Czytając „Zwabieni w śmiertelną pułapkę”, przypomniałem sobie taki stary dowcip.
Został zorganizowany turniej na który zaproszono 3 najpotężniejsze służby specjalne świata: CIA, MOSAD i KGB. Zadanie było z pozoru proste: Macie przyprowadzić słonia. Musicie się zmieścić w 24 godzinach.
Nieco zdziwieni ruszyli. Po upływie kilku pierwszych godzin, na horyzoncie pojawili się agenci CIA. Prowadzą pięknego słonia. Trochę opornie, ale idą z nim dumnie. Dotarli.
- Gratulujemy. Jesteście jako pierwsi.
- Ehhh, to nie było nic trudnego – z przekąsem rzucił jeden z agentów.
I czekają dalej. Mija już dwudziesta godzina. Dwudziesta pierwsza, dwudziesta druga, dwudziesta trzecia, nagle na horyzoncie pojawiają się Agenci MOSADU. Zmachani okrutnie, ale prowadzą słonia.
- No długo Wam się zeszło, ale jednak daliście radę. Gratulujemy. Jesteście jako drudzy.
Ale minęła dwudziesta czwarta godzina, a KGB ani widu, ani słychu. Mijają kolejne godziny. Trzydziesta. Trzydziesta piąta. Czterdziesta. Czterdziesta ósma godzina. Nagle ktoś się zbliża. Pojawili się agenci KGB. Ale prowadzą konia. Całego poobijanego, zakrwawionego. Sinego opuchniętego okrutnie.
- Co to ma być? Nie dość że minęło 48 godzin to jeszcze przyprowadziliście Konia!
Na to koń:
- Ale ja jestem słoniem, jak Boga Kocham!
I pewnie byłoby to o wiele śmieszniejsze, gdyby nie fakt, że w realnym świecie w rolę konia wcielają się prawdziwi ludzie, którzy na podobnych zasadach są zwykłymi ofiarami, które nagle stają się przestępcami…


Komentarze
Pokaż komentarze (5)