Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak
1160
BLOG

Czy Jezus miałby konto na Facebook'u?

Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak Rozmaitości Obserwuj notkę 51

 

Nie będzie wołał ni podnosił głosu,
Nie da słyszeć krzyku swego na dworze.
Nie złamie trzciny nadłamanej,
Nie zagasi knotka o nikłym płomyku.

Księga Izajasza

 

Pamiętam do dziś, kiedy w podstawówce, na lekcji religii - odbywającej się wówczas jeszcze w sali przykościelnej – rozdano nam obrazki o tematyce religijnej. Na moją wyobraźnię najbardziej zadziałał szczególnie jeden z nich, pamiętam go do dziś. Bardzo prosta, monochromatyczna grafika rodem z książek dla dzieci, przedstawiająca Jezusa stojącego nad brzegiem rzeki. Przy brzegu narysowana była prosta rybacka łódź, a przed samym Jezusem stały dwa duże kosze pełne ryb. Nie, nie myślcie tylko, że byłem jakimś wyjątkowo pobudzonym religijnie młodym człowiekiem, iż tak zainteresował mnie ów rysunek. Prawda jest banalniejsza - po pierwsze bardzo podobała mi się jego graficzna oszczędność, a po drugie jako wiecznie nienajedzone dziecko wpadłem w zachwyt nad takim koszem pełnym rybek. Pomyślałem wtedy – też pamiętam to dobrze:) - iż ten Jezus musi być w porządku, skoro potrafi stworzyć taki kosz.

Później nasze drogi niestety się nieco rozminęły. Ja do dziś jestem osobą niewierzącą, ale Jezus jest do dziś także dla mnie bardzo inspirującą postacią. Już wiele lat później zdarzało mi się często wertować Pismo Święte w poszukiwaniu fragmentów opisujących jego losy. Dziś, przy okazji świąt Wielkanocnych moje myśli znów do niego wracają. Bowiem czy tak naprawdę wiemy kim był Jezus? Czy jeszcze się nad tym zastanawiamy? Widzimy go codziennie - na krzyżach wiszących na ścianach czy na damskich dekoldach, na okładkach gazet oraz na cokołach pomników. Wierzący najczęściej traktują go właśnie pomnikowo, zapominając o tym, iż Jezus z pewnością nie chciałby stać na żadnym pomniku. Mam wrażenie, że to co chciał on nam przekazać, religia niejako odsunęła na ósmy plan i że to co stanowi przecież sedno religii chrześcijańskiej tym sednem już nie jest. Eksponuje się cierpienie Jezusa – a przecież w mojej opinii nie to jest najważniejsze.

Jezus wymyka się wszelkim łatwym opisom. Jego historia, te wszystkie przypowieści z nim związane, mogą służyć jako paraboliczne metafory do przyłożenia do niemal każdej naszej życiowej sytuacji. Jest on też – zwłaszcza na tle reszty biblijnych postaci, które nakreślone są najczęściej dosyć grubą kreską – osobą bardzo złożoną i niebanalną. Spokój z jakim podchodził do wszystkiego co go spotykało wzbudza zawsze mój bezbrzeżny szacunek. W każdym momencie emanował rozwagą i pewnego rodzaju rozsądkiem. Oceniał, ale nie wartościował. Wskazywał ale nie nakazywał. Nigdy nie tracił głowy. Szczególnie ulubił osoby które zbłądziły, to tam, do nich kierował swoją całą energię. Mimo tego, iż zdawał sobie sprawę iż jego życie jest elementem większego planu, nie buntował się przeciw temu – wbrew temu co próbował wmówić nam Scorsese – rozumiejąc iż sprawa o którą gra, jest ważniejsza niż jego osobiste interesy.

Jezus nigdy nie dawał skomplikowanych, przeintelektualizowanych recept. Mówił bardzo prostym, ale przy tym krystalicznym formalnie językiem, ustawiając sprawy zwykle bardzo zero-jedynkowo sprawiając tym samym, iż jego przekaz zawsze trafia w przysłowiowy punkt. Zawsze przypominał też, że każdy człowiek musi zacząć wszystko od siebie – przez siebie wiedzie droga do dobra, innej nie ma i nigdy nie będzie. To w samym sobie nakazywał każdemu szukać źródeł zła, które tego kogoś dotykało, bądź które ten ktoś zadawał innym. Jak bardzo to jest uniwersalne! I jak bardzo do niego podobne – to co nauczał nie było nigdy spętane dogmatami, co powoduje że jego słowa mogą przebić najtwardszy mur niewiary i wpaść prosto do nieuświadomionej głowy. Nie trzeba być Molierowskim „świętoszkiem” żeby móc korzystać z dużego zasobu Jezusowych mądrości.

Czy potrafię sobie wyobrazić Jezusa, który dziś przyjechałby do naszego miasta? Kim by był, jakby żył i jakby odnalazł się w dzisiejszych realiach? Ja oczami duszy widzę go zakładającego konto na Facebook'u. Jestem pewien że uznałby, że to tam powinien bywać dziś najczęściej. Nie bałby się tego, choć doskonale wiem że miejsce to musiałoby go z początku przerazić. No i krążyłby Jezus po tym Facebook'u dobrze wiedząc przy tym, że internet to jeden z cichych zabójców duszy ludzkiej i to w jego chaosie gubi się dziś najwięcej osób.

 

 

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (51)

Inne tematy w dziale Rozmaitości