P.T. P.T.
133
BLOG

Koszmar pracy...

P.T. P.T. Rozmaitości Obserwuj notkę 2

             Praca… jest to słowo, które kojarzy się z zarobkami, utrzymaniem, (niekiedy) przyjemnością, (czasami) fajną atmosferą. Jednak w większości przypadków na dźwięk tego wyrazu przychodzą nam do głowy wszelkie czarne wizje. Poszukiwanie, stres,   nerwy (niekiedy) poniżanie, (czasami) beznadzieja.

           Ostatnio przeglądałem wiele różnych ofert pracy. Niektóre pisane, jak dla idiotów (bo chyba logicznym jest, że skoro chcę pracować w ambasadzie, to muszę znać język państwa, do którego ambasada należy, albo chociaż angielski). Ale takie są wymogi publikowania ofert o pracę. Inne z kolei są mało przemyślane. Bo jeżeli stanowisko jest niskie, płaca (w tym przypadku podana) wynosi 2.200 brutto, to trudno zrozumieć wymagania jakie są stawiane potencjalnym kandydatom (minimum magister, biegła znajomość dwóch języków, znajomość programów – profesjonalnych, aby nazw nie pisać, i co najmniej 3 letni staż na podobnym stanowisku).

           Jednak zdarzają się tez oferty „normalne”. Są podane kryteria według których rozpatrywane są składane aplikacje. Jasno i wyraźnie są one sprecyzowane. Żadnej lania wody. Same konkrety. W takim razie do dzieła. Zainteresowała mnie dana oferta. Odpowiada ona mojemu wykształceniu i doświadczeniu. Spełniam wszelkie wymogi, jakie są podane. Zarówno te obowiązkowe, jak i „mile widziane”. Więc piszę CV, list motywacyjny. Starannie dopieszczone. Tak, aby oprócz spełnianych przez mnie wymogów móc stworzyć dobre wrażenie i dać do zrozumienia potencjalnemu pracodawcy, że jestem osoba skrupulatna i dokładną. Dołączam wszelkie niezbędne kopie dokumentów. Sprawdzam starannie wszystko. Nie zszywam poszczególnych kartek aplikacji. Wszak, jeśli moja kandydatura wypadłaby blado na tle innych, dokumenty te maja zostać komisyjnie zniszczone, więc po co utrudniać życie pracodawcy i zmuszać go do mozolnego rozszywania papierków, przed wrzuceniem do niszczarki. Pakuje wszystko w dobrze zaadresowaną kopertę i osobiście zawożę do kancelarii firmy, w której chciałbym pracować.

           Liczę się z tym, że mogę nie dostać pracy, że mogą być lepsi. Jednak nie mogę się już doczekać, aż zostanę wezwany na rozmowę kwalifikacyjną. Aby sprawdzić się. Aby móc powiedzieć, że może się nie udało, ale próbowałem. Problem w tym, że nikt na taką rozmowę nie wzywa. Ale, jak to? Przecież, nawet jeśli miałbym odpaść, to czemu nie zostałem chociaż na rozmowę zaproszony. Przecież wszystkie kryteria spełniałem.                       A kandydatów, jak się okazało zostało wezwanych na rozmowę tylko trzech. Czyli raczej o nadmiarze mówić nie można. Stanowisko wybrane. Osoba obsadzona. A mnie nawet nie powiedzieli, żebym się w dupę pocałował… czemu?

           „Pamiętam, jak chodziliśmy z Twoim ojcem do tego pubu, kiedy razem studiowaliśmy” w tym samym czasie powiedział Dyrektor firmy do nowo zatrudnionego pracownika… „To były piękne czasy…” kontynuował…

 

P.T.
O mnie P.T.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości