N. Rz. Notka 62
To, że jest Wszystko, nie ma chyba wątpliwości. Dla wielu, Wszystko, kończy się na pojęciu Wszechświata, a dalej ich świadomość nie sięga. To jest świadomość umysłów ścisłych, z których najwybitniejsze, to umysły Mędrców.
Dla nich Wszechświat to Wszystko, a Bóg "przemieszany" jest z Wszechświatem(raz jest to Bóg a raz Wszechświat), lub jest "zaświatem", czyli faktycznie Boga nie ma, nie istnieje.
Gdzie kończy się zasięg umysłu Mędrców, tam Filozofowie swymi myślami są na początku drogi. Dla Filozofów Bóg jest i istnieje. Filozofowie w to nie wierzą. Wierzą Teolodzy. Filozofowie to wiedzą. Wiedzą, nie dzięki nauce, wierze, wiedzy, lecz dzięki swej świadomości. Świadomość tę nabyli nie poprzez naukę, religię, nie poprzez Metodę Naukową. Ta świadomość jest wynikiem ciężkiej pracy jaką wykonały ich żywe myśli.
To dzięki ich pracy Filozof coś zauważa, konstatuje, uświadamia sobie. I w tamtą stronę, coraz częściej i coraz większą ilość myśli posyła. One mu przynoszą coraz więcej informacji, elementów, fragmentów. I te informacje, fragmenty, elementy "obrabia" w myślach, poddaje ocenie logicznej, sensownej, porównuje, dopasowuje, skleja, dobiera, osadza w fikcji, rzeczywistości, oczywistości, przeszłości, przyszłości, realu i utwierdza się w przekonaniu, lub odrzuca, jeśli mu nie pasuje do tego, co wie, co go otacza, co dotąd pojął i rozumie.
Efektem tej pracy jest pozyskanie innej, ciekawej, nieraz niesamowitej wprost, nowej rzeczywistości. Rzeczywistości która jest, istnieje, trwa, bywa. O tym, że ona jest, istnieje, trwa, bywa lub była, świadczą myśli które do niej docierają, gdyż nie jest możliwe dotarcie, nawet myślami, do czegoś, co nie istnieje, nie jest, nie bywa i nie było.
Na temat myśli jest takie wyobrażenie, że one "coś zmyślają", czyli wytwarzają obrazy nieistotne, nie istniejące, nienaturalne, nierzeczywiste.
Tymczasem one tylko docierają, odnajduja, odtwarzają, obrazują to co było, jest, istnieje, co stało się poznane, oraz czegoś nowego, co było, jest, istnieje, ale nie jest znane, poznanane; jest nieznane, co okazuje się nowym, odkrytym, rewelacją, proroctwem, nową rzeczywistością.
Nową rzeczywistością do której bardzo często dociera swymi myślami pierwszy i jedyny Filozof, lub równolegle dociera w całym świecie kilku, dwu, a mało kiedy trzech, na raz. I to ich wyróżnia spośród wszystkich innych ludzi, że są pojedynczymi ludźmi, że jest ich niewielu, a wiedzą więcej niż wszyscy inni, razem wzięci. To powoduje, że mają przeciw sobie całą resztę ludzkości, na czele z Mędrcami, mocno osadzonymi i biegłymi w tej bliskiej rzeczywistości, którym jest Wszechświat.
Tak niewielu jest Filozofów odkrywców w całym świecie, jak zdobywców Mont Everestu. Dlatego podobnie jak oni, są najczęściej samotnikami. Filozofowie mogą tylko opowiadać innym ludziom jakie szczyty w odkrywaniu nowej rzeczywistości osiągnęli, jak te szczyty wyglądają i jakie są nowe i piękne, jakie olbrzymie horyzonty się z nich roztaczają. Ale Filozofowie są o tyle w gorszej sytuacji od zdobywców najwyższej góry świata, że ludzie na ogół wiedzą, że taka góra jest i to co mówią jej zdobywcy, może być prawdą. Jakie to są realia, widoki i perspektywy, wiedzą wyłącznie ci którzy szczyt najwyższy osiągnęli, zdobyli, a ci co słuchają, mogą uwierzyć, lub nie.
Dla Mędrców, najwyższym szczytem jest Śnieżka, a najwyższymi górami Sudety. Oni nie mają pojęcia, że orócz Sudetów i Śnieżki są jeszcze Tatry, Alpy i inne masywy górskie w tym najwyższy szczyt, Mont Everest.
Filozofowie, którzy odkryli i zdobyli szczyty świadomości w postaci nowej rzeczywistości, opowiadają o tym ludziom, a wśród nich Mędrcom, jednak pokazać im tych szczytów, fizycznie nie mogą. I to jest nieszczęście Filozofów. Nie mogą pokazać, udowodnić, wyliczyć, zrobić doświadczenia, wyprowadzić wzór, zastosować znane i uznane miary i wagi, posłużyć się Metodą Naukową. Mędrcy natomiast, "Śnieżkę" Filozofom pokazują, pozwalają zobaczyc i dotknąć. Z tego czerpią poczucie wyższości nad Filozofami. Dlatego pozwalają sobie nazywać ich epitetami i porównywać z ludźmi chorymi.
