19 obserwujących
410 notek
322k odsłony
  601   0

Batory Batory

Tak się składa, że dwie historie obiegające dzisiejszą prasę dotyczą obywatelskich działań poza oficjalnymi strukturami państwa, postawy aktywizmu. Obie też mają jeszcze inny wspólny  mianownik, w obu główną rolę odgrywają córki. 

 
Jedna z córek ma 8 lat i z miłości do mamy, którą kocha "jak stąd do kosmosu", zaangażowała się w nielegalną działalność dobroczynną, organizując kiermasz w celu zebrania funduszy na leczenie mamy. Druga jest dorosłą już kobietą i prowadzi pozarządową organizację MamPrawo Wiedzieć. 
 
Jednej z tych pań pomagają tzw zwykli ludzie, strażacy, wzruszeni sąsiedzi... Drugiej jakieś nie do końca zrozumiałe funadacje, czerpiące fundusze na rozdawane przez siebie granty, od różnych darczyńców, w tym zagranicznych. 
 
Inicjatywa Obywatelki Asi z Poznańskiego osiedla Batory, zmęczyła ją dokumentnie, ale dała jej dużo satysfakcji, uszczęśliwiła jej rodziców i dostarczyła silnych pozytywnych wzruszeń tysiącom Polaków. 
 
Inicjatywa pani Róży Rzeplińskiej, tak, z tyyyych Rzeplińskich, za pomocą grantów Fundacji Batorego (zaraz zaraz, toż to jeszcze jeden element wspólny tych dwu historii - Batory! :), przyniosła stabilizację budżetów domowych wielu osób zatrudnionych w tej pozarządowej organizacji. Fakt, że pani Róża jest córką Prezesa Trybunału Konstytucyjnego, mógł mieć jakiś wpływ na łatwość z jaką Fundacja Batorego wspiera inicjatywę obywatelską Róży Rzeplińskiej, swoimi obfitymi grantami. 
 
Po spędzeniu wielu, wielu lat za gramanicą, zawsze cierpiałem widząc marazm polskiego społeczeństwa, jego bierność. W takich Stanach to ludziska organizą się spontanicznie wokół najróżniejszych, czasem drobnych niby potrzeb. Robią to skutecznie, z pasją i wiarą w swoją moc. Dziwiły mnie reakcje moich polskich znajomych na uwagi o konieczności istnienia oddolnych inicjatyw w zdrowej demokracji. Dziwiły, bo tyle w nich było goryczy, cynizmu i zwykłej bezradności. Pare razy nieźle mi się oberwało, kiedy wspominałem organizacje pozarządowe. Nie mogłem tego zrozumieć inaczej niż jako manifestacje patologicznego pokłosia lat, jakie polskie społeczeństwo spędziło pod batem komuny.
 
Jakże sie myliłem. Okazuje się, że przyczyną tego powszechnego poczucia bezradności, w ogromnym stopniu, było podpieprzenie również i tej dziedziny życia społecznego w Polsce przez nomenklaturę. Zero, lub prawie zero, szans na powodzenie dla inicjatyw prawdziwie obywatelskich, oddolnych. A niebo przychylane udającym niezależność "inicjatywom" zaufanych krewnych i znajomych różnych notabli. 
 
Jeśli tak w praktyce wygląda realizacja słusznego postulatu o promowanie inicjatyw obywatelskich, to nie mamy w Polsce demokracji, tylko ciągłe szarpanie zbyt krótkiej kołderki. Mamy rozdzielnictwo i reglamentacje, zamiast społeczeństwa obywatelskiego mamy głębokie podziały na tych co mają, bo znali kogo trzeba i wiedzieli kto rozdaje konfitury i całą resztę, którym konitur się odmawia.
Lubię to! Skomentuj28 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale