Tytuł notki zapewne dość kontrowersyjny,zgoda.Ale myślę ,że dość celnie wyrażający to co wielu próbuje powiedzieć głośno,a zwykle zostaje odebrane opatrznie i zrzuca na opowiadającego solidne gromy.Ja spróbuje ubrać to "coś ", w jak najbardziej się da,pokojowo nastawione słowa.
Przyczyna tego ,że piszę o tym o czym piszę-banalna. Nic wielkiego. Choć Angole uważają od kilkudziesięciu a może więcej lat, iż futbol to rzecz najważniejsza z nieważnych.Inni ,bardziej radykalni ,bardziej są przywiązani do znanej sentencji (wybaczcie ale nie chce mi się sprawdzać kto to powiedział pierwszy)-że "futbol to nie jest sprawa życia i śmierci,futbol to coś o wiele bardziej ważnego".Więc przyczyną jest futbol.
Za moment mecz o punkty w eliiminacjach do mundialu.Polska zmierzy się w Belfaście z Irlandczykami z północy wyspy ,w Belfaście.Oczom moim ukazał się artykuł w dodatku weekendowym Przeglądu Sportowego.Artykuł ów opowiada , biorąc za punkt wyjścia futbol, o stosunkach panujących w Irlandii Północnej.Miejsca gdzie ,dojmująco mocno ,widać jak łatwo można przedawkować religię i religijność.I to nie na islamskich rubieżach- tu u nas , w Europie.
Historii Irlandii i Irlandii Północnej streszczał tu nie będę. Pewnie większość ją zna, a ten kto nie zna niech się zapozna sam.Pokolenie urodzonych w latach 70 tych ,doskonale pamięta do znudzenia pokazywane w telewizyjnych wiadomościach ,kolejne doniesienia o zamachach i ofiarach w Irlandii. Kiedyś było to tak oczywiste i wtopione w rzeczywistość ,jak dziś doniesienia o Al Kaidzie. Procesy pokojowe trwają ,konflikt zdaje się wycichł.Ale..
No właśnie małe ale..W Belfaście wciąż widzi się pomalowane krawężniki. Wyznaczają one nieuświadomionym miejscowych zależności, gdzie aktualnie się znajdują.Czy w dzielnicy protestanckiej czy katolickiej-w zależności od kolorów. I bynajmniej nie są to oznaczenia czysto informacyjne ,ot tak żeby było jasne. W wielu przypadkach mówią one-lepiej tu nie wchodż jeśli jesteś katolikiem lub protestantem-do wyboru.
A ja sobie zadaję pytanie. Jako osoba nie deklarująca się w przynależności do żadnej z religii ( słowo ateista jest dziś równoznaczne z padalcem ).Mimo moich deklaracji, wciąż w mojej głowie rodzą się pytania o istnienie wyższej siły sprawczej. Pytanie o którym wspomniałem na poczatku brzmi- czy ta siła sprawcza -nazwijmy ją Bogiem -chodzi po ulicach Belfastu? Zostawiam Was z tym pytaniem.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)