To jest ból i nieszczęście spowodowane tym, że mając w umyśle tyle dobra, tyle wiadomości i wartości uniwersalnych dla Ludzkości, Filozofowie nie mogą ludzi do nich przekonać, ani im ich uświadomić. Ludzie im nie wierzą. Filozofowie nie znajdują od razu uznania i satysfakcji ze swych osiągnięć jak alpiniści. Są nierozumiani i odrzucani, a nawet likwidowani, jak Jezus z Nazaretu, przez współczesnych sobie, nieświadomych ludzi. Dopiero po jakimś czasie, bywa, że po kilkuset latach, następni ludzie dochodzą swą świadomością do tego samego. I wtedy nastaje w świecie nowa epoka, nowa cywilizacja, a jej prekurorzy zostają doceniani, a bywa że i uwielbiani, jak w przypadku Jezusa z Nazaretu.
Jedyne, co mogą Filozofowie, to prowadzić na szczyty swych osiągnięć innych ludzi opowiadając, często w formie analogii, przypowieści, porównania, opisu, dyskujsji. Ale nawet dla ludzi o otwartych umysłach, to nie tylko jest droga nieznana, ale to jest droga, której oni zupełnie nie widzą, której ich zdaniem, nie ma, bo nie ma ich zdaniem szczytu do którego są prowadzeni. Oni nie rozumieją sensu dla którego mieliby po niej stąpać i nie widzą celu, a tym bardziej zysku z jego osiągnięcia. To jest tak, jak prowadzić drogą na Mont Everest zwykłych ludzi, nie alpinistów z Polski, którzy są święcie przekonani, że Mont Everest, nie tylko nie jest największą i najpiękniejszą górą świata z najpiękniejszymi przeżyciami i widokami, ale że takiej góry w ogóle niema, nie istnieje.
I takiej karkołomnej wycieczki, jako odkrywca, na najwyższy szczyt świadomości, podjąłem się iść z Salonem 24. Ale tylko i wyłącznie dlatego, że wiem że ten szczyt jest i istnieje, gdzie jest i jak wygląda.
Posuwanie się tropem nowej rzeczywistości, to proces ciągły, jak murowanie domu: kładzie się cegłę na cegle: bywa, że krzywo, bywa, że nie równo, bywa, że zaprawa ścieknie. Ale, mimo to, budowa się posuwa. Ona się posuwa mimo milczącej dezaprobaty gawiedzi, mimo nieakceptowania budowniczego, wbrew wszystkim i wszystkiemu. Na tej budowie są momenty przełomowe: montaż konstrukcji, wylewanie stropów, wieńczenie kondygnacji i dachu. Reszta, to już prace wewnętrzne i wykończeniowe. Tak też dzieje się z tworzonym przeze mnie gmachem nowej rzeczywistości. Nastąpił moment, że muszę przerwać układanie cegieł i wyjaśnić, czym są Budowle, wznoszone przy użyciu cegieł - cząstek fundamentalnych i elementarnych.
Jedną z budowli tworzy sobą Nicość. Tą budowlą jest gmach. Gmach - Nicość, jest budowlą stworzoną z przedmiotów martwych. Gmach stworzony z przedmiotów martwych, Nicość sama jest martwa.
Gmach stworzony z przedmiotów martwych, martwa Nicość, to śmierć.
Gmach Nicości jest budowlą śmierci. Śmierć, to są zaświaty. Stąd, znane skojarzenie: „zaświaty”, to śmierć, to Nicość która znajduje się poza Wszystkim. Ludzie widzą efekty śmierci. Widzą też jej funkcjonowanie wtedy, gdy organizm żywy umiera. I dla ludzi, ten nieżywy, sztywny, zimny organizm, to koniec życia i śmierć, czyli też koniec. Tymczasem, nie. Koniec życia, to nie koniec śmierci. Gdzie kończy się żucie, tam się śmierć zaczyna. Koniec życia, to poczatek śmierci, która nie kończy się na swym początku.
Śmierć ma swoje miejsce, swoja przestrzeń swój gmach zbudowany z swoich czastek fundamenatlnych, swoją drogę ewolucji, którą jest, w przeciwieństwie do ewolucji życia, drogą antyewolucji(aewolucji), czyli drogą śmierci. Koniec życia organizmu, to początek ewolucji śmierci. Śmierć organizmu jest początkiem drogi w bezkresną Otchłań. Ta droga zmierza w Nicość, a z Nicość przechodzi w Otchłań wieczną, czyli w Wieczność.
