Przedwczoraj przez stolicę przeszedł marsz, zwany Marszem Życia, który jak zwykle służył jedynie promocji polityków prawicy usiłujących zasłonić rzekomą troską o wartości chrześcijańskie swoją niszczącą polską demokrację i praworządność działalność.
Marsze Życia nie zwiększą dzietności w Polsce, wręcz przeciwnie: to one i stojący za nimi fanatyzm prawicowy uświadamiają kobietom, że to nie ich dobro i zdrowie będzie w razie czego na pierwszym miejscu. To za rządów PiS kobiety zaczęły obawiać się rodzić dzieci w Polsce, żeby nie być zmuszane do donoszenia martwych płodów, albo dzieci z ciężkim rodzajem łamliwości kości tylko po to, żeby konały przez kilka dni w niewyobrażalnych cierpieniach dla przyjemności bezdzietnego komisarza z Nowogrodzkiej.
PiS wprowadziło zasiłek rodzinny 500plus - wzorowany chociażby na niemieckim programie tego typu, który jednak w stosunku do minimalnej niemieckiej pensji jest o wiele niższy, niż u nas w stosunku do naszej - pod pretekstem walki ze spadkiem dzietności, który miał zachęcić młode pary do… nie będziemy się tu bawić w jakieś eufemizmy… po prostu produkcji dzieci. Niestety tak się nie da. Dzieci to nie towar, który można zamówić. Paradoks dzietności polega na tym, że to w tych nabiedniejszych społeczeństwach jest ona najwyższa, w tych najmniej rozwiniętych krajach, w których posiadanie dzieci to jedyna możliwa inwestycja, którą rodzice moga poczynić w swoją przyszłość, a ich robienie jedną z niewielu, o ile nie jedyną, dostępnych dla nich rozrywek.
W zachodnich, wysoko rowiniętych pod względem społecznym, gospodarczym i kulturowym krajach, uwagę i energię ludzi, szczególnie młodych, od samego początku zajmują jeszcze inne rzeczy, rozwój osobisty, a zakładanie rodziny, posiadanie dzieci jest co najwyżej odkładane na czas osiągnięcia już tych pierwszych, w tym przypadku najważniejszych, celów. Nie należy na to narzekać, wręcz przeciwnie, bo od tego zależy poziom naszego życia. Nie zwiększy się tego poziomu inwestycją w promocję dzietności kosztem rozwoju i pracy, a tak w przypadku 500plus, teraz już 800plus, od samego początku było. Wszak matka mając dochód, który umożliwia jej zajęcie się już tylko dziećmi, nie będzie szukała pracy, zwiększała swoich kwalifikacji, a jej mąż, partner, ojciec dzieci nie będzie już miał takich motywacji do znalezienia bardziej płatnej pracy etc.
Tak więc zasiłek rodzinny tego rodzaju, nieuzależniony w dodatku od dochodów, nie tylko drenuje budżet, co zmniejsza do niego każdym rokiem wpływy. Nie dziwi więc wbrew rosnącej pozycji godpodarczej naszego kraju rosnący jednocześnie deficyt budżetowy, skoro wszelkie dochody są po prostu przez społeczeństwo przejadane bądź zwyczajnie marnotrawione przez rząd, który usiłuje ratować budżety rodzinne Polaków i swoje notowania zwiększając socjal, a nie ma już tych środków na rozwój, co tam rozwój, utrzymanie na podstawowym poziomie służby zdrowia, szkolnictwa, nauki itp. Jak dołożymy do tego jeszcze te dziesiątki mld wyrzucane na zbrojenia… nikogo już nie powinien dziwić ten paradoksalny rozdźwięk między rosnącą pozycją naszego kraju na gospodarczej arenie świata (byłaby jeszcze większa, gdyby nie to wszystko), a poczuciem coraz większego zagrożenia finansowego i uzależnienia od państwa w społeczeństwie.
Nie znaczy to, że rząd powinien zlikwidować zasiłek rodzinny 800plus, tym bardziej, że żaden się na to nie zdobędzie z oczywistych powodów i wcale nie o to chodzi, gdyż jest to konieczny i pożyteczny z innych względów program. Niezbędne jest jednak zreformowanie tego programu, tak aby korzystały z niego tylko te rodziny, które naprawdę tego potrzebują. I nie chodzi tu wcale tylko o zaoszczędzenie tych kilkunastu mld, choć bez wątpienia przydałyby się one chociażby w służbie zdrowia, ale o zmuszenie ludzi do podnoszenia swoich kwalifikacji i szukania lepszej pracy. Powiecie: na to też potrzebne są środki. To zamiast przelewania na konto nagich pieniędzy, twórzmy darmowe programy podnoszące kwalifikacje. Niby takie już są, ale jest ich za mało, bo nie ma środków, gdyż te są rozdawane każdemu bez wyjątku bez żadnego racjonalnego kryterium.
Podsumowując: nie zachęci się kobiet do rodzenia dzieci wprowadzając restrykcyjne prawo aborcyjne ignorujące ich zdrowie i bezpieczeństwo. Nie zwiększy ono dzietności Polek, a jeśli jakaś kobieta urodzi dziecko dlatego, że nie miała jak dokonać aborcji, to będzie to tylko znikomy i nie zmieniający ogólnego stanu rzeczy odsetek. Więcej kobiet zrezygnuje z tego powodu z zajścia w ciąże, będzie częściej stosować inne dostępne środki antykoncepcyjne, niż zostanie zmuszone do jej donoszenia.
Tak więc tylko racjonalna polityka społeczna i socjalna może coś pod tym względem zmienić na plus. Na pewno nie rozdawanie pieniędzy każdemu jak leci bez względu na stan majątkowy i promocja takiego skrajnie prawicowego podejścia do kobiety jako żywego inkubatora bez prawa głosu. A skoro ktoś uważa inaczej, w każdej chwili może założyć zbiórkę na majętniejszego od siebie sąsiada i jego dzieci. Wszak państwo to my.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)