Przede wszystkim - matura. Nie mam morderczych zapędów, z natury jest ze mnie spokojna i dość pacyfistyczna osóbka. Ale kretynowi, który wymyślił, że na poziomie rozszerzonym należy zdawać oba pisemne i oba ustne (w przypadku języka obcego), należałoby kazać tę maturę pisać. Geniuszom, którzy nie mogą się pogodzić z tym, jakie będą zadania na maturze z matematyki: łatwe (materiały z testów próbnych i innych opracowań na rok 2010) czy trudne (informatory Komisji Egzaminacyjnej) proponuję przetestować egzamin na sobie. A nie ma moim roczniku.
Innymi słowy wpadam w maturalny amok, spowodowany deklaracjami, niepełnymi informatorami, dezinformacją (ja nadal nie wiem, czy na rozszerzeniu z polskiego jest w tym roku czytanie ze zrozumieniem, wg aneksu do informatora nie ma...) i dezorganizacją.
I chyba też po trosze tym, że nie mam pojęcia, co mam robić w życiu. Bezsensy.
Salon tym czasem już nie żyje sprawą Alicji Tysiąc. Ba, nawet o Cimoszewiczu i Iranie pojawiło się stosunkowo niewiele. Rozbawił mnie natomiast cykl tekstów i tekścików (czyli tych poważnych i tych, których nie należy brać serio) o Polańskim. Zniesmaczyła mnie akcja kolegi Wiarusa. Gdyby to jeszcze zrobił anonimowo...
Wybijanie się na kimś jest chamstwem. I pozerstwem w dodatku, dla mnie to sygnał "patrzcie jaki jestem fajny, dbam o moralność". Szkoda, że metody, w jakie to robi, są moralnie wątpliwe.
O obrońcach kultury, zasłaniających Polańskiego jego wybitnymi osiągnięciami i traumą Holocaustu, wspominać nie będę. Szkoda mi i tak już słabego zdrowia klawiatury.
Z wiadomości optymistycznych: dostałam bilety na "Requiem" Mozarta. Na maj.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)