Wiecie, że dzisiaj ruszają rekrutacje na studia? W Dzień Dziecka, o zgrozo, co za ironia.
Ktoś ma fajne poczucie humoru.
Dzień Dziecka i te rekrutacje skłaniają mnie do przemyśleń na temat tego, kiedy człowiek nie jest już dzieckiem.
Bo nie wiem jak to jest z waszymi rodzicami – ale mojej Macosze nie przeszkadza fakt, że od dawna noszę w torebeczce dowodzik (wy też kłamiecie przy wzroście?) i dlatego rano w pokoju czekał na mnie zestaw Play Doh – ten do robienia lodów.

Poważnie. Zestaw Play Doh do robienia lodów.
Będę robić lody w wieku dziewiętnastu lat.
Zdanie poprawne logiczne.
Dla mojej Macochy dzieckiem będę zawsze, kochana mamusia.
Oczywiście truizmem jest, że niektórzy mogą mieć dowód w kieszeni, siwiznę na skroniach i dalej są dziećmi. Ale nie znam zastosowania zasady przeciwnej – dzieci są dziećmi i nawet przejrzałe nie bywają dorosłe, co skłania do wniosku, że jest w dzieciństwie coś fajnego, co sprawia, że nie chcemy się z nim rozstawać.
Nie wiem, co to takiego. Ograniczenia, zakazy, bycie traktowanym z góry przez wszystkich idiotów, który wierzą, że broda czyni mędrca?
Nie dalej jak parę dni temu wyproszono mnie z bloga ze względu na młody wiek.
Hmm, skoro nie ma innych argumentów…
Chyba fajnie jest być dzieckiem dlatego, że tylko dziecko ma nadzieję. Dorosły ma kalkulację.
Wiem, kiepska ta notka. No, ale co, dla WAS mam się starać? Walę notki gówna – komentujecie. Walę notki-geniusze – milczycie. Kto by was tam pojął, kobiety.
Natomiast dla znudzonych życiem polecam opowiadanie Marka S. Huberatha, którego tytułu nie napiszę, bo się boję, że się pomylę. Do ściągnięcia bez logowania się i za friko tutaj:
No dobra, skopiuję - opowiadanie nazywa się "Wrócieeś Sneogg, wiedziaam."I nie żeby było szczytem geniuszu, ale jest fajne. Klimatem nie na Dzień Dziecka, tylko na Dzień Wybuchu Bomby Atomowej. Bo wiecie, że ile to było? Jedna dwunasta broni atomowej, którą posiadamy, doprowadziłaby Ziemię do wiecznej zimy? Spoko. No właśnie fajne to opowiadanie.
Ale wiecie co? Wszystkiego najlepszego! W końcu takie portale dowodzą jak nic innego, że nawet w ludziach starych i zapyziałych aż zgniłych nie umiera wewnętrzne dziecko, które pragnie rozwalić tę wieżę z klocków.
PS. Właśnie Novalijka obczaiła, że „podania o przyjęcie na studia”, jakie można wydrukować z systemu rekrutacji składa się dopiero po dostaniu się na studia.
Według niej to jest bez sensu. Ja mówię, że to dobrze dla amazońskich dżungli! :D



Komentarze
Pokaż komentarze (10)