Niniejsza notka ma na celu danie upustu mojej szkolnej frustracji.
W tygodniu jest 168 godzin.
30 godzin w tygodniu spędzam w szkole. Na odrobienie zadań domowych przeznaczam około 4 godzin tygodniowo. Na naukę do matury i uzupełnianie arkuszy kolejne 10 + 3 godziny korepetycji (po półtorej godziny matematyki i angielskiego).
Łącznie daje to 47 godzin zmarnowanego czasu. Tygodniowo. Odliczając 8 tygodni wakacji, rocznie marnuję 2068 godzin na rzeczy, które w życiu mi się nie przydadzą. Bo prawda jest taka, że jakieś życiowe korzyści mam tylko z podstaw przedsiębiorczości, ponieważ uczę się wypełniać PITy i rozmaite formularze ZUSu. Angielski i polski traktuję hobbystycznie, ponieważ większość materiału z pierwszego przedmiotu przerobiłam dwa lata temu do certyfikatów, a na drugim się nudzę, bo po zapoznaniu się z Zarysem dziejów literatury polskiej niczego nowego się już raczej nie dowiem (a pisarzy nie będących polskiego pochodzenia program traktuje...nie traktuje. Jest więc Biblia, Szekspir, Molier, Goethe i Dostojewski, po resztę trzeba sięgnąć na poziom rozszerzony, który przerabiają całe cztery osoby z mojej trzydziestodwuosobowej klasy). Skupmy się na języku polskim, bo każdy Polak powinien go znać...
Kupiłam dziś nowy podręcznik (PWNowski Klucz do świata) do trzeciej klasy - swoją drogą, czy to nie zabawne, że jest mi potrzebny dopiero teraz? Tak, tak, to oznacza, że moja nauczycielka postanowiła przerobić go w 119 dni, bo właśnie tylko zostało do matury. Przejrzałam. Jestem w szoku.
Poezja opiera się na Baczyńskim, Gajcym, Miłoszu, Różewiczu i Barańczaku. Herbert, Grochowiak, wszyscy poeci przeklęci, ksiądz Twardowski, zostali zredukowani do jednego - dwóch wierszy w kontekstach różnych lektur lub tylko historii literatury. Zerkam na Herberta uważniej - pojawia się dodatkowo przy poezji Holokaustu, w pracy maturalnej o piłatyzmie. Zerkam na Raport z oblężonego Miasta. Co za profan pociął tak ten tekst?! Z tych fragmencików nie da się nic zrozumieć...
Dziwi mnie dobór lektur. Poziom podstawowy: opowiadania Borowskiego, "Inny świat" Herlinga-Grudzińskiego, "Kartoteka" Różewicza, "Tango" Mrożka. Poziom rozszerzony: "Zasypie wszystko, zawieje" Odojewskiego, "Mistrz i Małgorzata" Bułhakowa, "Rok 1984" Orwella, "Mała apokalipsa" Konwickiego, "Dżuma" Camusa. No chyyyyba skecz. Podręcznik ma 368 stron, a treści dydaktycznej w nim malutko...
Wniosek? Pełną, wartościową edukację opartą na ambitnych lekturach i niebanalnych problemach otrzymuje jedynie uczeń z poziomu rozszerzonego. A taki uczeń nie ma lenia w czterech literach, jest myślący. O ile proces edukacyjny nie zabije w nim obu tych przymiotów.
Jutro próbna matura z języka polskiego. Podstawa.




Komentarze
Pokaż komentarze (31)