Wszyscy jesteśmy obywatelami
“Człowiek nie jest w stanie pracować, gdy nie widzi sensu pracy, gdy sens ten przestaje być dla niego przejrzysty, gdy zostaje mu niejako przesłonięty. Praca ludzka stoi w pośrodku całego życia społecznego. " Jan Paweł II
43 obserwujących
899 notek
932k odsłony
3491 odsłon

O dziwnym terroryście i dziwnym zamachu w Strasburgu. Bilans korzyści i strat.

Wykop Skomentuj50

Francuskie władze wyhodowały złodziei z biednych arabskich chłopaków z przedmieść bez perspektyw, a teraz jednego z nich osaczyły, zaszczuły jak zwierzę, a gdy ten zaczął gryźć, by nie zginąć, ochrzciły go terrorystą. Teraz akurat taki zamach spadł im jak z nieba. To super okazja, by zablokować „żółte kamizelki” i poprawić sobie notowania. Choć czy im się to uda?
 
Francuskie władze od razu uznały pierwsze strzały, wymierzone w wojskowy patrol, za zamach terrorystyczny, natychmiast zidentyfikowały sprawcę, poinformowały, że krzyczał: Allahou akbar !To było zaskakujące. Sam zamach w tym momencie, gdy wzmacniały się protesty „żółtych kamizelek”, był szokiem, ale tak szybkie podanie nazwiska zamachowca, uznanie ataku za terrorystyczny – wbrew dotychczasowej wstrzemięźliwości i poprawności politycznej – wszystko to zdumiewało. I prowokowało różne domysły…

