P.T. P.T.
185
BLOG

Długa lista frustracyjna, a niemoc obywatelska...

P.T. P.T. Rozmaitości Obserwuj notkę 2

              „Jestem patriotą…”. I dlatego właśnie interesuję się polityką, dlatego głosuję na tą, czy inną partię, dlatego rośnie mi ciśnienie kiedy oglądam w telewizji wypowiedzi tych, czy tamtych posłów…” Kiedy ktoś psioczy na różne decyzje i pytamy się go dlaczego jest to standardowa odpowiedź.

            Też  narzekam. Tylko mam nieco bardziej skonkretyzowane powody. Ten wpis jest swoistym wylaniem moich frustracji. Tego co sprawia, że wieczorem nie mogę zasnąć. Bo nadmiar myśli kotłuje się w głowie i nie daje opaść powieką. Może w pewien sposób poprzez ten wpis traktuje tych, którzy go przeczytają jako psychoterapeutów. Ale chce z siebie coś „wyrzucić”.

            Napiszę o tym co mnie boli. Jest troszkę tego.  Są to zwykłe, właściwie przyziemne rzeczy. Bo boli mnie to, że nie mogę znaleźć dobrej pracy. Boli mnie to, że nie wiem dlaczego nie mogę jej znaleźć. Mając wyższe wykształcenie, znając języki obce i mając doświadczenie zawodowe, zarabiam obecnie tyle samo, co ludzie bez doświadczenia, bez znajomości języków, bez kwalifikacji. To boli. Boli fakt, że kiedy pojawiają się oferty pracy, a potencjalny kandydat spełnia wszystkie wymagania (w tym dodatkowe) nie jest nawet zapraszany na rozmowę kwalifikacyjną, aby po jakimś czasie okazało się, że na danym stanowisku została zatrudniona osoba, która nie posiada żadnych kwalifikacji. W ten oto sposób zwykłego obywatela dotyka, ostatnio bardzo popularne słowo: „nepotyzm”…

            Boli mnie to, że ministrowie, posłowie, marszałkowie i wszelcy inni wielcy tego kraju otrzymują wynagrodzenia, które wskazywać by mogły, że tylko dzięki nim ten kraj trzyma się na nogach. A tak naprawdę nie robią oni nic. Przyznawane im nagrody powinny odzwierciedlać to, czego dokonali przez okres za który dostali te nagrody. A często nie dokonali niczego, oprócz tego, że „są”. I nie czują wstydu, zażenowania. Wręcz są dumni… Ale z czego jest Pan dumny Profesorze? Z tego, że dostał Pan taką nagrodę nie robiąc nic? A może z tego, że po raz kolejny udowodnione zostało, że wcale nie trzeba czegokolwiek robić, aby „mieć”. Wystarczy „dobry układ”. Nie. Nie przeszkadzają mi nagrody przyznawane innym. Przeszkadza mi fakt, braku jakichkolwiek przesłanek do przyznawania tych nagród. Przeszkadza mi, że ciężko pracując, poświęcając wiele rzeczy, otrzymuję pensję wysokości 1/20 nagrody za zasługi takiego Pana Profesora. Zasługi…

            Boli mnie to, że z mojej pensji są zabierane podatki. Między innymi na służbę zdrowia. A nie mogę się dostać do żadnego specjalisty, bo kiedy idę i proszę o przyjęcie, bo potrzebne mi są recepty na leki na serce, słyszę: „Oczywiście. Już Pana zapisuję. Może być na początku przyszłego roku?”. Niech zatem Państwo nie zabiera mi pieniędzy na służbę zdrowia. Nie tylko w zupełności z tych pieniędzy sam zapewnię sobie opiekę medyczną, ale nawet mi sporo zostanie. Mogę zadeklarować, że pieniądze które mi wtedy zostaną będę systematycznie przekazywał na cel charytatywny. I ja będę zadowolony i komuś pomogę. Ale ZUS nie będzie zadowolony. Więc ta opcja chyba też odpada…

            Boli mnie to, że żyję w państwie, w którym autorytety dawno wyblakły, a na piedestale stoją Ci, którzy powinni być w cieniu. Profesorowie, którzy sami się profesorami mianowali, żyjący epoką minioną, kreowani na wzory do naśladowania i bożyszcza. Eksperci, których teorie można podważyć przy wiedzy ze szkoły średniej, Ci, którzy wypaczają rzeczywistość i przedstawiają fakty. Jednak kiedy już skończą je przedstawiać, okazuje się, że są zupełnie inne od tych, które poznały miliony ludzi. Zasiewają niepokój. Starają się zmienić myślenie. Czasem, ktoś się zbuntuje, czasem przyjmie nową wersję starych faktów. Ale każdy jest tak samo bezsilny…

