Bajeczka będzie trochę długa, więc liczę na cierpliwość ewentualnych czytelników.
W polskim zyciu publicznym i politycznym panuje chaos. Nie trudno o taką konstatację każdemu z nas, kto przynajmniej w minimalnym stopniu owo życie polityczne i publiczne śledzi. Niby nurt naszej polityki wyznaczany jest mechanizmami demokratycznymi, takimi jak wybory ale nie sposób opędzić się od wrażenia iż naszymi losami rządzi w dużej mierze przypadek. Od newsa do newsa. Tu jakieś prawybory, tu brudne buty Kaczyńskiego, tam Rydzyk i Michnik. Pada Miller to wyrasta Lepper. Czysty chaos zdawałoby się. Jednak być może tylko pozornie. Może jednak uda się nam złapac trochę tego byka za rogi i przynajmniej pokusić się o próbę syntezy. Łaknę tej syntezy bardzo , ponieważ przyznam się bez bicia, że juz całkiem momentami czuję się w tym wszystkim zagubiony.Czy my dokądś zmierzamy? Czy nasza polityka podlega jakkimś prawidłom? Czy jest to ewolucja czy może raczej ruchy zgoła rewolucyjne?
W piłce nożnej trenerzy w czasie meczów lubią czasem wejść na górę trybun i spojrzeć na wszystko z lotu ptaka. Jak sami twierdzą - "tak lepiej wszystko widać". Ja też wejde na trybunę i zerknę z wysoka. Może wyłoni się nam jakiś elementarny porządek a byc może i widok na przyszłość. Od razu napoknę że prosze nie traktować tego tekstu jako próby "dowalenia" czy gloryfikowania którejkolwiek z opcji naszej sceny. Nie, na ten moment żadna z sił nie reprezentuje moich poglądów , więc łatwiej będzie mi spojrzeć na to wszystko chłodnym okiem.
Zacznijmy od historii. Może raczej od ciągu historycznego. Nie będę się bawił w ceregiele i grubą krechą ( nie mylic z grubą kreską ) spróbuje wyznaczyć z grubsza bloki w jakich mniej więcej polska polityka w poszczególnych latach się mieściła. Podział to będzie bardzo subiektywny i byc może nie ujmujący pewnych "niuansów" - jednak inaczej ten tekst zajmowałby kilka megabajtów w Wordzie.
Walka o spójność
Nie sposób oprzeć się wrażeniu że pierwsze lata polskiej demokracji i związane z nimi losy partii politycznych to najprawdziwsza corrida. Zarówno strona opozycyjna jak i post komunistyczna doznały zaskoczenia nowymi realiami w jakich muszą się poruszać. Krótko mówiąc scena polityczna w try miga doznała potwornego rozproszenia. Stronnictwa dzieliły się niczym komórki, wybuchały, fluktuowały. Najmniejsze nawet partyjki dzieliły się na jeszcze mniejsze - każdy chciał rządzić jak słusznie w swojej książce napisał Ziemkiewicz. Nie sposób również nie spostrzec, że pierwsze lata polskiej demokracji polskim politykom upłynęły na desperackim szukaniu jakiejkolwiek spójności w swoich środowiskach. Pierwsze otrzeźwienie przyszło na post-komunistów. Udało im się zlepić w miare spójny element ( SLD ) co pozwoliło wziąść głosy wyborców spragnionych jakiegokolwiek spójnego bytu politycznego , który byłby zdolny przetrwać dłużej niż pół roku. Widząc to inni nie mieli wyjścia . Zatykając nosy musieli się jednoczyć. Po stronie nazwijmy to prawicowej, także poczęły nastepować jakieś wyraźniejsze krystalizacje partyjne - mimo że trzeba było czekać aż 7 lat aby powstał kulawy i rozchwiany ale jednak spójny AWS.
Jako że okresy które wyszczególnię nie są podzielone wyraźnymi cezurami w między czasie , gdy wspominana krystalizacja z wolna bo z wolna ale postępowała, polska polityka powoli przechodziła przez okres nastepny. Nazwałbym go w skrócie ..
