We wczorajszym programie Tomasza Lisa można było obejrzeć egzekucję. Egzekucję polityczną oczywiście, nie taką prawdziwą. Krew się nie lała. Naiwny Piskorski myślał że został zaproszony do programu gdzie ktoś go wysłucha i może ( naiwność znów ) nawet przyzna mu rację. Niestety miał pecha. Został przywiązany do słupa, zawiązano mu oczy i nawet papierosa ostatniego mu nie pozwolono wypalić ani wykonać ostatniego telefonu. Wykonującymi wyrok byli gospodarz programu i jego umyślny ( a może odwrotnie ) pan Niesiołowski.
Mówiąc poważnie to celem owego programu nie było jakiekolwiek wyjaśnianie czy chociaż podjęcie próby takiego wyjaśnienia sprawy obywatela Piskorskiego, tylko jego ostateczne polityczne dobicie. Żeby była jasność - Piskorski to człowiek wyjątkowo bezczelny, skoro po tylu różnych wpadkach i krążących wokół niego smrodach , jak to śpiewał Kazik - "pcha łapę w rozżarzone węgła". Na jego miejscu schowałbym się w mysią dziurę i już się w polityce nie pokazywał. Bronić więc Piskorskiego tu w sensie merytorycznym nie zamierzam - dostał w sumie to na co zasłużył. Jednak abstrahując od tego wszystkiego, nie tak chyba powinien wyglądać uczciwy program publicystyczny.
Niesiołowski wraz z Lisem ramię w ramię , jak na ustawce na oczach publiczności pogrzebali politycznie Piskorskiego. Nie uwierzę że przypadkowo. Ciekaw jestem tylko kto był inicjatorem tej ustawki - Lis czy Niesiołowski. Piskor myślał że da radę ale nie dał - pod koniec programu wił się już w przedśmiertnej agonii by na pytanie czy posiada wspomniane przez siebie papiery na PO , orzec wszystkim nam , jak Marek Kondrat w "Kilerze" że "wie , ale nie powie". Zabrzmiał gong i było po wszystkim.
Szkoda że Lis na końcu nie powiedział: "Panie premierze, melduję wykonanie zadania".


Komentarze
Pokaż komentarze (10)