Powoli, powoli emocje schodzą w dół. Nad przyczynami tego co się stało nie chcę jeszcze dywagowac gdyż uważam że wciąż nie jest to nawet początek momentu kiedy można zacząć to robić. Nie chcę też dyskutowac nad tym kto jak , gdzie i dlaczego wyraża swój żal. Nie chcę pisać o hipokryzji co poniektórych ani nie chcę analizować gdzie czy nie zawisła flaga z kirem. Na Salonie na te tematy powstało dziesiątki tekstów , w większości eufemistycznie pisząc - nietrafionych czy wręcz niesmacznych. Autorzy podpierają się wolnością słowa - no cóż, byc może mają i rację.
Nie chcę też rozstrząsać kwestii politycznych. Myślę że sprawy potoczą się swoim naturalnym biegiem - co z tego będzie,zobaczymy w najbliższej przyszłości. Na to też za wcześnie.
Więc co na ten moment można powiedzieć o zdarzeniach z soboty rano? Myślę że mozna podjąć się maleńkiej próby wyciągnięcia wniosków natury , rzekłbym socjologicznej. Wnioski te sa - przynajmniej w mojej opinii - niejednoznaczne.
Przede wszystkim wciąż Mickiewiczowska lawa goreje pod plugawą skorupą. Polacy znów w obliczu ciężkiej tragedii ( która to już nas dotyka niesposób zliczyć ) wykazują swoje narodowe podejście. Te niezliczalne godziny prób jakim bylismy poddawani zapisały nam w genach potrzebę jednoczenia się w potrzebie chwili zagrożenia. Jedni robią to mądrzej , inni mniej ale widać gołym okiem że w takich momentach ( niestety tylko w takich ) umiemy odłozyć na kołek najrozmaitsze podziały wewnętrzne. Tak działo się zawsze - bo czy np w czasie odparcia ataku bolszewików , czy Powstania Warszawskiego Polacy sie nie różnili? Róznili i to bardzo.
Wspólnie więc nauczylismy się radzić sobie jako naród w trudnych momentach. Z różnych przyczyn , nie zawsze zależnych od nas zależnych zwalczane siłą jedności przeszkody stawały się kolejnymi kondygnacjami Narodowych sporów. Lawa goreje ale niestety wciąż głęboko pod skorupą. Po tym jak wypali Polsce drogę przez morze skał wraca pod tą skorupę z powrotem.
Nie mam złudzeń. Już za parę tygodni będziemy świadkami gorszących scen i wypowiedzi. Nie wytrzymają presji popędliwe języki. Nic nie wyciągniemy z tego dla siebie pouczającego. To pesymistyczne, wiem.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)