Druga budowla, to nie gmach, to obiekt. Obiekt, który się nazywa: Wszystko. Wszystko to obiekt żywy. Żywy czyli żyjący. Żywy, żyjący obiekt, Wszystko, to życie. Wszystko stworzone jest z światów. Wszystkie światy, światy Wszystkiego, to obiekty życia, czyli żywe obiekty. Żywy obiekt Wszystkiego, to Świat.
Poza Wszechświatem, jest i istnieje jeszcze dziewięć żywych światów Wszystkiego. Razem dziesięć obiektów - światów podzielonych na dwie kategorie: pięć jestestw i pięć Istnień. Wszechświat jest jednym z dziesięciu światów Wszystkiego.
Tak samo Bóg, a raczej Bóstwo którego Bóg jest dobrą, pozytywną częścią(negatywną jest szatan) jest jednym z dziesięciu, obok Wszechświata, światów Wszystkiego. Każdy jeden z tych światów jest zaświatem dla następnego. Bóg, to rzeczywiście „zawszechświat”. Ale Bóg, chociażby jako człowiek, należy do życia, a nie do śmierci, zatem, należy do Wszystkiego, a nie do Nicości. Bóg będąc „zawszechświatem", z ludzkiego punktu widzenia, nie jest „zaświatem” z punktu widzenia Wszystkiego, tylko jest jednym z żywych obiektów - światów Wszystkiego. Bóg jest zaświatem, ale dla Wszechświata.
Bóg jest Światem, który przez Wszystko został stworzony, który zaistniał, przed Wszechświatem, dlaego patrząc od strony Wszechświata, Świata i Ludzkości, Bóg jest zaświatem Wszechświata.
Wszechświat z punktu widzenia Wszystkiego, także jest jednym światem, a nie "wszechświatem". Wszechświat jest Wszechświatem, a nie światem Wszystkiego, z punktu widzenia Ludzkości.
Wszechświat, jeden z światów Wszystkiego, został stworzony w innym świecie Wszystkiego, w Bogu, z jego boskich cząsteczek, duchów.
Na Boga, jako jeden z światów Wszystkiego, można patrzeć z wielu stron. To znaczy, można na niego patrzeć z różnych punktów widzenia: z punktu widzenia Nicości – śmierci, z punktu widzenia Wszystkiego – życia, z punktu widzenia samego Boga, oraz z punktu widzenia Ludzkości, a nawet z punktu widzenia każdego pojedynczego człowieka. Występujące różne punkty patrzenia na świat Boga i ogląd tego świata z różnych stron, to relatywizm Boga, lub relatywizm bożego Świata.
Mimo że świat Boga jest jednym światem, światem niezmienniczym w Wszystkim, jako część Wszystkiego, to jednak, postrzegany z różnych stron, wydaje się światem różnym, innym z każdej strony. Oglądy tego świata są niepodobne jeden do drugiego. Z dotychczasowego punktu widzenia Ludzkości, ten boży Świat wydaje się być i uważany jest powszechnie, za zaświat.
Świat Boga jako zaświat to pogląd w Ludzkości przeważający. W rzeczywistości, świat Boga jest przedświatem Wszechświata, Świata i Ludzkości. To znaczy, że w Wszystkim najpierw pojawił się i zaistniał świat Boga, a dopiero z niego, w Wszystkim, narodził się Wszechświat, a z Wszechświata i w nim, Świat przyrodniczo - zwierzęcy, a w nim narodził się świat rodzaju: Ludzki.
Jeszcze większe problemy niż z pojęciem Boga jako świata, a nie zaświata, ma Ludzkość z pojęciem Nicości – śmierci.
Dla dziesięciu światów Wszystkiego, dla jednego, jedynego maksymalnego żywego obiektu którym jest Wszystko, jedynym zaświatem jest okalający go gmach Nicości - śmierć.
Nicość - śmierć jest faktycznym i jedynym zaświatem względem wszystkich dziesięciu światów Wszystkiego, obiektów żywych. Do tego gmachu, śmierci nicości, wiekuistej otchłani nie należy żaden Świat, ani Wszechświat, ani Bóg, ani szatan, ani żadna konstrukcja Wszystkiego. Wiekuista otchłań, nicość, śmierć i Wszystko, jego światy i życie, to dwie sprzeczności. To znaczy, że co jest gmachem - śmiercią, nicością, otchłanią wiekuistością, to nie jest obiektem - życiem, światem,Wszystkim, a co jest obiektem - życiem, światem, Wszystkim, to nie jest gmachem – śmiercią, nicością, otchłanią, wiekuistością. Obie te sprzeczności są faktem. Obie, połączone razem, tworzą jeden, wspólny, maksymalny, OGÓŁ. Wszystko i Nicość, śmierć i życie zjednoczone są w bezkresnym OGÓLE.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)