Najgłośniej dzisiaj chyba zagrzmiała wielce oburzona minister Julia Pitera. To chyba z wściekłych nudów, bo żadnej poważniejszej afery korupcyjnej rządowe agencje od dawna nie ujawniają, poza jakimiś błędami w oświadczeniu majątkowym burmistrza z Wytrzeszcza czy drobnymi przewałkami na sprzedaży ziemi wójciny z Wypociny... Po prostu korupcji jakby nie było!
Pani minister jest więc strasznie oburzona naszą reakcją na mnożące się w ostatnim czasie akty ograniczania wolności słowa (zob. przykłady ilustrujące "Krótki poradnik Poprawnego Obywatela" - we wczorajszej notce). To mnie szokuje "na dzień dobry", bo taka pani minister od korupcji, to powinna się obruszać wręcz przeciwne: walcząc o większą przejrzystość, otwartość, jawność i swobodę wypowiedzi i krytyki rządu. Ale nie! Pani minister, jak kurek na wieży obraca się z wiatrem.
Szczególnie więc oburzona jest ona niestosownymi, niesmacznymi żartami i grą, a właściwie gierką, na portalu Antykomor.pl. Unosi się ona, że niedopuszczalne jest robienie sobie zabawy, żartobliwych gier z zabijaniem "Komorra". Pochwalmy od razu panią minster za manipulacyjny, sprytny zabieg z tym sprowadzaniem wszystkiego do jedynie małego wycinka problemu!
Nie będę tu wchodzić w uzasadnianie ewidentnej dla każdego myślącego człowieka różnicy między głupią, żartobliwą, wirtualną grą, mało znanego internuły, a faktyczną, zupełnie na serio, wypowiadaną groźbą, że się na kogoś zapoluje, zabije i wypatroszy, wypowiedzią transmitowaną przez wszystkie media na całą Polskę. Faktem jest, że gdy padały takie agresywne słowa ze strony partyjnych kolegów minister Pitery, to wówczas nie widziała ona w tym nic złego.
Ba! Pitera nie widzi belki we własnym oku: zapomniała, że niedawno jeszcze popisywała się na konwencji partyjnej wykrzykiwaniem takich haseł, jak "premier Kaczyński otworzył sedes!". Sedes, czyli kloaka, szambo, gówno... A polonistki Pitery nie raziło wcale to, jak ordynarnie słowa te brzmią, ani że właśnie publicznie znieważa organ państwa!
Dzisiaj broniąca "honoru" Platformy Pitera i jej koledzy przypominają strażaka, który najpierw wzniecał ogień, a potem wszczynał alarm i biegł go gasić. Strażak z Plaformy okazuje się seryjnym podpalaczem. Podpala sąsiada z przeciwka, co i rusz, nie pozwalając by ogień wygasł, by z sikawką w ręku udawać ratownika! A więc dziś pierwsze przykazanie dla rządu, dla działaczy Platformy powinno brzmieć: "Nie podpalaj!"


Komentarze
Pokaż komentarze (2)