Jakich pięknych i górnolotnych słów użyli we wspólnym liście prezydenci USA i Francji oraz Premier Wielkiej Brytanii. Aż się łezka w oku kręci i aż dziw bierze, że w odpowiedzi na ów list cały cywilizowany świat nie rzucił się, aby ogniem i mieczem zaprowadzać wolność i demokrację (oraz prawa człowieka) w Libii.
Dziw bierze również, że - wbrew twierdzeniom zawartym w liście, tu cytat: "Stany Zjednoczone, Francja i Wielka Brytania, wraz ze swoimi sojusznikami w NATO i koalicyjnymi partnerami, od początku mówią jednym głosem w kwestii reakcji na kryzys w Libii i w kwestii kroków, jakie należy podjąć, aby ten kryzys zakończyć." - w Sojuszu Północnoatlantyckim dyskusja na temat zaangażowania w operację w Libii graniczyła z regularną kłótnią, w dużej mierze za sprawą Turcji.
NATO od początku nie mówiło w tej sprawie jednym głosem i dziś jest tak nadal. Trzy państwa: USA, Francja i Wielka Brytania mówią, iż celem operacji Unified Protector jest odsunięcie Kaddafiego od władzy, co wychodzi poza ramy mandatu wynikającego z Rezolucji 1970 i 1973. Te trzy państwa (i do pewnego stopnia Kanada) uważają, że celem operacji NATO jesta wsparcie rebeliantów libijskich w walce z siłami wiernymi reżimowi, gdy tymczasem mandat zobowiązuje do bezstronnych działań zmierzających do ochrony ludności cywilnej.
I tu pojawia się problem: zgodnie z IV Konwencją Genewską rebelianci nie są ludnością cywilną i nie podlegają ochronie przez czas, w którym bezpośrednio uczestniczą w działaniach zbrojnych. Tymczasem celem niektórych z uderzeń powietrznych pod egidą NATO (niekonieczne zgodnych z zatwierdzonym przez Radę Pólnocnoatlantycką planem operacji Unified Protector) jest ewidentnie wspieranie jednej z walczących stron. O ile zgodzić się należy z założeniem, że przyczyną większości ofiar wśród ludności cywilnej są działania sił wiernych reżimowi Kaddafiego, o tyle sami rebelianci stosowali taktykę spalonej ziemi, aby spowolnić postępy kontratakujących sił reżimowych, a braki w wyszkoleniu i totalny chaos panujący wśród sił rebelianów (wywołany między innymi niezdyscyplinowaniem i brakiem jakiegokolwiek w miarę kompetentnego dowództwa), według nieoficjalnych źródeł (niestety trudno o weryfikację tych informacji) kilkakrotnie skutkowały przypadkowym ostrzelaniem osiedli i spowodowaniem ofiar wśród niezaangażowanych w walkę cywilów.
Mierzyć jedną miarą najwyraźniej jest trudno. Całe zło, jakie dzieje się w Libii musi być efektem działań sił wiernych Kaddafiemu, podobnie jak całe zło w Kosowie było spowodowane przez Serbów, a kosowscy Albańczycy to były niewiniątka. Podobnie, jak podczas wojny domowej w byłej Jugosławii, wszystkich zbrodni wojennych dopuścili się Serbowiem, a gen. Ante Gotovina skazany został przez Trybunał Haski za niewinność.
Na koniec kwiatek: "Dziś NATO i nasi partnerzy działają w imię Organizacji Narodów Zjednoczonych na podstawie bezprecedensowego, międzynarodowego mandatu prawnego." Przepraszam, że co? Przyznajemy się, że bombardując Serbię w 1999 r. zrobiliśmy to bez mandatu, a więc nielegalnie? Że najeżdżając w 2003 r. Irak też nie mieliśmy mandatu? Jeszcze parę lat temu oficjalnie wszyscy święci twierdzili, że mandat ONZ dla inwazji na Irak był...




Komentarze
Pokaż komentarze (2)