Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak
66
BLOG

Moralizatorzy i bolesna grawitacja..

Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak Polityka Obserwuj notkę 7

    Wszelkie media elektroniczne, internet (Salonu 24 nie wyłączając) płoną żywym ogniem podłożonym przez aferę senatora Piesiewicza. Klasyczna medialna wrzutka naszych dziennikarzy ( niebawem napiszę co myslę o tej czwartej władzy w polskim wykonaniu) rozpaliła wszystkie głowy -  jedni nieszczęsnego Piesiewicza bronia, inni potepiają w czambuł. Na Salonie oczywiście spolityzowano to wydarzenie z właściwym temu portalowi wdziękiem i sprawnością. Zyje juz ta sprawa własnym życiem - media mają co mleć przez najbliższe dni. Ustosunkuję sie i ja, a jakże. Wszak nawet z tej z pozoru nieważnej dla spraw państwa historii można wysnuc szersze wnioski.

   Już parę ładnych lat temu obserwując naszą politykę, zbudowałem małą teoryjkę, zasadę, którą nazwałem roboczo "moralizatorską teorią względności". Na czym ona polega? Już tłumaczę. Kiedy widzę w telewizorze polityka , który swój polityczny byt buduje na moralnych drożdżach, w tym momencie urachamiam stoper odliczający czas do jego spektakularnego upadku. Upadek ten może wyglądać różnie - dotyczyć pojedynczego polityka, może też i dotyczyć grupy a nawet i całej partii. Im bardziej widzę jak dany polityk czy partia upodabnia się do moralnego autorytetu - za każdym razem grzmi głośno, piętnując pozostałych z pozycji prawie że anielskich, można być prawie pewnym, ze za moment życie samo zweryfikuje owe zapędy.

    Przykłady? Słynna juz  "rewolucja moralna" z roku 2005. Kiedy widziałem jak Kaczyńscy, swoje słuszne postulaty, które z całego serca popierałem ( oddany głos na PiS w 2005 r) zalewają zasmażką z moralności wiedziałem , że nie może być dobrze. Słowo "moralność" dodawane do każdego zdania pęczniało z każdym dniem niczym balon w pucharze Gordona - Benetta. Oczekiwanie od zbiorowości ludzkiej 100 % uczciwości i czystych inetencji to nie dość, że lekka naiwność to i śliska sprawa z tegoż powodu , iż głosząc taką rewolucję samemu wydaje się sobie certyfikat uczciwości przejrzystej jak morze na Karaibach. Tylko czekać jak taki auto-mit upadnie pod wpływem najróżniejszych wydarzeń, a i niejeden zacznie grzebać w naszym życiu, szukając czarnych plam na tej nieskalanej bieli. Jak było-sami widzieliśmy..

  Cichą a jednocześnie niezwykle symptomatyczną cezurą końca owej rewolucji był przypadek posła Orzechowskiego z Ligi Polskiej Rodzin. Każda wypowiedź tegoż posła ociekała moralnością i śrubowała wszelkie standardy hen gdzies pod niebiosa. Prawie zupełnie niezauważona przeszła informacja, iż owy Moralizator urządził sobie pijacki rajd samochodowy. Bolesna grawitacja polityczna zadziałała i poseł klapnął na tyłek az kurz poszedł..

  Od tamtego czasu z przymrużeniem oka zerkam na wszelkie kolejne rodzące się samorodne autorytety, które teatralnie przemawiają z telewizorów i twierdzą że moralność to oni..Dlatego sprawa Piesiewicza mnie specjalnie nie dziwi - momentami sprawiał wrażenie jakby miał się zaraz unieść do góry i żywcem zawisnąć na doczesnym ołtarzu moralności wszelakiej..

  Panowie politycy - pamiętajcie.. "moralizatorska teoria względności" działa na każdego - chlubne wyjątki dają się policzyć na ilości palców jakie dała nam natura.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka