Ochłapczyca Ochłapczyca
368
BLOG

I'm lovin it, czyli com widziała dziś przy McDonaldzie

Ochłapczyca Ochłapczyca Kultura Obserwuj notkę 18

Mam umowę z dietetykiem - pięć zrzuconych kilogramów, jeden dzień laby dietowej. Dietetyk załamując ręce patrzy na moje 295 kilo, ale zezwala na obżarstwo dosłowne. Macocha zdejmuje łańcuch z lodówki, ja wyjmuję pieniądze z konta i idę w miasto.

Piętnaście minut i stówę później jestem cięższa o swoje stracone pięć kilo. W żołądku mam potwornie słodką kawę, Colę, Mountain Dew, kilka ciastek z cukierni, ptysiów, eklerów, napoleonek, miejskich zapiekanek, itp.

No więc stoję sobie przy ladzie w McDonaldzie w niezrozumiale długiej w dobie otyłości kolejce i okrągłymi jak cycki Renaty Beger oczami (czyli trochę już w sumie workowatymi) obserwuję menu licząc resztkę pieniędzy.

To będą trzy McZestawy, piętnaście litrów coli i frytki do tego. I ciastko, byle jabłkowe. I SHAKE'A TRUSKAWKOWEGO! (pozdrowienie dla satorian ;))

Spociłam się stojąc, a ponieważ do tego się nudziłam patrzyłam uważnie na kolejkę i za ladę.

Panienki w uniformach z lekko spoconymi, studenckimi twarzyczkami, kilku młodych chłopaków. To za ladą. Przed ladą stało sobie kilku normalnych ludzi i kilka panieneczek. Panieneczka - ślepo podążające za modą pofarbowane stworzenie, świadome faktu, że pieluchomajtki i buty z golfem i odsłoniętymi palcami to ostatni krzyk mody. Agonalny, moim zdaniem, ale ja się nie znam.

Do tego stała Ona.

Nie dziwcie się wielkiej literze. Zaraz opiszę jaka Ona i zrozumiecie, że zasługuje na kapitalik.

Megan Fox mogłaby jej co najwyżej buty z błota czyścić. Wysoka, szczupła blondynka, w gustownym płaszczyku, apaszeczce, spódniczce i szpileczkach. Szpileczki, patrzę sobie, jak nic od Jimmy'ego Choo. Okulary trzymane w dłoni - kurde na pewno ostatni projekt Prady. Płaszczyk co prawda plebejski H&M, ale jeden z tych bardziej udanych. Nogi miała, cholera, w stosunku 2:1 do reszty ciała.

Makijaż - dzieło sztuki. Jakby wyszła właśnie od charakteryzatora. Wielkie niebieskie oczy subtelnie ocienione hebanowymi rzęsami, kości policzkowe tak piękne, że Michał Anioł mogąc je wyrzeźbić jak nic zesrałby się z zachwytu.

Usta. Chryste, ta dziewczyna miała takie usta, że na moment ja zapragnęłam mieć penisa.

Do tego otaczała ją aura któregoś wariantu Jabłuszka od Donny Karan, a to wszystko dodane do siebie... no cóż. Efekt to było więcej niż suma części.

Młoda, śliczna dziewczyna...

W normalnych warunkach nie przejmując się niczym zadzwoniłabym do Novalijki, bezwstydnie opisała dziewczynę i do wtóru potaknięć przyjaciółki zakończyłabym rozmowę wnioskiem: "Nova, tak będę wyglądać, jak już schudnę i dorosnę."

Ale panna nie była sama.

Nie, nie stał przy niej Kazio Marcinkiewicz, brzydki, krzywy i niski.

Stał przy niej taki... taki Palikot. Nawet nienajbrzydszy, nieźle ubrany, zdecydowanie forsiasty. Za stary dla studentki.

Osoba przed nimi odeszła z torbą na wynos w ręce, a oni, on obejmując ją w talii męskim ramieniem, ona subtelnie pozwalając się holować tej maskulinistycznej sile, podeszli do lady.

- Co dla ciebie, kochanie? - spytał pan a la Palikot patrząc na swą towarzyszkę, a ona:

- Mmm... - tu przytknęła palec do wargi zastanawiając się co zeżre, jakby ostatnie milenium w kolejce to nie było dość czasu na podjęcie tej decyzji.