Walką o wartości
W sferze wartości buzowało jak w garncu marcowym. Tu się pojawiało obrzydliwe , anty kościelne NIE , tam rodził się ZCHN. Po ulicach stolicy manifestowali anty-klerykałowie, mijając się praktycznie z ultra- narodowymi skinheadami. Polska wyzwolona z cenzury poszukiwała dramatycznie swojego "Ja". Ja to jeszcze pamiętam , młodsi czytelnicy może nie - ale główne tematy podejmowane przez polityków w ówczesnym czasie to były: aborcja, konkordat, stosunek władzy do kościoła, religia w szkołach i krzyże także w szkołach. Strona powiedzmy post-komunistyczna i raczkująca liberalna straszyła nas nadchodzącym Kato-obozem a ZCHN-owska liberalną rozpustą. Tłamsiło się to, kotłowało i sprzęgało aż wreszcie i tu osiągnięto pewne status quo - do dziś żadna polska partia nie może ignorowac kościoła, nie atakuje go, a do ustaw aborcyjnych czy religijnych praktycznie się nie wraca. Nie liczę tu pojedyńczych wypadów politycznych wariatów w typie Senyszyn. Ogólnie nad tymi tematami jest cichutko, bo każdy wie że donikąd go w naszym konserwatywnym światopoglądowo kraju nie zaprowadzi. Niejeden z zagranicznych gości zadziwiłby się że faktem , iz w Polsce nawet lewicowe partie rządzące nie odmawiają sobie pokazywania się na uroczystościach religijnych. Nie traktuję tego jako zarzut do którejkolwiek z obu stron - tak po prostu jest że sfera wartości w naszej polityce została także, jak kwestie spójności , sprasowana do pewnego obowiązującego kanonu.
Gdy i na tym poletku poczynała panowac względna harmonia, na horyzoncie pojawił się nowy etap.
Walka o głos demonstranta
Czas środkowego AWS-u. Gdy tylko włączyło się TV widac było jakąś demonstrację. Górnicy, hutnicy, nauczyciele, policjanci, pielęgniarki... Całe korowody demonstrancji. Protesty, rosnące bezrobocie i pamiętna dziura budżetowa. Wtedy począł rosnąć w siłę Lepper coraz żwawiej zachęcany przez kolegów z SLD aby reprezentował ich jako skrzydło walczące. Żaden szanujący się polityk w czasie telewizyjnego wystąpienia nie mógł nie wspomnieć o wyzyskiwanych stoczniowcach ( tak jakby ich to rzeczywiście obchodziło ) Narastające nastroje buntu społecznego pomogły strącić Millerowi rząd Buzka. Wtedy też poraz pierwszy mieliśmy do czynienia z istną medialną kocią muzyką jaką zafundowała opozycja aktualnie rządzącym. Wydawało się , że jeszcze przez lata będziemy mieli do czynienia z ciągiem lewicowych i lewicujących rządów - w praktyce wszystkie nasze partie od lewa do prawa przyjęły na wskroś socjalistyczne maski skierowane ku wyborcom, inaczej nie uzyskałoby się wtedy więcej niż kilka procent poparcia. Demonstranci demonstrowali a wszystkie stronnictwa "walczyły" o ich los. Widoków na żadną poprawę sytuacji gospodarczej nie było. Mimochodem jakby weszliśmy do UE, poprawiła się ogólna koniunktura światowa napędzana chińskimi jenami. Innym elementem zbiegu okoliczności była zakończona wreszcie konsolidacja prawej strony , a Rywin przyszedł do Millera. Dodatkowo też społeczeństwo ciutkę odbiło się od gospodarczego dna i zapragnęło troszkę inaczej zadąć w polityczny żagiel kraju. Rozpoczeła się..
