -
naturalnie, jeśli jest odpowiednio duży) powinny niby wystarczyć, jednak druk o północy
albo w czasie zaćmienia Słońca dodatkowo zwiększają
  bezpieczeństwo. Ze starego,
sprawdzonego przez historycznych
władców pomysłu z wykłuwaniem OOS-om oczu
zrezygnowałem - jest nieestetyczny, papier się brudzi, a ręce lepią od śluzu.

Jak łatwo się domyśleć, stąd już tylko krok do kolejnej fazy naszego sprytnego planu -
absolutnego zrezygnowania z całkiem nam niepotrzebnej farby drukarskiej czy choćby
kosztownego atramentu sympatycznego. Wyjaśnię dlaczego.

Osoby Oddane Sprawie wykonują swoje rytualne ruchy z matrycą, wałkiem i resztą, po
staremu, ale do dystrybucji trafiają tylko czyste kartki. Głupie? Tylko z pozoru, wszak
trzeba nam wiedzieć, do kogo trafiają: tylko do zapoznanych, zaufanych czytelników,
a tym wystarczy powiedzieć: „Tu masz najnowszy wpis… (wstaw nick odpowiedniego,
tropionego przez siepaczy blogera)…, dowalił w nim reżimowi, że aż...”. Wiem, że
nie trzeba dodawać nic więcej, mądry zrozumie. Czytelnik zobaczy taki tekst, jaki trzeba,
i będzie kontent. A my ocalimy swoją, i publicysty, głowę. Względnie dupę.

Czwarty krok to eliminacja papieru. Na tym etapie wystarczy jedno zdanie. Proste, nie
hamuje obiegu informacji, tanie jak barszcz. Kolporter mówi czytelnikowi: „
Posłuchaj
uważnie, bloger
(tu: wstaw nick) znowu pisze. Wiesz co.” Każdy inteligentny odbiorca
już będzie wiedział, CO. 100% bezpieczeństwa, 100% skuteczności. Pozdrawiam.
!

 

niekarany
O mnie niekarany

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Rozmaitości