Napisałem o SLD, o wczorajszej konferencji Kwaśniewskiego, Millera i Napieralskiego. I nic, nikt go nie chce czytać, ani komentować! Dlaczego? Przecież nie tak często wrzucam teksty o komuchach, a w ten deszczowy weekend biadolenie SLD o "gumkowaniu" ich przez Platformę stało się głównym tematem centralnych mediów, chciałem się więc do tego odnieść. A tu niemal zero zainteresowania. Zacząłem się zastanawiać, czy to moja słabość, czy zmierzch SLD? Tekst został wzięty na główną stronę, czyli jakby doceniony. I na S24, i na niepoprawnych.pl. Nic nie pomogło! Nie wiem, o co chodzi?
Uspokaja mnie zaprzyjaźniony bloger, że to zmierzch SLD, a nie mojego bloga, że nie warto o nich pisać, bo nie wywołują emocji. Fakt! Może rzeczywiście nie warto poświęcać uwagi lewicowej burżuazji, "opozycji", która głównie zajmuje się aborcją i co pół roku zapowiada, że będzie patrzeć rządowi na ręce, recenzować go w cotygodniowych konferencjach, i nigdy nic z tego nie wynika? Mainstream ich przesadnie dowartościowuje, pompuje ich popularność, tworząc sztuczny, fałszywy obraz sceny politycznej... No, dobra, nie będę już o nich przynudzać!
Tymczasem znajomi do mnie dzwonią, skarżą się, szukają pomocy, by znaleźć pracę dla ich pociech ze świeżymi dyplomami, certyfikatami znajomości języków obcych, technik komputerowych itd. Nie potrafię, niestety, pomóc. Jak to się dzieje, że takie problemy dotyczą Warszawy, gdzie o pracę podobno łatwiej niż gdziekolwiek indziej? To jest prawdziwy temat, a nie gadanie o aborcji czy obcieranie łez SLD!
Pozdrawiam wszystkich


Komentarze
Pokaż komentarze (4)