Mała Dziewczynka ma kruczo-czarne włosy, których kosmyki spadają jej ciągle na nos, i wtedy odrzuca je na bok gwałtownym ruchem głowy. Robi to najczęściej wtedy, kiedy ma mi coś niemiłego do powiedzenia, a ponieważ dzieje się tak dosyć często, tak więc ten jej gest odrzucenia kosmyka stał się czymś w rodzaju odruchu i wszedł jej głęboko w krew.
Niech Was nie zmyli to określenie. Mała Dziewczynka to tak naprawdę – mimo pozorów – całkiem Dorosła Kobieta. Jednakże to też może być dla kogoś postronnego mylące. Ten ktoś, kiedy pozna ją lub zobaczy pierwszy raz, dostrzeże w niej niewątpliwie tylko i wyłącznie Małą Dziewczynkę. Mała Dziewczynka zresztą jest nią wtedy kiedy uzna to za stosowne, i potrafi dokonywać tej konwersji w Dorosłą Kobietę przy każdej, niezbędnej w jej mniemaniu ku temu, okazji. Jednakże wobec mnie jest zawsze tylko Małą Dziewczynką, co jest podwójnie dojmujące, gdyż kto może szukać zemsty na takiej Małej Dziewczynce?
Powodów do takiej zemsty byłoby wiele, gdyż owa Mała Dziewczynka nie zna innego stanu wobec mnie, jak stan złości. W wielu kontaktach międzyludzkich, nawet tych najbardziej zapalnych, taki stan jest stanem jedynie przejściowym, czymś w rodzaju burzy wiosennej, która przychodzi znikąd, przewala się nawałnicą i znika. W tym przypadku jest całkowicie odwrotnie.
Tutaj nieliczne okresy pogody, z rzadka zakłócają stan permanentnego zachmurzenia, do którego wszyscy są już przyzwyczajeni. Jedynym powodem takiej sytuacji, muszę przyznać to niestety, jestem tylko i wyłącznie ja. Mała Dziewczynka, choć jest osobą dość złośliwą, powiedziałbym nawet że bywa osobą po prostu wyjątkowo okrutną i dokuczyć jest w stanie nawet komuś kto wymaga troski, to tak naprawdę nikt tak o niej nie powie. Powiedzieć mogę tak tylko ja. Człowiek który – według tych którzy przyjrzeliby się tej całej sprawie z bliska – nie jest w mocy aby cokolwiek, Małej Dziewczynce zarzucić. Ludzie ci z pewnością nie znaleźliby ani grama winy w postępowaniu Małej Dziewczynki, a raczej szybko to na mnie wskazaliby palcem, jako na winnego całego zła.
A przecież nie czuję żadnej winy w tym względzie. Cóż jednak ma za znaczenie moje poczucie winy. Poczucie winy, i sama też wina, to kwestie bardzo względne. Niewinność wobec Małej Dziewczynki może też być odczytane jako wina. Mała Dziewczynka zresztą nie rozpatruje tych spraw na zasadzie winny-nie winny.
Chciałem wielokrotnie zmienić ten obrót spraw. Jednakże po okresie pewnych starań, odstąpiłem od tego. Odstąpiłem wówczas, gdy zorientowałem się że przyrost moich win wobec Małej Dziewczynki jest tak ogromny, iż nawet moje największe, nawet najbardziej też beznadziejne w swej oczywistej ułomności starania, nie są w stanie choć trochę owego przyrostu zneutralizować. Cóż bowiem po jakimś moim jednym, i być może całkiem pozytywnym czynie, skoro na jego miejsce chwilę później przychodzą trzy takie które doprowadzają Małą Dziewczynkę do wściekłości. Najgorsze jest to, że zupełnie nie umiem rozpoznać które z moich czynów mogą wywołać ten stan. Z początku – lata temu – wydawało mi się że mniej więcej wiem co rozpala, a co łagodzi nieustanne odczucie złości Małej Dziewczynki. Potem już nie wiedziałem nic, a kolejne jej reakcje wobec moich zachowań całkowicie pozostawiały mnie w niezrozumieniu.
Bo przecież może być tak że nawet kiedy siedzę w swoim fotelu stojącym przy oknie, ręce mam położone na oparciach i zerkam przez szybę na kołyszące się za nią drzewa, to już wtedy – choć mogę to tylko przeczuwać – gdzieś tam daleko rodzi się jakaś moja kolejna wina. Wina do której się nie przyczyniam co prawda, ale to przecież nie ma żadnego znaczenia.
Ktoś z pewnością może zapytać. Dlaczego więc Mała Dziewczynka nie podejmie ostatecznych kroków i nie pozwoli mi zostawić ją wreszcie w spokoju, co zresztą wielokrotnie jej sugerowałem, nawet pomógłbym jej w tym. Bywało przecież i tak, że już traciłem Małą Dziewczynkę zupełnie z oczu i już wtedy – przy pewnym uczuciu ulgi – myślałem że doszliśmy do obopólnego rozwiązania sprawy. Jednak po jakimś czasie wszystko wracało do normy, ja i Mała Dziewczynka znów wchodziliśmy w swoje stare role. Ona sama też tego nie rozumie – pytałem ją o tym kilkukrotnie. Ja wiem z pewnością że nie mogę pozwolić, aby ktokolwiek inny mógł być narażony na złość Małej Dziewczynki. Ja – człowiek który z rąk Małej Dziewczynki doświadczył wszystkiego co tylko da się wyobrazić jestem przez nią zahartowany jak stal, ktoś inny – bez takiego doświadczenia – nie uszedłby z życiem. Dlatego wciąż i chyba już do końca życia będę oglądał odskakujący czarny kosmyk Małej Dziewczynki.



Komentarze
Pokaż komentarze