0 obserwujących
72 notki
44k odsłony
  1048   0

Solidarność postkolonialnych

 

Moglibyśmy na początku przywołać taki obrazek. Początek lat 80 XX wieku, dwaj dżentelmeni dyskutują w kawiarni w Europie Zachodniej. Jeden entuzjastycznie opowiada o pewnym związku zawodowym, który rośnie w siłę w Europie Wschodniej; nie pamięta nazwy. Drugi odpowiada sceptycznie, że społeczeństwa wschodnioeuropejskie z natury nie są przystosowane do demokracji, a związek zawodowy i tak upadnie. Dżentelmen nie wie jeszcze, że jego przekonanie podzielają niektórzy mieszkańcy Europy Wschodniej, rekrutujący się spośród „prozachodnich elit.”

Sprzeciw wobec tego poglądu, jest jednym z głównych punktów manifestu Nowych Peryferii. Nasza inicjatywa od początku miała na celu kwestionowanie elementów postkolonialnych obecnych w polskiej debacie publicznej. Uważamy, że założenie o nieprzystawalności polskiego społeczeństwa do demokracji jest jednym z nich.

W ostatnich dniach z uwagą śledziliśmy rozwój wydarzeń w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie, gdzie doszło do masowych demonstracji. Ich uczestnicy domagali się poszerzenia swobód demokratycznych, protestowali przeciwko wysokim cenom artykułów podstawowych i wszechobecnej korupcji. Część komentatorów - od amerykańskiego „New York Timesa” po polską „Rzeczpospolitą” - skrytykowała ideę demokratyzacji krajów Maghrebu oraz Bliskiego Wschodu, argumentując, że wyzwolone kraje arabskie przekształcą się niechybnie w islamskie teokracje. Demokracja = destabilizacja – oblicza Piotr Zychowicz w „Rzeczpospolitej”, sugerując, że dyktatura jest lepszym rozwiązaniem z punktu widzenia interesów Zachodu i Izraela. „Niestety, Kraje arabskie 2011, to nie Europa Wschodnia 1989” - podsumowuje. Jest zadziwiające że gazeta krytykująca wielokrotnie polską demokrację, stawia ją za wzór krajom arabskim. Traktowanie polskiego modelu transformacji ustrojowej jako towaru eksportowego jest z naszego punktu widzenia równie dyskusyjne, jak pogląd o zachodnim monopolu na demokrację.

Redakcja „Nowych Peryferii” wyraża solidarność z walczącymi o demokrację na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Jako obywatele państwa, w którym dążenia do zmiany systemowej były określane mianem „mentalności socjalistycznej” lub „kaczyzmu”, jesteśmy pełni uznania dla manifestacji w obronie godności i podstawowych praw obywatelskich, jakie możemy obserwować w Egipcie, Tunezji, Algierii, Jemenie i Jordanii. Znamy z własnego doświadczenia problem korupcji i rządów oligarchii, i życzylibyśmy sobie, aby w naszym kraju nieuprawnione działania władz spotkały się z podobnymi reakcjami.

Tych, którzy okrzykną nas zdrajcami cywilizacji zachodniej chcielibyśmy zapytać, czy uważają, że pełna demokracja w Polsce jest zgodna z interesami Zachodu. Przypominamy, że samo pojęcie „polski interes narodowy” jest obecnie postrzegane jako przejaw radykalnego nacjonalizmu. Dostrzegamy podobieństwo pomiędzy poglądem, że barbarzyńscy Arabowie nie mogą sami o sobie decydować, a przekonaniem o nieudolnym ciemnogrodzie polskim, który powinien być zarządzany przez oświecone, prozachodnie elity. Nie bez przyczyny minister obrony, Bogdan Klich powiedział w 2008 roku, że „Polska odgrywa w Europie Środkowej taką rolę, jak Pakistan w Azji Środkowej lub Egipt na Bliskim Wschodzie”

Podobieństwo to staje się tym wyraźniejsze, gdy czytamy, że Ben Ali i Hosni Mubarak rzekomo zaszczepiali wartości zachodnie w Tunezji i Egipcie. Jesteśmy zaskoczeni, że korupcja, nepotyzm, ograniczanie wolności słowa i stały dozór policyjny zostały zaliczone do katalogu wartości zachodnich. Niektórzy z obrońców podobnych praktyk zapewne nazwą nas „pożytecznymi idiotami” oraz napiszą, że, jako, m.in. ateiści i kobiety odczujemy od razu skutki zaprowadzenia szariatu w Europie. Wszyscy zgodnie podkreślą, że były prezydent Tunezji wprowadził przyjazne kobietom ustawy.

W odpowiedzi na ten argument przytaczamy za „Rzeczpospolitą” wypowiedź Alhem Belhadż, jednej z tunezyjskich aktywistek ustalającej podczas rozmowy „szczegóły projektu napisu na plakaty wzywające do manifestacji feministek, teraz już legalnej”:

„Represje to nie tylko więzienie. Reżim robił wszystko, żebym ani przez chwilę nie mogła zapomnieć, że nie mam tych samych praw co inni (...) Nie mogłam zapomnieć w domu, bo przed nim stali tajniacy, którzy czasem wyzywali mnie od dziwek. Nie mogłam zapomnieć w pracy na uniwersytecie, bo wciąż się pojawiały jakieś trudności. Gdy wystartowałam w konkursie na etatowego profesora i okazało się, że jako jedyna ubiegam się o to stanowisko, władze uczelni anulowały konkurs.”

Zwolennikom proamerykańskich despotów jako gwarancji laickiego państwa, chcielibyśmy przypomnieć, że władze Arabii Saudyjskiej również współpracują ze Stanami Zjednoczonymi. Podkreślamy, że wbrew medialnym sugestiom, że za wybuchem rewolucji w Egipcie stoi Bractwo Muzułmańskie, w północnoafrykańskie przewroty społeczne było zaangażowane wiele grup społecznych: od robotników fabryki tekstylnej w Egipcie, po młodych wykształconych bezrobotnych mężczyzn i kobiety, do których później dołączyła policja i armia.

Chcielibyśmy, aby podobna solidarność możliwa była w kraju będącym – przepraszamy za użycie frazesu – „kolebką Solidarności”. Zdecydowanie nie życzymy aktywistom z Tunezji, Egiptu, Algierii czy Jemenu losu, jaki dotknął wielu działaczy Solidarności, z małżeństwem Gwiazdów na czele. Chcielibyśmy natomiast, aby protesty i walka o wolność, były kolejnym, po Rewolucji Cedrowej z 2006 roku, krokiem ku demokratyzacji krajów Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej.

Życzymy sobie i obywatelom krajów arabskich wolności od postkolonialnej przeszłości.

 

Filip Białek

Łukasz Bińkowski

Agata Młodawska

Krzysztof Posłajko

Marceli Sommer

Kinga Stańczuk

 

 

Lubię to! Skomentuj25 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale