Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak
288
BLOG

Getsemani

Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak Rozmaitości Obserwuj notkę 0

 

Tej nocy było bardzo cicho pośród oliwnego gaju. Bezchmurne niebo wisiało dziwnie nad czubkami drzew oliwnych i przebijało się poprzez nie, mdłym lecz ostrym zarazem, księżycowym światłem. Delikatny wiatr dobiegający od strony wzgórza, zupełnie nie dawał ochłody a jedynie uporczywie niepokoił. Gdzieś w pobliżu zaszczekał pies, potem przemknął pomiędzy drzewami i zniknął w zaroślu. Jeszua przeszedł wzdłuż kamiennego muru, przesuwając po nim ręką jakby szukał w nim oparcia. Wszedł do ogrodu i zatrzymał się przy jednym z drzew. Podniósł głowę i spojrzał w niebo. Spomiędzy liści patrzył na niego księżyc także, jak mu się zdawało, nieco zasępiony. Nie chciał już z tego powodu dłużej mu się przyglądać, więc ze wzrokiem wbitym w ziemię ruszył przed siebie. Pies który wcześniej szczekał z daleka, zjawił się teraz skądś nagle. Podbiegł do niego i otarł mu się o nogę. Wiatr lekko się wzmógł. Jeszua pogłaskał psa po głowie, a ten położył się wówczas karnie u jego stóp, choć Jeszua widział go pierwszy raz w życiu.

 - Gdzie Twój Pan, co? - zapytał go, przeciągając mu dłonią po grzbiecie.

Usłyszał za sobą czyjeś kroki. Odwrócił się. Stał za nim. Rękę miał wyciągniętą przed siebie, a wokół niej oplatał się czarny wąż, zwisając przy tym głową w dół. Przyszedł ubrany w czarny płaszcz, głowę miał zakapturzoną, a spod kaptura w ogóle nie było widać twarzy, zupełnie tak jakby jej tam nie było. W oczach które przebijały, nie było nic. Tak bardzo nic, że Jeszua odwrócił szybko od niego wzrok.

 - Jeszua, czemu jesteś taki smutny? Czy coś Cię trapi? - zapytał dziwnie troskliwie.

 - Nie, wszystko jest dobrze, nic mi nie jest – odrzekł Jeszua.

 - Nieprawda. Wiem dobrze że coś Cie trapi.

Jeszua nic na to nie odparł. Schylił się znów nad psem i pogłaskał go. Pies jednak uwolnił się spod jego ręki i odskoczył w stronę człowieka w czarnym płaszczu. Usiadł obok nóg tamtego i rozglądał się niespokojnie. Jeszua wstał i zrobił kilka kroków. Położył jedną dłoń na pniu, a drugą zasłonił oczy w geście wyrażającym zmęczenie i znużenie.

 - Jak mogę nie być strapiony? - zapytał w ciszę gaju drżącym głosem, choć mówił i do niego, stojącego teraz tuż obok. - Moja dusza jest dziś bardzo smutna. Obawiam się też, że będzie ona smutna aż do końca mojego żywota.

Poczuł że położył mu rękę na ramieniu.

 - Jakiego końca, Jeszua, o czym Ty mówisz.

Jeszua odsunął się tak, aby jego ręka nie spoczywała już na jego ramieniu.

 - Wiem o czym mówię. Dziś stanie się to, na co czekałeś tak długo. Czeka na mnie kielich pełen goryczy, który będę musiał wypić aż do dna..

 - Czy to „jego” wola?

 - Tak. Dziś zapłacę za wszystko co Ty uczyniłeś, za to co czynisz, i za to też, co uczynisz w przyszłości. Nic ci nie zostało zapomniane, a wszystko będzie dobrze zapamiętane.

On zaśmiał się kręcąc przy tym głową.

- Gdzie tu jakaś moja zapłata? Za wszystko przecież zapłacisz Ty. Ja odejdę stąd wkrótce niczym nie niepokojony, skoro tak stawiasz sprawę. Nic nie zrobię aby Ci pomóc, boś sobie na to wszystko zasłużył. Lecz przecież możesz jeszcze wszystko odmienić. Pójdź wraz ze mną. Nikt nie śmie Cię wtedy zatrzymać.

Jeszua odszedł znów kilka kroków. W dole widział tylko ciemność. Gdzieś daleko, jaśniały jakieś światła, i panował tam całkowity spokój. Gdzieś tam też panował ludzki ruch, padały słowa, ktoś wychodził przez otwarte drzwi i gdzieś szedł. Stąd jednak nie było tego widać, można było to tylko przeczuwać. Jeszua przeczuwał to. Lecz cóż mógł zrobić? Mógł tylko w tą ciemność powiedzieć:

 - Tak, śpijcie tam sobie. Odpoczywajcie, nic o mnie nie wiedząc. Zostawcie mnie samego z tym wszystkim. Potem zapomnijcie o mnie, nie wspominajcie w ogóle, proszę was o to bardzo. Złóżcie głowy na swoich poduszkach, okryjcie się swymi przykryciami. Niech wasze myśli krążą wszędzie, byle tylko nie wokół mnie. Nie zasłużyłem na to. Zawiodłem was przecież.

Poczuł wtedy jak wokół jego nogi oplata się wąż. Strząsnął go jednak szybko. Odwrócił się, lecz jego już tam nie było. Został sam. Czyż nie na to czekał? W dali nie było już ciemno, zapaliły się światła.

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości