Zasadniczo nie zauważam podziału na ludzi wierzących i niewierzących, gdyż semantycznie jest on błędy. Wszyscy w coś wierzymy - chrześcijanie, muzułmanie, żydzi i członkowie innych wyznań, czyli ogół teistów, w to, że Bóg, Allach, Jahwe czy Sziwa istnieją. Ateiści wierzą, że teiści nie mają racji. Ja osobiście wierzę w to, że istnienie bądź nieistnienie Boga jest bezdyskusyjne, ponieważ nikt nie jest w stanie dowieść swoich racji. Bezsenownym jest więc sprzeczanie się o to, kto ma rację, ponieważ bez racjonalnych, zadowalających wszystkie strony dowodów nie dojdziemy do końca tej dyskusji.
Patrząc jednak na to, co przez ostatnie kilka dni dzieje się w Salonie, zaczynam wątpić w to, czy do niektórych ludzi da się dotrzeć logicznymi i racjonalnymi argumentami. Udało mi się podzielić też dyskutantów na kilka znaczących grup (za co zapewne dostanę po łapkach, bo dostanie się wszystkim).
Ateiści i teiści wojujący - z zasady są jak wrzody na pewnej delikatnej części ciała. Nie jestem w stanie dyskutować ani z jednymi, ani z drugimi, ponieważ są głusi na każdy możliwy argument polemizujący z ich własnym.
Ateiści i teiści fanatyczni - to już nie wrzody, to trąd. Często gęsto ponoszą ich emocje i zamiast cywilizowanej, kulturalnej dyskusji otrzymujemy pokaz chamstwa. Jak to się ma do nakazu miłowania bliźniego, lub zwykłej, ludzkiej uprzejmości i szacunku wobec rozmówcy? Och, proszę...
Ateiści i teiści naiwni - mimo wszystko tych nie lubię najbardziej. Swoją religią lub jej brakiem bardzo starają się uzasadnić siebie - swoje cechy charakteru (jestem dobrym człowiekiem bo jestem katolikiem; mam otwaty umysł bo jestem ateistą) czy nawet poglądy polityczne (głosowałem na PiS bo jestem katolikiem, niech ateiści głosują na to bezbożne SLD).
Ateiści i teiści epatujący - życzący z dobrego serduszka, aby ateista się na święta nawrócił, cytujący Pismo i hagiografię, świecący przykładem i nieraz skutecznie go rujnujący w jednej zajadłej dyskusji. Tak, drodzy ateiści, was też się to tyczy - mowa tu o tych życzących z dobrego serduszka, aby katolik się opamiętał, cytujących Katechizm i Pismo, znających doktrynę czasem lepiej, niż oponent. Wszyscy jesteście jednakowo irytujący...
Jest jeszcze jedna grupa, do której chyba się zaliczam. To ci, którzy wychodzą z założenia, że ich pogląd na religię to ich prywatna sprawa i nie zamierzają robić z tego przedmiotu chamskiej dyskusji. I to chyba najzdrowszy pogląd z tego wszystkiego.
PS. Chciałabym przypomnieć o tym, że w przeciwieństwie do niektórych blogerów, mam brzydki zwyczaj banowania pyskaczy i chamów. Zanim napiszesz - pomyśl!


Komentarze
Pokaż komentarze (36)