Nie, nie chodzi o mój brak wiary w istnienie Boga czy niechęć do instytucji kościelnych. Chodzi, znów, o ludzką i blogerską przyzwoitość.
Odnoszę wrażenie, że inicjator czy inicjatorka akcji zamieszczania obrazków krzyży na blogach, zapomniał/a, gdzie się znajduje. Teoretycznie to Salon, w którym panuje wolność wyznania i słowa, ograniczana przez rozsądne zasady dobrego wychowania. Nie jesteśmy na Onecie czy innym blogowisku - swoje racje jesteśmy w stanie uargumentować, nie są nam więc potrzebne głupie manifestacje.
Dlaczego głupie? Dla was, drodzy katolicy wklejający krzyże na blogi, krzyż oznacza Chrystusa. A, jak doskonale wiecie z Dekalogu, nie wzywa się imienia Boga nadaremno: myślę, że możemy to śmiało dostosować do współczesności i imię zastąpić słowem symbol. Nie zastanowiło was, dlaczego krzyże nie wiszą na przystankach autobusowych albo w toaletach?
Właśnie. Krzyże, jak i inne symbole religijne, wiszą w miejscach związanych z kultem, bądź instytucjach publicznych, pragnących zamanifestować wiarę. Według znajomego księdza, jest to także forma prośby o opiekę boską. Można więc powiedzieć, że krzyż to symbol autorytetu, coś, co woła: jek, bądźcie tu poważni, okażcie szacunek!
Wiecie... Jeśli Bóg faktycznie istnieje, z pewnością ma ważniejsze sprawy na głowie, niż opiekowanie się waszymi blogami.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)