To było wczoraj. Dzisiaj minister spraw wewnętrznych już wzywa do ostrożności, nie ma pewności, co do „terrorystycznego tła” ataku, ale podkreśla, że „Podejrzany ma ciężką kartotekę”. Brak spójności przekazu, jakiś zygzak komunikacyjny. Dzisiaj już znowu mamy język politycznej poprawności. „Le Monde” i inne media zapomniały jak się ów „człowiek”, „autor śmiercionośnego ataku”, „podejrzany”, „sprawca” itd., itp. nazywa. Chérif Chekatt! Cały świat wie, nie ma co się bawić w omówienia i literki!
Podobno to dopiero zeznania kierowcy taksówki, którą zamachowiec uciekł z centrum Strasburga do Neudorf, pozwoliły policji na identyfikację. Pozwoliło na to powiązanie jego osoby z wcześniejszym, wczoraj rano, przeszukaniem jego miejsca zamieszkania w związku z innym przestępstwem (policja nie zastała go w domu). Niemiecka policja potwierdza fakt identyfikacji.
Francuskie MSW twierdzi, że zamachowiec otworzył ogień z broni automatycznej długiej (inne źródła mówią o pistolecie lub rewolwerze) około 19.50 w trzech punktach w centrum miasta.
Były też w informacjach rozbieżności co do godziny ataku, a także co do miejsca. Trudno odtworzyć ze strzępów informacji chronologię wydarzeń - nie mam pewności, co było pierwsze, czy wcześniej była informacja o tym, że zamachowiec znany jest policji i że zostało przeszukane jego mieszkanie (znaleziono w nim podobno jeden czy dwa granaty, a według innych źródeł – cały arsenał broni, strzelbę i noże!), czy informacja o „sterroryzowaniu” taksówkarza i spektakularnej ucieczce, mimo obławy.
Natychmiast pojawiają się spekulacje, prowokowane przez nieścisłości w podawanych przez policję i ministra informacjach. Najpierw była mowa o 2 osobach zabitych, potem o 4 i w końcu o 3, w tym 1 w stanie śmierci klinicznej. NB ze skąpych informacji wiadomo, że wśród rannych jest obywatel Polski (nasz MSZ nie podał informacji o stanie jego zdrowia, jedynie, że objął rodzinę opieką konsularną), dziennikarz włoski (sprawozdawca parlamentarny), jakiś imigrant z Tajlandii i zdziwiłbym się, gdyby nie było wśród ofiar jakiegoś muzułmanina. Taki jest dzisiejszy Strasburg.
Prokurator Republiki w czasie konferencji w Paryżu pomylił nazwy dzielnic: zamiast powiedzieć, że zamachowiec uciekł do Neudorf, południowej dzielnicy Strasburga zamieszkałej głównie przez imigrantów z Magrebu, i gdzie była również strzelanina, wymienił podobną nazwę – Neuhof, która jest inną dzielnicą, przedmieściem.
Pomimo obławy, zamknięcia miasta, blokady dróg i mostów, przeszukań miejsc uczęszczanych przez zamachowca i przesłuchań 4 osób spośród jego bliskich, zamachowiec nadal nie został schwytany. Jedni spekulują, że może być już dawno za granicą, albo zostanie w końcu znaleziony … martwy!
Bałagan. Po prostu … bałagan. A jednocześnie to od początku zdecydowanie, że to zamach terrorystyczny!
Kim jest zamachowiec? Chérif Chekatt, urodzony w Strasburgu, w rodzinie marokańskich emigrantów, ma sześcioro rodzeństwa, ojciec znany jest policji z przemocy domowej. Dzieciak zaczynał w wieku 10 lat, od kradzieży, napadów i wymuszeń, złodziej i włamywacz – nie morderca. Do wczoraj. Dzisiaj ma 29 lat, a jego policyjna kartoteka liczy 27 różnych wykroczeń i przestępstw we Francji, Niemczech i Szwajcarii. Od 2016 r. był sklasyfikowany jako „S” (skrót od "sûreté de l'Etat"- bezpieczeństwo Państwa) z powodu podejrzeń o radykalizację. Trzeba to wyjaśnić: takich „S” aktualnie jest 20 tysięcy we Francji. Są to ludzie, którzy niekoniecznie musieli popełnić jakieś przestępstwo - wystarczy, że ktoś zaplątał się w jakieś towarzystwo, że utrzymywał kontakty z osobami wcześniej zaklasyfikowanymi jako „S’, czyli potencjalnie niebezpieczne. Osoba z kartą „S” nie podlega stałemu nadzorowi, karta służy siłom bezpieczeństwa, pozwala śledzić zmiany miejsca pobytu, zmianę stanu cywilnego, zawiera zdjęcia, pozwy, ocenę zagrożenia jakie stanowi dana osoba. Jest wiele kategorii kart „S”: od zwykłego „S” do „S16”, zależnie od stopnia zagrożenia, np. konieczności użycia agentów wywiadu. Tak, można powiedzieć, że temu chłopakowi nie było specjalnie trudno wpaść w złe towarzystwo.
