Obserwator Lubelski Obserwator Lubelski
106
BLOG

PO schodzi do rynsztoka

Obserwator Lubelski Obserwator Lubelski Polityka Obserwuj notkę 14

 "Gazeta Wyborcza", jak rzadko kiedy, nie tylko publikuje w dość eksponowanym miejscu, ale i komentuje (i to ustami "pisiaka" Pawła Kowala!) niekorzystne dla Platformy Obywatelskiej wyniki ostatnich sondaży. Jak wiadomo, żadne pismo nie publikuje wiadomości o porażkach swoich stronników politycznych - ani nie przywołuje komentarzy przeciwników, którzy akurat mają powody do radości - bez wyraźnego powodu. Mam wrażenie, że powód jest jeden: lęk przed Kaczyńskimi. Oboma: tym martwym na Wawelu i tym żywym na ścieżce do Pałacu Prezydenckiego.

Liberalnego czytelnika trzeba postraszyć widmem powrotu IV Rzeczypospolitej. Jest to tym bardziej konieczne, że czytelnik ów w ciągu dwóch lat budowy "drugiej Irlandii" zapewne w dużej części uwierzył w to, co mu "Gazeta" z uporem do wierzenia podawała: że PiS to anachroniczna, schyłkowa partia wymierających staruszków, a jeśli wśród jej wyborców są ludzie młodsi, to zapewne albo zostali ogłupieni, albo są głupi od urodzenia i jako tacy z założenia stanowią mniejszość. Odbiorca tekstów GW mógł w to uwierzyć tym bardziej, że przeciętny Polak, z przyczyn zarówno ideowych, jak i finansowych, czyta z reguły tylko jedną gazetę i na podstawie publikowanych tam tekstów buduje sobie jakiś obraz świata. Tak czy inaczej, "Wyborcza" zachłysnęła się dość mocno zwycięstwem PO w 2007 roku i przez następne lata nie ustawała w przekonywaniu opinii publicznej, że naturalnym nastepnym krokiem PO będzie odzyskanie Pałacu, bo po pierwsze Lech Kaczyński jest złym prezydentem, a po drugie jego zwolennicy wymierają. Po katastrofie smoleńskiej publikowano sondaże dające Platformie sporą przewagę jako dowód, że żałoba nic nie zmieni w kwestii preferencji politycznych społeczeństwa. Nie przewidywano również, aby społeczeństwo miało w jakikolwiek sposób poprzeć Jarosława Kaczynskiego. Młodzi i nowocześni Polacy nie mogą przeciez glosować na postać tak anachroniczną, a starsi... No cóż, trzeba zabrać babci dowód i będzie cool!

Tymczasem w ostatnich dniach zaczęły sie dziać rzeczy, których sens i treść najwyraźniej przerosła zarówno dziennikarzy, jak i polityków obozu liberalnego. Po pierwsze: sztab Kaczyńskiego zebrał ponad półtora miliona podpisów. Oczywiście byłoby głupotą na podstawie samej akcji podpisowej przewidywać wynik wyborów, ale jeśli rzecz traktować w kategoriach pokazu siły, to PiS wygrał to starcie. Po drugie: pojawiły się sondaże wyraźnie pokazujące, że PiS-owi rośnie, a skoro rośnie partii, to i jej wódz może na tym zyskać. Po trzecie: zupełnie nieprzewidziane efekty zaczyna przynosić strategia Kaczyńskiego, do której spokojnie można zastosować wymyślone kiedys przez PR-owców Tadeusza Mazowieckiego określenie "siła spokoju". Otóż na taki spokój liberałowie zupełnie nie byli przygotowani. Bezmyślnie pielęgnując w sobie obraz konserwatystów postrzeganych jako dzika, agresywna horda moherów i wariatów, przygotowali się najprawdopodobniej tylko na agresywną odmianę kampanii przeciwnika. I to się teraz mści.

