Śp. Andrzej Lepper jest już "ocalony od niebezpieczeństw istnienia" jak pisał Ficowski...
Nad jego trumną pochylą się różni ludzie, tłumacząc to obowiązkiem albo chrześcijańskim nakazem. Pojawią się zapewne tacy, którzy nie byli Jego przyjaciółmi, może nawet Go wcale nie znali, po prostu przysłani z Warszawy urzędnicy. Może nawet nie wiedzieli o Jego niezwykle silnej miłości do natury, która przejawiała się tym, że jego gabinet był pełen kwiatów? Może nawet nigdy nie zamienili z nim słowa? Stawi się Wałęsa, ale nikt nie wie, jakie relacje łączyły go ze Zmarłym? Będzie też paru przyjaciół prawdziwych, tych którzy nie potrafią zrozumieć, nie mogą sobie wybaczyć, że Go nie uchronili, że nie zapobiegli... Będzie też pewnie jakiś dziwny po części tłum, który będzie czynił ze Zmarłego jakiegoś męczennika. Pod siedzibą partii "Samoobrony" w Alejach Jerozolimskich ciągle stoją wiązanki świeżych kwiatów i palą się rzędami znicze. Czy sam fakt tajemniczej, nagłej śmierci, wystarcza do kreowania nowego mitu, do budowania śp. Lepperowi jakiegoś postumentu? Czy nie idealizuje się Zmarłego, tworząc z niego jakiegoś bohatera, męczennika, symbolu, ofiary systemu? Stary polski zwyczaj nakazuje mówić o zmarłym dobrze albo wcale. Ja jednak mam opory, by przyjąć za szczere tak nagle składane mu hołdy i uznać śp. Leppera - jak tego chcą - za jakiś wzór do naśladowania.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)