26 obserwujących
234 notki
380k odsłon
  1593   0

Smoleńsk: Przed wylotem Delegacji (archiwalia)

 

I. Wizyty smoleńskie Pana Prezydenta (z 2007 roku i z 2010 roku): ważniejsze różnice
 

w 2007 roku lotnisko Siewiernyj było czynnym lotniskiem wojskowym, z pełnym wyposażeniem.W 2010 r. lotnisko było juz nieczynne, stacjonujaca tam wczesniej jednostka wojskowa przeniesiona do Tweru, część urządzeń nawigacyjnych zdemontowana.       @ WIESŁAWA http://leonarda.salon24.pl/392455,smolensk-samolot-na-ktory-nikt-nie-czekal#comment_5746158

 
„17 września 2007 r. Lech Kaczyński leciał tupolewem do Smoleńska. Wtedy też leciały dwa samoloty. Gdy pierwszy usiadł na pasie, okazało się, że informacje nawigacyjne podane przez Rosjan były nieprecyzyjne. Załoga ostrzegała o tym nadlatujących kolegów.” (a w 2010r.? Nie ostrzegała. Rzekomo…)
 
„Wnioski są przecież brutalne i uderzające. Tam dokonano inspekcji lotniska, był ogląd lotniska,
a tutaj go nie było. Tam ściągnięto na gwałt, mimo systematycznego przeciwdziałania
strony rosyjskiej, mimo wprowadzania BOR w błąd przez stronę rosyjską, specjalną
ochronę, w tym samochód pancerny, a tutaj zdano się na Rosjan, którzy w ostatnim
momencie ten samochód pancerny zawrócili i odwieźli z powrotem do Moskwy.
To są fundamentalne różnice”
 
Prokuratorzy badali tę sprawę szczegółowo i wykazali, że MSZ przesyłając do Rosji żądania BOR-u zmieniało treść żądań Biura. Zmiany były na niekorzyść Prezydenta RP. BOR domagał się np. pancernego samochodu ze strony rosyjskiej, a depesza wychodząca z MSZ mówiła o normalnym samochodzie.
Gdyby ktoś dopatrywał się przygotowania spisku przeciwko prezydentowi, to właśnie działania MSZ są klasycznym działaniem obezwładniania i narażania prezydenta na niebezpieczeństwo.

Jak już wiemy, przed lotem funkcjonariusze BOR nie mieli prawa wejść na teren lotniska w Smoleńsku. Do tej pory nigdy w historii funkcjonowania BOR to się nie zdarzyło. Kierowałem BOR-em we wrześniu 2007 roku, gdy prezydent Kaczyński po raz pierwszy poleciał do Katynia. Nie ukrywam, że my także mieliśmy wtedy niełatwą współpracę ze stroną rosyjską. Dzień przed wylotem miałem telefon od ówczesnej minister spraw zagranicznych Anny Fotygi, która pytała mnie, co robić, bo okazało się, że nagle Rosjanie odmówili udziału w przygotowaniu uroczystości katyńskich. Już wtedy moi funkcjonariusze meldowali mi, że Rosjanie nie chcą wpuścić nas w miejsca czasowego pobytu naszej delegacji. Skontaktowałem się z moim odpowiednikiem po stronie rosyjskiej, ówczesnym szefem FSB. Poznałem go osobiście w Pekinie, w trakcie międzynarodowej konferencji służb zajmujących się bezpieczeństwem najważniejszych osób. W trakcie rozmowy telefonicznej obiecał mi, że pomoże nam. Obaj byliśmy jednomyślni, iż jesteśmy fachowcami, a nie politykami, i mamy konkretny cel do zrealizowania - zapewnienie bezpieczeństwa prezydentowi!Przy jego pomocy udało się. W ciągu 2 godzin udało nam się wszystko załatwić. Wjechaliśmy na teren Rosji własnymi samochodami, z własnym sprzętem oraz bronią. Odprawiono nas sprawnie na granicy z Białorusią i Rosją. Dostaliśmy pilotaż przez teren Białorusi i Rosji. Milicja lokalna zabezpieczyła prewencyjnie miejsca czasowego pobytu prezydenta oraz skrzyżowania ulic. Funkcjonariusze BOR zameldowali mi osobiście, że dokonano właściwych zabezpieczeń i sprawdzeń, w tym lotniska pod kątem pirotechnicznym, oraz gotowość do przyjęcia prezydenta. Gdybym takiego potwierdzenia nie miał, natychmiast informowałbym prezydenta, minister MSZ i mojego przełożonego w MSW, że osobiście odradzam wylot w planowane miejsce, gdyż nie jesteśmy w stanie zabezpieczyć tej wizyty. Domagałbym się przeniesienia wizyty na inny termin. http://24tp.pl/?mod=news&strona=1&id=31247

„z materiałów, które odtajnił szef BOR (o wizycie w 2007 r.):
podobnie jak w 2010 r. wizycie nadano rangę "przedsięwzięcia ochronnego", a nie "operacji", czyli zaniżono stopień bezpieczeństwa (…) pirotechnik przyleciał godzinę przed prezydentem”

Komisja badała szczegółowo lot do Smoleńska 7 kwietnia? – Był analizowany. Ale było inaczej. Arek [Protasiuk] wyłączył TAWS, bo onbardzo dobrze znał obsługę tego systemu, i to było prawidłowe. Tego lotniska nie ma w bazie TAWS i powinno się go wówczas wyłączać. To jest system, który ma w pamięci ukształtowanie terenu i analizując dane o położeniu samolotu z GPS,ostrzega o niebezpieczeństwie kolizji. Kiedy jednak samolot ma wylądować, komunikaty nie  powinny się pojawiać. TAWS zna wiele lotnisk na całym świecie, ale nie w Smoleńsku. Tak samo jest z innymi lotniskami, na jakie latał specpułk, na przykład w Afganistanie. Wówczas TAWS trzeba dezaktywować, między innymi po to, żeby się nie przyzwyczaić do ignorowania komunikatu "pull up" (do góry), nie "znieczulić" na te ostrzeżenia. Szkoli się pilotów tak, żeby gdy słyszą to "pullup", nie myśleli. Może być tylko jedna reakcja: natychmiastowe uciekanie w górę,dopóki to urządzenie nie przestanie generować sygnału. Jedynym wyjątkiem jestsytuacja, gdy pilot ma kontakt wzrokowy z terenem. Dla mnie jako ich kolegi i jednocześnie pilota pytaniem jest to, dlaczego oni nie reagowali na ostrzeżenia generowane przez ten system. Tak naprawdę nurtuje mnie to do dziś. Oni go niewyłączyli i go nie posłuchali. Nie mogę zrozumieć, jak mogli zrobić to piloci, którzy przeszli szkolenie cywilne, pełne szkolenie symulatorowe w certyfikowanym ośrodku szkoleniowym. http://www.radiomaryja.pl/bez-kategorii/nagranie-z-radaru-jest-w-moskwie/

Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka