Novalijka Novalijka
34
BLOG

Światełka

Novalijka Novalijka Rozmaitości Obserwuj notkę 2

Nie poszłam na cmentarz. Tak naprawdę, nie mam do kogo. Tu, na szczecińskim cmentarzu, są tylko groby ludzi, których nigdy nie poznałam, bo zmarli na długo przed moim urodzeniem. Nie odbili piętna na moim życiu, nie pokochałam ich i nie zatęskniłam po ich śmierci.

Dzisiejsza notka będzie osobista. Jeśli kogoś to uderza w miejscu, gdzie zwykle strzępi się klawiaturę na politykę i narzekania, trudno. Ten weekend ma jakiś przeklęty dar Przypominania i nie chcę marnować go na puste słowa o czymś, czego te słowa i tak nie są w stanie zmienić.

Moje pierwsze wspomnienie to drzewa. Pięcioletniej, strachliwej dziewczynce z miasta wielki - w jej mniemaniu - las wydawał się dziką puszczą. Strasznie bałam się nisko rosnących gałęzi, więc Dziadek spędził dwa czy trzy dni, ścinając wszystkie. Dopóki nie podrosłam i nie przestałam się bać, robił to co roku.

Dziadek był niezwykłym człowiekiem. Ukształtowany podczas wojny, przez głód, strach i biedę, zdołał skończyć studia, ożenić się i wyjechać na siedem lat do Algerii. Nauczyć się pięciu języków, spłodzić syna, wybudować dom. Kiedy już stało się to możliwe, zjeździć pół świata (zawsze żałował, że nie dotarł do Chin, miał natomiast "zaliczony" każdy europejski kraj). Stracić syna, pozbierać się po tragedii, wykształcić we wnuczce nieokiełznaną ciekawość świata i pokazać jej Francję (Grecji nie zdążył...). Aż w końcu umarł, pozostawiając po sobie pustkę, z którą nie mogę się pogodzić. Jego pogrzeb był jednym z piękniejszych, na jakich miałam smutną okazję być.

Zupełnie inaczej było z ojcem, moim młodym, naiwnym ojcem. Zdążył mnie spłodzić - i już go nie było. Pewnie gdyby dał się zbadać kilka lat wcześniej, lekarze wychwyciliby naszą rodzinną klątwę, wadę serca. Pewnie wtedy nie byłoby jeszcze za wcześnie, może nie umarłby na sepsę. Ale zmarł i go nie było. Nie mam ani jednego wspomnienia - bo i jak? Zostawił młodą żonę z małym dzieckiem, a pensja nauczycielska wcale nie jest zbyt wielka. Trudną sytuację materialną pamiętam akurat bardzo dobrze, bo towarzyszyła mi przez całe dzieciństwo.

Może właśnie dlatego, że ojciec nigdy dla mnie nie istniał, tak ciężko mi poradzić sobie z odejściem Dziadka. To chyba prawda, czas wcale nie leczy ran...

Novalijka
O mnie Novalijka

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości