Studia. Taaaa. Wykształcenie wyższe to niestety w mojej "wykształciuchowej" rodzinie pozycja obowiązkowa, której uniknę chyba tylko przez zbyt niski wynik z matematycznej matury. Teraz, kiedy upływa termin składania pierwszych deklaracji maturalnych, pojawia się pytanie: studiować czy nie studiować?
Żeby wczuć się w moją sytuację musicie, drodzy czytelnicy, poznać kilka faktów. Otóż: mieszkam w Szczecinie, mam uzdolnienia czysto humanistyczne (jakże pogardzane w dzisiejszych czasach), sytuacja materialna mojej rodziny jest średnia.
Marzenie dotyczące studiowania jest: Wrocław. Jednak! Państwo polskie skutecznie utrudnia mi spełnienie tego marzenia. Otrzymuję rentę rodzinną (580 zł, wystarcza na korepetycje z angielskiego i matematyki), co wyklucza wystąpienie o stypendium. Rodzina nie da rady mi pomóc finansowo: matka jest nauczycielką (co mniej więcej daje pewne pojęcie, ile zarabia), babcia na emeryturze. Och, odpowiedź na materialne bolączki jest prosta: iść do pracy. Lecz, drodzy moi, czy Wy wiecie, ile wolnego czasu ma tegoroczny maturzysta, który się przykłada?
Odpowiem. W domu jestem koło godziny 16 (za wyjątkiem dni, kiedy mam korepetycje), nauka bieżącego materiału zajmuje mi około dwóch godzin, zrobienie arkusza maturalnego z jednego przedmiotu kolejne dwie. Ciężko w takich warunkach podjąć jakąkolwiek pracę, więc pojawia się pytanie następne.
Pracować na studia i nie uczyć się do matury czy nie pracować i się uczyć..?
Zmieniając temat. TVP ostatnimi czasy co rok ogłasza konkurs Dolina Kreatywna, łączący w sobie kilka różnych dziedzin sztuki. Z tego miejsca chciałabym pogratulować organizatorom. Jury obraduje w piątek, a szanowni państwo nadal nie ogłosili jego składu...
Ech, a to Polska właśnie?!


Komentarze
Pokaż komentarze (12)