P.T. P.T.
141
BLOG

Dofinansujmy patologię...

P.T. P.T. Rozmaitości Obserwuj notkę 0

           Jestem świeżo po rozmowie z koleżanką, która na co dzień zajmuje się przyznawaniem zasiłków potrzebującym. Akurat rozpoczął się okres zasiłkowy i powoli zaczęła narastać fala złości, czasem wręcz frustracji, która potrwa, aż do końca listopada.

           Z czego wynika? Z „klientów” jacy się zgłaszają po te zasiłki. Podam przykład: przychodzi Pani. Jej dochód wykazany równa się zero. Oprócz zasiłku dla bezrobotnych dostaje dofinansowanie do czynszu, dofinansowanie na dzieci (trójka), dofinansowanie do standardów żywieniowych (czy jakoś mniej więcej tak t o się nazywa). Prócz tego dochodzi jeszcze fundusz alimentacyjny (samotnie wychowuje dzieci). I jest to bardzo piękne i naprawdę godne podziwu, że taka Pani dostaje pieniądze. Jednak jest drobne „ale”.

Pani ta ubrana jest w same markowe rzeczy, na które zwykły zjadacz chleba musiałby pracować bardzo długo (zakładając, że regularnie płaci wszelkie rachunki i ma co jeść). Pani ta ma zegarek dość drogi. Może podróbka? Nie wyglądał na taki. Zresztą złota bransoletka na drugim ręku nie pozostawia złudzeń. I dodatkowo w sposób bezczelny oznajmia, że spóźniła się (a spóźniła 20 minut) bo była u fryzjera.

           Takich przypadków jest cała masa. Ludzie Ci w sumie są w stanie otrzymać pomoc wysokości 3.650 złotych. I choć faktycznie takich jest niewielu, to zdarzają się. Jest to kwota netto, czyli o wiele wyższa od średniej płacy w kraju, i o wiele wyższa od zarobków mojej koleżanki. Frustracja jest tu uzasadniona. Jednak nie chodzi tu tylko o pieniądze. Obecnie zgłasza się do niej po zasiłki o wiele więcej osób niż jeszcze kilka lat temu. Często są to córki tych samych matek, które jeszcze niedawno same to robiły. I zawsze ten sam manewr. Zero dochodu. Ojca dziecka brak. A dziecko w brudnych ubraniach, ze łzami w oczach spogląda z rąk dobrze ubranej matki, spoglądającej z góry na wszystko i wszystkich. To dziecko już dawno przestało budzić litość w urzędnikach. To dziecko powoduje coraz większą nienawiść do matek i ojców. Do niesprawiedliwości. Ale taki jest system i z zaciśniętymi zębami trzeba wypisywać papierki uprawniające do poboru pieniędzy, które się im nie należą.

           Kiedy jeszcze mieszkałem w centrum miasta, częstym widokiem były „rodziny”, znaczy tatusiowie i mamusie (nie małżeństwa – rodzice) zasiadali na ławkach, popijali alkohole i świetnie się bawili przy dymkach z papierosów. Ich pociechy, te mniejsze płakały w wózku stojącym obok, by zwrócić uwagę dorosłych, a te większe paplały się w błocie, albo w brudnej piaskownicy, rzucając „kurwami” na lewo i prawo. Rodzice oczywiście byli bezrobotni. Zasiłki im wystarczyły. Przynajmniej na wódkę.

           Był tez przypadek, kiedy pewna „patologiczna” matka urodziła dziecko. Pobrała „becikowe”, po czym oddała dziecko do domu dziecka. Rok później urodziła kolejne. Sytuacja się powtórzyła. Tacy ludzie powinni być przymusowo sterylizowani. To jest największa plaga naszych czasów. Patologia, która rozprzestrzenia się, jak robaki! A Państwo ich dofinansowuje…

 

P.T.
O mnie P.T.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości