Obserwując końcówkę kampanii wyborczej ,miałem poczucie ,iż oglądam bójkę w westernowym saloonie.Nikt już nie pamiętał o co komu chodziło-wszyscy którzy mogą piorą się po buziach. Krzesła także latały ,pękały butelki na głowach.Zdarzało się czasami ,że w ferworze walki mieliśmy do czynienia z politycznym "friendly fire".Przykładem szarża Pana Kamińskiego,szefa CBA który swoją sławetną konferencją prasową prawdopodobnie strzelił w beczkę z własną amunicją.Zebrał za to zresztą , burę od szefa.
Używając nieco innej analogii (mianowicie wojskowej) PO wystrzeliło swoje pociski,dowiedziało się że wygrało bitwę ,ale chyba nie do końca w to uwierzyło.Mam wrażenie że siedzą wciąż w okopach i zastanawiają się czy z nich w ogóle wyłazić. Wychylił się jeden z drugim,puścił rozpoznawczą serię to tu i tam i dalej cisza.Minęło już sporo czasu od wygranych wyborów a zwycięzcy nie zamierzają przejąć władzy.Nie słyszę na razie nic.Wszystkie działania rządu ,o ile jakiekolwiek są, ukryto za parawanem uśmiechów Tuska i umizgów do dziennikarzy.Pan Prof. Bartoszewski zniknął z ekranów.Prawdopodobnie jego wrodzona energia nie zdzierżyła bezruchu jaki zapanował w Platformie.
Gdzieniegdzie słychać pojedyńcze strzały.To szeregowcy PO chodzą pomiędzy zgliszczami i dobijają wszelkie oznaki życia wroga czyli PiSu. Każde słowo wypowiedziane z obozu wyborczego wroga, sprawia że zwycięzcy się ożywiają.Świetnie się czują w starciach z PiSem .Niestety przypomina mi to w tej chwili bandę wyrostków zaczepiających młodszego ,słabszego kolegę.
Nie głosowałem na PO ,ale wciąż naiwnie wierzę w Tuska ,do którego mam nieuleczalną słabość (wiem ,wiem-naiwność) .Tylko błagam,zacznijcie coś robić w końcu bo miesiąc miodowy się niedługo skończy.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)