Uświadomiłem sobie iż mija rok od wyprawy mojego życia. Od małolata marzyłem o tym aby kiedyś zobaczyć na własne oczy jak wygląda impreza typu mundial lub mistrozstwa Europy w nożną. Naszło mnie w związku z tym na małą reminiscencję..
Od czego są marzenia jeśli nie od tego by je spełniać. Bilety w strefie VIP na mecz Polska Chorwacja załatwione po znajomości i opłacone ciężką krwawicą - pasztet podlaski i serki topione przez następny miesiąc - są w kieszeni więc można ruszać. Ja i czwóka moich znajomych w samochodzie - zmiana kierowcy co dwie godziny. Rano jesteśmy już w Austrii - wczesnym świtem postój na jednej ze stacji benzynowych - wyglądaliśmy jak kosmici w koszulkach i barwach narodowych - czułem się jak celebryta - spora ilość dzieciaków które błagają rodziców by pozwolili sobie z nami zrobić zdjęcia. Polen ,Polen ..mówią rodzice z uśmiechem i pokazują kciuk do góry - więc jednak nas nie nienawidzą - konstatuję. Wjeżdzamy na teren hotelu gdzie mamy mieszkać na obrzeżach Klagenfurtu. Nasze polskie flagi wiszące na oknach wiszą smętnie oblepione błotem z trasy. Pierwsze zdziwienie - na tej samej posesji multum policyjnych samochodów które miały tam bazę wypadową. Witają nas uśmiechnięte banany austriackich policjantów.
Wprowadzamy zamieszanie korzystając ze zjeżdzalni terenowych odbywając rytualne zjazdy - ale spoko, właściciele hotelu początkowo nieśmiało ale wraz z upływem czasu poczynają rozumieć że nie wszyscy na świecie są sztywniakami tak jak oni. Drei Kleine Bieren , dwie godziny snu i można ruszać na miasto. Idziemy , idziemy , idziemy , coraz bliżej miasto a Euro tak jak nie widać tak nie widać. I tu włąśnie opada pierwszy mit o Euro jakim karmią nas media. Euro w Austrii to - chorągiewki na latarniach , parę punktów informacyjnych , parę ogródków piwnych w centrum i stadion w szczerym polu i to wszystko. O co ten szum ? Podstawili autobusy w centrum i tyle . Zbudować stadiony a reszta jakoś poleci - nikt tam niczym się nie przejmuje , wszyscy podcięci Weiserami , uśmiechnięci.. JAk ktoś się zgubi to nie płacze, jak trzeba pójść z buta też nikt nie płacze. Wspólne tańce z chorwackimi kibicami , których nacjonalizm przy naszym to inna bajka. Zaboj, zaboj, za narod svoj.. to najpopularniejsza ich przyśpiewka..
W samym mieście wesoło , ale bez ZADNYCH luksusów. Takie większe wesołe miasteczko. W zaułkach poukrywana , o dziwo , Policja ale...niemiecka. WIdać ogromny ich profesjonalizm. Siedzą sobie w niewidocznych miejscach , nie rzucają się w oczy i nie prowokują. ale wszystko bacznie obserwują. Małe oddziały kafarów policyjnych - w tym zawsze jedna kobieta , któa rusza pierwsza w razie problemów i mediuje , działa uspokająco - a nie że pałą przez łeb - pełna profeska.
Im bliżej meczu tym więcej emocji - spotykamy chłopaczka z Polski który całą wyprawę razem z biletem zamknął jak mówi - w 50 ciu złotych ( podróż stopem , nocleg w piwiarni i bilet kupiony "okazyjnie". Polscy kibice tak jak Chorwaccy w wiekszosći na procentach ale niezwykle pokojowi - przytulanie na misia z Chorwatami i obiecywanie sobie wspólnego sojuszu po grób to norma:)
Mecz, potem jeszcze bankiet do drugiej w nocy , krótki sen i powrót. Naprawdę nie ma się co bać - po tym co zobaczyłem , jestem w stu procentach przekonany że zrobimy tysiąc lepsze Euro niż Austria i Szwajcaria..
Inne tematy w dziale Rozmaitości