Media nagłaśniają wypowiedź Adama Małysza dla "Przeglądu Sportowego", w której ocenia on sposób odbywania żałoby przez rodzinę i przyjaciół oraz wszystkich, którzy szanowali i kochali Śp. Lecha Kaczyńskiego. Tysięcy, dziesiątek tysięcy ludzi. Śmiesznych ludzi? Warto w tym miejscu przypomnieć przesłanie z wczorajszej ewangelii: nie oceniaj, byś sam nie był oceniany.
Krytykuje on prezesa PIS Jarosława Kaczyńskiego. To nie byle gratka, taki prezent dla politycznej propagandy Platformy! Małysz, nasza legenda i bohater narodowy, opromieniony chwałą po mistrzowskim pożegnalnym skoku, gdy jeszcze nie wyschły w oczach milionów Polaków łzy w oczach... Właśnie ten wielki Małysz dał się nagle sprowadzić do roli małego pionka w grze politycznej, wykorzystać dla politycznego pijaru Tuska, zmanipulować przez polityków, niestety. Czy dał się kupić za miejsce na liście wyborczej? Czy już dał się zapisać do Platformy?
A skąd Małysz wie, że Jarosław Kaczyński nie składa kwiatków w Krakowie? A jak jednak składa kwiaty, i w Warszawie, i w Krakowie? A jak my wszyscy składamy kwiaty i tu, pod Pałacem Prezydenckim, i tam, specjalnie jadąc do Krakowa, na Wawel? No, to co? Wychodzi na to, że Małysz kłamie niczym podły pies!
Małysz, podobnie jak kiedyś pewien dyżurny propagandzista Komorowskiego, porównuje tę żałobę do żałoby po jego teściu, całkiem prywatnej, rodzinnej tragedii. Proszę nam wytłumaczyć, Panie Adamie, skąd się bierze Pańska tak surowa ocena, że śp. Prezydent Lech Kaczyński nie zasługuje na nic więcej poza prywatną całkiem żałobą kilku najbliższych osób, jak Pański śp. Teść? Nie zna Pan zasług Śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego? To trudno, wybaczylibyśmy to Panu, biorąc pod uwagę sportową dyscyplinę, jakiej musiał się Pan przez lata poddawać. Po co jednak nie znając przedmiotu, ocenia Pan, wypowiada się Pan o tym? Po co wybudza Pan zapomniane podejrzenia, że może coś jednak jest na rzeczy..., te historie z przekrętami, z dziwnymi układami z Federerem, reklamami, z korupcją w Polskim Związku Narciarskim? Naprawdę nie chcemy, zwłaszcza teraz, myśleć o tym, że Pan mógłby mieć jakieś swoje obawy czy niechęć wobec tego wszystkiego, co symbolizuje nazwisko Kaczyński. Naprawdę wolelibyśmy, by dodawał nam Pan poczucia dumy i godności.
Więc dla Małysza to śmieszne, że składamy wieńce i palimy znicze pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie? To słowa wypływające z małostkowości, niegodne kogoś, kogo chcieliśmy uznać za naszego bohatera narodowego. Nie ma w tych słowach uczciwości, brak odwagi przyznania, że Śp. Lech Kaczyński był kimś wyjątkowym, komu tysiące ludzi spontanicznie, z potrzeby serca, przychodzi, a nawet przyjeżdża z dalekich gór, oddawać hołd właśnie w miejscu, które im się najbardziej z nim kojarzy: tam, gdzie pełnił dla nas swoją ostatnią służbę i gdzie zostało boleśnie puste miejsce po nim.
... i w niedzielę idąc Krakowskim Przedmieściem, mijając Pałac Prezydencki, o Nim myślałem, wczoraj o Nim mówiłem do wspaniałej młodzieży studenckiej, dzisiaj o Nim piszę, więc wychodzi na to, że nie ma dnia, bym o Nim nie myślał...


Komentarze
Pokaż komentarze (246)