Scena zaczęła być surrealistyczna jak Uporczywość Pamięci, całkiem dosłownie, gdyż moja nieproszona pamięć wygłosiła krótki monolog: "Dla mojej Krysi wszystko co najlepsze" czy jak to tam leciało.

I nagle zonk, błysk, czy jak to mówią, scena normalnie z przejścia dla pieszych. Stoję bokiem - patrzę w lewo - widzę uwijające się, nieumakijażone studentki, które zapewne wieczorem wylewają na łeb pół szamponu, żeby odmyć włosy z oparów tłuszczu.

Patrzę w prawo - śliczna studentka ze starym dziadem, która zdecydowała się właśnie na sałatkę i -byle małą, dbam o linię! - colę.

Wiecie, wychowałam się z Macochą, a że Macocha w PRL-u była dość bogata i z tego okresu (jakoś nie dotarło do niej nigdy, że była jakaś przemiana ustrojowa) została jej pogarda do wszystkich ludzi, którzy zarabiają poniżej 3000 zł miesięcznie.

- Żebyś mi się nawet nie ważyła przyjaźnić z tym plebsem! - mówiła do mnie nakładając do wanienki kolejną porcję zupki.

Tak i mi zostało, żeby na panienki pracujące ciężko w Macu patrzeć z góry - no bo harują potwornie za małe pieniądze.

Patrzę w lewo - nigdy bym nie chciała tak stać za ladą, to musi być gorsze niż praca hostessy (zanim powiecie, że jest spoko, ogarnijcie, że w czasie pracy nie wolno wam siedzieć).

Patrzę w prawo - a la Palikot właśnie pochylił się do uszka Marylin Monroe wersja 2.0 a mnie aż dreszcz przeszedł, jak bardzo musiałabym kochać Jimmy'ego Choo, żeby rozłożyć uda przed tym paskudnym wapniakiem.

Patrzyłam tak, aż wreszcie zmęczona dziewczyna z odrostami zapytała co dla mnie.

Bez żadnego uśmiechu zażądałam pół restauracji i zastanowiłam się przelotnie, na jaki szacunek zasługuje to paskudne, niezadbane coś, skoro woli być paskudnym czymś bez bucików od Jimmy'ego i okularków od Prady.

Sponsoring... czego się nie robi dla pieniędzy i ileż trzeba dla nich zrobić.

Od dzisiaj szanuję brzydkie i nieprzedsiębiorcze studentki.

Bo ja wiem doskonale, że wygląd zwyczajnie kosztuje. Ludzie biedni wyglądający dobrze to mistrzowie niewielkich szaf wypełnionych starannie dobraną odzieżą. Porządne kosmetyki to wydatek rzędu kilku stów miesięcznie dla kobiety. Studenci są dość znienawidzoną warstwą społeczeństwa, ale bądźmy uczciwi - nie mają nic. Pracują i uczą się, a niektórzy z nich, zwłaszcza One, stwierdzają,  że nie dla nich codziennie wypłukiwanie tłuszczu z włosów. Ja wszystko rozumiem i się nie wtrącam.

Ale nazwijmy to po imieniu. Nazwijmy to prostytucją.

 EDIT:

Dziękuję za zwrócenie mi uwagi na błąd, a poza tym...

Karnigore Kanibal zostaje dziś wyróżniony, bom człowieka poczytała, popatrzyła sobie, myślała, że mnie zbanował i jak wcześniej pwilkin ogłaszam tłumom - Karnigore fajny jest, czytajcie go.

http://karnigore.salon24.pl/

Ogłoszenie patrymonialne: Brzydka, otyła i pryszczata córeczka tatusia pozna pięknego, bogatego i inteligentnego pana, który będzie ją kochał po wsze czasy, nawet jak mu Lexusa o słupek rozwali. Żąda biżuterii i dowodów miłości. Najlepiej tak trzy razy dziennie... Zgłoszenia proszę zostawiać w komentarzach wraz z informacją o miesięcznych zarobkach. Nie usuwam komentarzy trolli. No co, własne będę kasować...? Jestem piwniczna. Nigdy nie ląduję na stronie głównej Salonu. ochlapczyca@gmail.com

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Kultura