W PiS-ie najwyraźniej bowiem coś przemyślano, być może część działaczy wyciągnęła wnioski z klęski 2007 roku, a i sam prezes chyba zrozumiał, że gra o najwyższą stawkę i poddał się zabiegom propagandystów. Tak czy inaczej, jego sztab póki co realizuje swój pomysł na kampanię wręcz perfekcyjnie. Albo oglądamy kandydata życzliwego, gotowego na porozumienie, względnie dziękującego za życzliwość innych, albo nie widzimy go w ogóle, otrzymując w zamian obrazki z panią Kluzik, sprawiającą wrażenie osoby kompetentnej, sympatycznej i operującej z dala od politycznych skrajności. W tej kampanii, przynajmniej na razie, Kaczyński nie dzieli i nie wyklucza, a nawet próbuje - wbrew "rymkom" Rymkiewicza - coś sklejać, czego dowodem zaskakujące wystapienie internetowe skierowane do Rosjan. Zresztą już samo to, że prezes skorzystał tu z dobrodziejstw nowoczesnej techniki informacyjnej, jest rzeczą nową i dotychczas przez PiS nie praktykowaną (pamietajmy, że bracia zawsze znani byli raczej z nieufności do internetu i jego użytkowników). Najwyraźniej w otoczeniu Kaczyńskiego zauważono, że bez przeciągnięcia części młodych wyborców na swoją stronę prezes tych wyborów nie wygra. Zauważmy, że już w pierwszym wystąpieniu Jarosława padło zdanie, że Polska ma prawo do marzeń - a więc do planowania przyszłości, nie zaś jedynie do  rozpamiętywania wydarzeń historycznych.

Obóz Komorowskiego, nieprzygotowany na taki obrót sprawy póki co wykonuje bardzo nerwowe i chyba nie do końca przemyślane ruchy. Pół biedy, jeśli ten i ów publicysta czy polityk straszy, że za jakiś czas powróci "dawny Kaczyński". Z takiego straszenia może da się uciułać jakieś głosy, mimo że z zapowiadaną przez wszystkie ugrupowania kampanią merytoryczną niewiele ma ono wspólnego. Gorzej, że zwolennicy opcji liberalnej zaczynają posługiwać się metodami niegodnymi - tak samo niegodnymi, jak te, których stosowanie zarzucali PiS-owi.

Mogę - jako wyborca i obywatel - nie lubić PiS-u i jego prezesa, mogę być przekonany, że to właśnie ta partia jest najbardziej odpowiedzialna za "błędy i wypaczenia" lat 2005-2007, nigdy jednak się nie zgodzę, aby w moim imieniu to czy inne ugrupowanie przeciwne PiS-owi schodziło do poziomu rynsztoka w polemikach z Jarosławem Kaczyńskim czy kimkolwiek innym. Tymczasem wystraszeni platformersi zaczynają przekraczać granice przyzwoitości. Jeżeli taka postać jak Władysław Bartoszewski porównuje żałobę (choćby nawet druga strona ją wykorzystywała czy podsycała dla celów politycznych) do zboczenia seksualnego, jeżeli Kazimierz Kutz, będący dla wielu Ślązaków wyrocznią, wyśmiewa się z czarnego ubrania Elżbiety Jakubik i porównuje Pałac Prezydencki do mauzoleum Lenina, to ja się pytam, do czego w ten sposób chce mnie zachęcić obóz Platformy i o czym przekonać? O europejskości i nowoczesności? Ja jej tu nie widzę, widzę raczej maniery z PRL-u, i to bynajmniej nie te opozycyjne, pachnie mi tu późnym Gomułką.

Nie wiem, czy ktoś p. Jakubik kazał przyjść do studia ubranej na czarno, czy też zrobiła to z autentycznej potrzeby serca. P. Kutz też tego nie wie. Wiemy tylko tyle, że w chwili przeprowadzania rozmowy nie minął jeszcze nawet miesiąc od śmierci śp. prezydenta. Widziałem płaczącą Jakubik w pierwszych dniach po tragedii i nie mam żadnego prawa twierdzić, że jej żałoba jest czy była nieautentyczna. Zginął w końcu człowiek, z którym współpracowała, spędzała wiele godzin dziennie przez kilka lat. Można pytać o to, czy żałoba nie jest aby wykorzystywana politycznie, ale wysmiewanie się z czyjejś żałoby, imputowanie komukolwiek wprost i przed kamerami, że udaje żal i wplątywanie w to Lenina jest chyba lekką przesadą. O "nekrofilskim" wyskoku p. Bartoszewskiego nawet się nie wypowiadam, po prostu żadne zasługi nie upoważniają do schodzenia na taki poziom. Takimi metodami wyborów się nie wygra, takimi metodami prędzej odstraszy się wyborców, szczególnie takich jak ja, stojących pośrodku czy może na uboczu wojny pisowsko-platformerskiej. W ten sposób co najwyżej członkowie i sympatycy komitetu honorowego zwolenników marszałka otworzą drogę do Pałacu... prezesowi Kaczyńskiemu!  

Zastanawiam się tylko, skąd ten strach w obozie liberalnym. Przecież podobno Polacy są nowocześni i europejscy i na lep kaczyzmu się nie złapią. Chyba, że tak naprawdę hrabia Komorowski i jego obóz ma o nas, wyborcach, zupełnie inne zdanie...  

 


 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka