Wyjątkowo nie przepadam podczepiać się pod jakikolwiek temat ,który jest masowo "obrabiany" przez salonową brać. Wolę pchać przed siebie ten swój skromny wózek ,choć komentarzy u mnie zwykle tyle co kot napłakał. Nie inaczej byłoby z szeroko omawianym tematem Kataryny i pana Czumy. Jednak przy okazji tegoż tematu ,naszły mnie przemyślenia ,że tak górnolotnie napiszę,wyższego wymiaru.Przystanąlem na chwilę i zastanawiać się począłem nad kwestią-po co ludzie zakładają blogi i przelewają nań swoje poglądy ,myśli i uczucia.Czy prowadzenie bloga powoduje że staję się mimowolnie elementem jakiejś zbiorowości ,której przysługują jakieś prawa i obowiązki. Czy prowadzenie bloga zobowiązuje mnie do pewnych zachowań,odruchów i rytuałów. Zaznaczam oczywiście ,choć zatrąci to banałem ,że to co piszę jest tylko moim subiektywnym odczuciem i zgadzania się z moimi słowami nie oczekuję.
Z wielu notek (między innymi mojego kumpla Czarka Krysztopy ) przebija taka oto konkluzja: my blogerzy Salonu 24 powinniśmy poczuwać się do pewnego rodzaju odpowiedzialności zbiorowej. Zastanowiłęm się chwilę co ja na ten temat myślę i wyszło mi ,że NIE. Nie poczuwam się do odpowiedzialności zbiorowej i nie mogę i nie powinienem bronić innego blogera,nawet jeśli nie zgadzam sie z tym co pisze .
Dla mnie internet za pomocą którego tworzymy blogi i wyrażamy nasze poglądy np.polityczne jest tylko i wyłącznie narzędziem. Nie jest bytem samoistnym który przenosi nas w alternatywną rzeczywistość w której panują i moga panować inne zasady niż w tzw. realu. Pisanie na blogu nie zwalnia mnie ( choć brzmi to znów banalnie i trywialnie ) od używania słowa przepraszam ,dziekuje ,proszę..Nie zwalnia mnie od zachowywania kultury osobistej ,uczciwości ,nie naruszania i obrażania czyichś dóbr.
Jest duża ilość osób ,która rozumuje inaczej. Uważają że pisanie na blogu nadaje pewne przywileje i pozwala na chwilowe zawieszenie na kołku pewnych oczywistych zasad którymi kierują się być może w życiu codziennym. Tymczasem wg mnie tak nie może być. Konsekwencje i odpowiedzialność za to co przelewa się w sieć nie znika tylko dlatego że zakładamy blog,mamy nick i nas nie widać.
Idąc tropem odpowiedzialności zbiorowej. Czy mam również poczuwać się do daleko idącej wspólnoty z ludźmi którymi co rano idę tą samą ulicą do pracy? Czy jeśli ktoś z tych osób ,dokona jakiegoś działania ja mam się z nim utożsamiać tylko z powodu chodzenia tym samym asfaltem ? Nie.Ja sie nie czuję.
Konkluzje końcowe. Jeśli stawia się na blogu jakieś tezy - trzeba być gotowym na to ,że bohater tych tez może się z nimi nie zgodzić , a nawet poczuć się nimi urażony. Bez wnikania w konkretną sprawę -tak może być. I ze nie odpowie nam tylko jako inny bloger salonu i da odpór w innej notce czy poście. Nie uda nam się kogoś pacnąć w ucho i czym prędzej schować się w domu i poprosić żeby powiedziała że jesteśmy zupełnie gdzie indziej.
Dobrze jest znać i uświadomić sobie pewne mechanizmy. I nadać swojemu blogowaniu godną miarę.Jeśli chcę pisać sobie niezobowiązująco na tematy ogólne,mogę to robić na blogu. Jeśli chcę walczyć ze złem tego świata za pomocą pióra - mogę skończyc studia dziennikarskie i zająć się tym zawodowo-nie za przyłbicą bloga.Wraz ze wszystkimi plusami i minusami bycia takowym ostrym dziennikarzem.
Niestety - w mojej opinii Katarynie pomieszały się pewne kwestie- nie wie czy chce być anonimową blogerką czy w końcu politykiem ( tak, politykiem-gdyż jej ostrze jest zawsze skierowane w jedną stronę- i przypomina mi w tym Lisa).Czy chce być anonimową fajterką przeciw systemowi czy jednak wyjśc poza formę blogu.Ludzie przyzwyczaili się że można zrobić zakupy w internecie i kupić worek ziemniaków nie ruszając się z przed monitora.Ok,można . Ale przełożenie tego na dziennkarstwo czy politykę jest niemożliwością.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)