Chérif Chekatt wpadł wiele razy. Po gimnazjum był bezrobotny, od 22 roku życia, potem bez stałego miejsca zamieszkania. Gdy miał 23 lata ukradł 1467 euro gotówki w gabinecie stomatologicznym w Moguncji i 6572 euro w złocie. Dwa lata temu ukradł 315 euro z apteki w Singen. Przyznał się podobno do winy i został skazany przez Sąd Okręgowy w Singen. Zaliczył więzienie w Niemczech w latach 2015 - 2017, gdzie  "odpokutował swoje winy" według słów ministra spraw wewnętrznych Christophe’a Castanera. Jednak jego rzekoma radykalizacja miała mieć miejsce właśnie w niemieckim więzieniu. Trudno to pogodzić: udana resocjalizacja czy radykalizacja, co więc? A teraz jest ścigany za włamanie z usiłowaniem zabójstwa. Coś poszło nie tak. Chérif Chekatt mieszka przy ulicy Tite-Live w dzielnicy Koenigshoffen à Strasbourg, która jest pod specjalnym nadzorem policyjnym. Z kolei jego ojciec mieszka w dzielnicy Neudorf, dokąd uciekał.
Według Marca Trévidica, byłego sędziego ds. terroryzmu, zaproszonego do stacji Europe 1 "nie mamy do czynienia ze zwykłym terrorystą (…) To nie jest zamach zorganizowany przez grupę ludzi, którzy mieliby jakiś konkretny cel, bo wówczas dokonaliby go podczas gdy ów świąteczny jarmark był otwarty”. Czyli nie dopiero po jego zamknięciu. Logiczne. Ktoś, kto działa w zespole, planując włamania, tym bardziej zorganizowałby jakoś zamach terrorystyczny w mieście – siedzibie Parlamentu Europejskiego. Zdaniem sędziego chodziłoby więc o działającego w panice, gdy dowiedział się o zamknięciu już jego wspólników od włamania, zdesperowanego uciekiniera, któremu policja deptała po piętach, Ekspert sugeruje, że uciekał przed policją ze strachu przed śmiercią… Ucieka wciąż, zamiast zginąć z rak policji, jest ranny w lewe ramię.
I temu poglądowi dałbym rację. Wszystko wskazuje na to, że chłopak nie miał wcześniejszego zamiaru, że to nieszczęśliwy splot okoliczności popchnął go w złym czasie w złe miejsce. I gdy drogę ucieczki zagrodził mu patrol wojskowy sięgnął po ostateczność.
Co jest niesamowite w tej opinii doświadczonego sędziego, to wzięcie pod uwagę strachu przed śmiercią uciekającego, który miał być ujęty przez policję. To jest oficjalne, publiczne oświadczenie, że podejrzanemu groziła śmierć w trakcie ujęcia, zatrzymania przez policję.
Nie ma się co dziwić, że - w tak znienawidzonym przez Macrona internecie - rozwijają się przerażające teorie spiskowe, które polegają - najogólniej rzecz biorąc - na tym, że ów zamach miałby być rzekomo wyreżyserowany przez władze lub przez biorące odwet służby antyterrorystyczne. Wyraźnie sprzyja tym „spiskowcom” brak elementarnego zaufania do władz Republiki. Być może są w tej sieci jakieś nici prowadzące do Kremla, albo gdzie indziej, supła tu też Timmermans, ale to Pałac Elizejski stworzył na to warunki. Krąży zrzut z ekranu z antydatowanym tweetem jako dowodem na spisek. Informacja o zamachu nosi datę 11 grudnia, godzina 11.47, podczas gdy faktycznie strzelanina miała miejsce przed godz. 20.00. Oznaczać by to miało, że zamach był inscenizacją, z góry zaplanowaną i przeprowadzoną. Wytłumaczenie tego jest proste: różnica wynika z tego, że Twitter pokazuje czas USA.
Podejrzliwi blogerzy zastanawiają się, czy zamachowiec nie był zmanipulowany, pod wpływem narkotyków, naiwny, czy dał się nabrać na obietnicę nagrody w postaci „wielkiego szmalu” albo wymazania jego wcześniejszych przestępstw. A wszystko po to, by nałożyć zakaz demonstracji i kaganiec cenzury, by zablokować protesty tzw. żółtych kamizelek. Polityczne korzyści miałby odnieść Macron, któremu taki kryzys pomógłby odbudować pozycję i poprawić słupki sondażowe.

To jest już obłęd! Ale jedno jest pewne: kto, tak czy owak,  korzysta. Choćby na krótką chwilę, może być odbicie w sondażach. Może być pauza w protestach, bo społeczeństwo jest przestraszone, ale moim zdaniem też nie na długo. 

Wszystkie te spekulacje można przeciąć jednym zdaniem. Wczoraj w  Strasburgu zginęło 2 ludzi, 1 osoba jest w stanie śmierci klinicznej, 12 jest rannych. Według oficjalnej informacji ministra spraw wewnętrznych w toku manifestacji „żółtych kamizelek” padło 5 ofiar śmiertelnych, 1 407 rannych, z czego 46 poważnie. Kto jest za to wszystko odpowiedzialny?
 
 

Wykop Skomentuj50
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka