To pytanie przyszło mi samo do głowy, gdy oglądałem wczoraj rozmowę Rymanowskiego z J. Zaorskim i K. Kłopotowskim w TVN 24. Temat już lekko ześmiardły ale sa podejmowane próby odgrzania tego kotleta - chodzi o penitencjarne perypetie reżysera Polańskiego. Słucham , słucham i nie mogę się nadziwić co dwaj -wydawałoby się - inteligentni faceci prawią..
Sam temat jest już przeżarty przez media i wypluty - nic tam nowego, ani ważnego dla świata w sumie nie ma. Bardziej mnie zaciekawił we wczorajszej rozmowie mechanizm psychologiczny, który dość często obserwuję u ludzi. W pewnych sytuacjach nawet najmądrzejsi ludzie schodzą z drogi racjonalności i wchodzą w głęboką puszczę - po co tam idą i dlaczego? Czy oni sami to wiedzą? Mówiąc bez metafor mądrzy ludzie czasem głupieją i gadają głupoty. Tak ni stąd ni zowąd..
Według obu panów Polański to nie człowiek. To artysta. Czyli nad- człowiek.. Jeśli nakręcę kolejny "Nóż w wodzie", albo "Dziecko Rosemary" dostanę nową tożsamość. Mogę robić pewne rzeczy, nawet bardzo złe a i tak będzie mi wybaczone i usprawiedliwione. Najlepiej jeszcze wtedy wyjechać do Holyłudu - tam to w ogóle juz mogę robić co chcę bo to babilon hedonizmu. No a jak przeżyłbym Holokaust to nic tylko po tych zrobionych przeze mnie złych czynach, uklęknąć i nachylić się nade mną z troską..
Skąd to dwójmyślenie? Czy to jakiś automatyzm, który karze się solidaryzować z człowiekiem który popełnił zły czyn - to jeszcze się może zdarzyć każdemu -a dodatkowo pół zycia uciekał przed odpowiedzialnością ? Czy może ma to źródło we własnych demonach z przeszłości obu panów? Może mają świadomość że i oni mogą znaleźć się w takiej sytuacji?
Takie dwójmyślenie, juz dawno temu wyrażone wspaniale przez Kalego w związku z kradzieżą krowy można zobaczyć wszędzie. W mediach, w polityce , na ulicy i w zagrodzie. Ciekaw jestem co panowie zrobiliby ( czego im nie zyczę ) gdyby na drodze ich małoletnich córek stanął taki fajny Pan Reżyser..Myślę że goniliby go całe życie , aż po grób. Nawet jakby miał 128 lat to i tak pałali by żądzą wymierzenia sprawiedliwości..Poszły by precz wszelkie teorie o tym że :artyście wolno więcej" etc.
Dwóm panom dedykuję film "Amator" z Jerzym Stuhrem w roli głównej, a właściwie ostatnią scenę. Bohater główny w pewnym momencie odwraca kamerę i zaczyna kręcić swoją własną twarz..




Komentarze
Pokaż komentarze (15)