Walka o ideologię
Po około 15 latach kotłowaniny przyszedł moment względnego uspokojenia społecznego. Można było zacząc się zastanawiać nad kształtem ideologicznym Polski. Polska liberalna czy solidarna? Polityka historyczna obudziła przystygłego ducha patriotycznego Polaków. Kulminacją tego okresu były wybory w roku 2007 kiedy w istocie starły się nie dwa szerokie programy w klasycznym zachodnio europejskim stylu a po prostu dwie ideologiczne wizje. Nie dochodźmy tu racji którejś ze stron , bo to nie miejsce na takie rozważania. Pozorne gospodarcze punkty dwóch partii były li tylko listkami figowymi dla ścierających się wizji Polski, które to wizje gorączkowały Polaków przez mniej więcej 3- 4 lata. Do walki włączyły sie na równych prawach z politykami media co doprowadziło do totalnego wyjałowienia i tak jałowej wcześniej politycznej treści. Zabawy nie przerwał nawet potężny światowy kryzys, który na wskutek różnych obiektywnych czynników obszedł się z nami lżej niz się spodziewano. Jednak każda zabawa ma swój koniec i po jakimś czasie zaczyna się nudzić..
Przeskocze teraz szybciutko do decyzji Tuska o nie kandydowaniu na stanowisko Prezydenta RP. To wydarzenie wprowadziło nas moim zdaniem w najnowszy etap . Etap..
Walki o ustrój
Polska polityka wbrew naszym narzekaniom i utyskiwaniom okrzepła. Na rynku zostało kilku dużych graczy wspomaganych pieniędzmi z budżetu. Każdy spokój jednak ma to do siebie że wcześniej czy póżniej się kończy. Z braku pewnie większych zmartwień samoistnie nasi politycy poczęli się zastanawiać nad ogólnym kształtem strukturalnym kraju, chcąc prawdopodobnie poucierać resztkę kantów jakie jeszcze pozostały. Gołym nieuzbrojonym okiem widać że system konstytucyjny który dotąd pozwalał wentylować kotłującą się scenę przestał spełniać swoje zadania. Ewidentnym kłopotem jest potężna mimo wszystko wciąż Prezydentura z którą nie wiadomo co zrobić. Prezydent ( mówię tu po prostu o stanowisku a nie o konkretnym prezydencie ) w naszym systemie jest jak - przepraszam wrażliwych za porównanie - Dymitar Berbatov w Manchesterze United. Tak samo jak on jest zagubiony w polu karnym rywala tak nasz wódz nie wie co ma robić. Z jednej strony ma spore uprawnienia, a z drugiej zbyt małe, aby mieć wpływ na cokolwiek. Z jednej strony ukuło się powiedzenie, że ma być wyrazicielem woli "wszystkich Polaków" a z drugiej przecież zawsze pochodzi z konkretnej partii czego po prostu nie da się wymazać. Powoduje to albo chęć u Prezydenta walki politycznej w imię dawnej swojej partii, albo chęci wyrwania się na niepodległość i bicia w swoich dawnych kolegów. Błąka się więc ten bidny prezydent po polu walki i co nie zrobi to będzie komus źle. Spowodowało to szeroką dysputę na temat tego aby coś z tym zrobić. Czy pomysły sa mądre czy głupie , nie mi oceniać aczkolwiek sądzę że w końcu ktoś doprowadzi do zmiany tego stanu rzeczy. Wokół tego sporu ukonstytuowała się dziś oś naszych publicznych dysput. Reszta to odpryski.
Kończąc wreszcie. Jaki będzie nastepny etap? Myśle że gdy ułozy się w końcu to co ma się ułożyć nastapi moment kiedy Polacy wywalczą od polityków to po co zostali wymyśleni. Czyli do zajmowania się naszymi sparawami - tymi codziennymi i lokalnymi. Jak widać z mojej analizy jednak nasze polityczne losy płyną pewnym w miarę uporządkowanym nurtem. Choć na pierwszy rzut oka widzimy chaos.
56
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (3)