Jak już tutaj wcześnie pisałem spędziłem urlop w Holandii. Poznając ten kraj zainteresowałem się też bliżej jego historią , którą do tej pory znałem raczej pobieżnie. Ciekawy jest np okres rozpoczęcia wojen przez Hitlera w Europie.
Okres przedwojenny upływał w Holandii w miarę spokojnie. Oczywście nie ominął tego kraju kryzys gospodarczy szalejący w Europie w latach 30 stych, aczkolwiek Holendrzy cieli mocno wydatki budżetowe i jakoś wiązali koniec z końcem. Mieszkańców tego kraju elektryzował ślub 24 letniej księżniczki Juliany z niemieckim księciem Bernardem. Bernard nie miał lekko w nowej ojczyźnie - neutralni politycznie Holendrzy podchodzili jednak z rezerwą do niemieckiego bądź co bądź księcia. Oliwy do ognia całej sytuacji dolewał fakt , iż książe Bernard zdecydowanie i stanowczo odcinał się od rodzącej się w jego rodzinnym kraju Niemczech fali nazizmu. Atmosfera wokół małego północnego kraju gęstniała...
Holendrzy naiwnie sądzili, że nawałnice jakie zaczeły sie dziac w 1939 roku ominą ich , a oni zachowają swoją neutralność jeśli będą siedzieć cicho i nie rzucać się w oczy. Niestety Hitlersyn miał inne plany wobec Niderlandów. Wymyślił sobie , że właśnie z tego terytorium nakieruje część wojsk w ataku na Francję i Anglię...
Dla Holendrów wojna zaczęła się w poranek 10 maja 1940 roku. Adolf mając rozpoznaną sytuację - armia Holenderska była mała i słabo uzbrojona , w dodatku panował w niej duch pacyfizmu - planował wraz ze sztabowcami , iż całą sprawę zamkną w ciagu jednego dnia. Nad ranem ambasador Niemiec w Hadze , Hrabia Julius von Zech - Burkersroda, z płaczem przekazał ministrowi spraw zagranicznych Holandii oficjalne wypowiedzenie wojny..
Adolf jednak minimalnie się przeliczył. Przykładając odpowiednią miarę do wielkości i potencjału militarnego Polski i Holandii, holenderska armia wykazała się równym nam hartem ducha, niezłomnością i bojowością. Naprędce sklecona i uzbrojona armia holenderska liczyła 350 tys. żołnierzy. Stan tych wojsk oddaje fakt, iż większość żołnierzy przyzwyczajała się jeszcze do nowych butów. Niemcy męczyli się z Holendrami 5 dni , co w skali wielkości tego kraju jest ogromnym wyczynem. Podczas 5 dniowych walk zginęło w sumie 2 tys. żołnierzy, 2159 cywilów, a 2,7 tys. odniosło rany.
Kilka dni po ataku Niemieccy najeźdcy napotkali silny opór Holendrów w Rotterdamie. Rozwscieczeni i zdesperowani mieszkancy tego portowego miasta bohatersko odpierali ataki desantów. Zaskoczeni Niemcy nie mogąc sobie poradzić wysłali ultimatum grożąc ciężkim bombardowaniem miasta - wkrótce spełnili swoje groźby i na Rotterdam posypały się bomby niszczac poważnie miasto i zabjiajac setki cywilów. Bombardowanie odbyło sie w biały dzien gdy ludzie byli na zakupach a dzieci w szkołach. Następna grożba dotyczyła zniszczenia zabytkowego Utrechtu..Holendrzy musieli spasować przed Goliatem. Jednak nie całkiem - w Holandii działał bardzo dobrze zorganizowany ruch oporu. Mokradła Biesbosch stały się miejscem przetrzymywania jeńców niemieckich. Niemcy próbowali się z tym rozprawić ale nie odnieśli większych sukcesów. Holendrzy konspirowali tam przez całą wojnę tuż pod nosem okupanta.
Opór Holendrów został nieco zapomniany. Warto uświadomić sobie , że jest taki mały kraj , który nie został w domu gdy nastał dzień próby.




Komentarze
Pokaż komentarze (20)