            Boli mnie to, że słyszę w telewizji o postępach w tworzeniu infrastruktury. Po czym wyjeżdżam na autostradę. Dwupasmową. Z dziurami. Z fotoradarami. I płacę za niecałe 20 złotych. Jak zatem, ustalany jest budżet? Na co wydawane są pieniądze. Bo jeśli faktycznie deklarowane kwoty idą na drogi, to kto właściwie sprawuje kontrole nad przebiegiem prac? Kto to odbiera? Kto rozpisuje przetargi? Pewnie ten, kto nie musi jeździć po drogach, bo ma helikopter…

            Boli mnie to, że nie można ustalić przyczyn wielkiej katastrofy. Nie, że rząd mówi jedno, a opozycja drugie. Boli mnie to, że jako laik mogę wskazać setki uchybień i błędów w prowadzonym śledztwie (a przynajmniej w tym co podawane jest do publicznej informacji). Boli mnie to, że wyjaśnienie tej sprawy jest niemal nierealne. Być może miał miejsce zamach. Być może nie. Bez względu na to, sprawa została tak skomplikowana, że nawet, gdyby wyjaśnienie było najbanalniejsze, to kto w nie teraz uwierzy…?

            Boli mnie to, że ostatnio mojej dobrej przyjaciółce przysłano wyrównanie do emerytury. 4 złote 70 groszy. Po 40 latach ciężkiej pracy. Emerytura wysokości opłat za mieszkanie i media. I wyrównanie. Podczas kiedy niektórzy ludzie od lat 50 otrzymują rentę. „Bo takie czasy były…”, „Bo jak można było to czemu nie skorzystać…”. Przez całe życie nie skalani pracą. Jednak nikt tego nie zweryfikuje. Nikt nie spyta, czemu mamy tylu rencistów. Nikt nie pomyśli o tym, żeby sprawdzić zasadność wypłacanych zasiłków. Gdyby faktycznie ktoś to zweryfikował okazało by się, że i na emerytury starczy i dla tych naprawdę potrzebujących. I nie śmieli by się w twarz Ci, którzy rano idą po zapomogę, a popołudniu siedzą na ławce z butelką…

            Boli mnie fakt, że kiedy włączam telewizję widzę kolejne głupie filmy. Wiadomości wałkują ciągle to samo. Szczycąc się oglądalnością. Nie rozumieją, że w zasadzie w każdym programie informacyjnym jest mówione to samo, a fakt, że akurat obejrzę ten, a nie tamten wynika ze zwykłego zbiegu okoliczności. Ciągle tylko te same bzdurne informacje. Bo kto chce oglądać milionowy raz z rzędu informacje na temat Pani Katarzyny. Nie można poczekać i po prostu między polityką a sportem wtrącić gdzieś jaki był wyrok. Nie można. Trzeba krok po kroku. I tak w kółko. W międzyczasie tylko puszczając spot o konieczności opłacania abonamentu za telewizję i radio. W zasadzie jakim prawem jest pobierany ten abonament? Skoro mam dostawcę usług telewizyjni kablowej i płace mu abonament za jakiś tam pakiet, w ramach którego mam interesujące mnie kanały w tym TVP 1, TVP 2, Polsat itd. to czemu muzę drugi raz płacić abonament za te same kanały? Czy to właściwie jest zgodne z prawem? I właściwie za co ja płacę? Za bzdurne informacje, wywiady z gwiazdami, które o życiu nie mają bladego pojęcia, czy na okrągło powtarzane filmy? Za co? Wiem za co… a właściwie na co. Na pensję prowadzącego „Jaka to melodia” i tego z nazwą padlinożercy w nazwisku…

            Drażnią mnie o wiele mniej przyziemne sprawy. Drażni mnie to, że kiedy wyjeżdżam na urlop muszę płacić 1.70 klimatycznego. Nie dlatego, że są to duże pieniądze, bo umówmy się, że nie są. Ale w imię czego mam je płacić? Czy Warszawa, albo Kraków pobierają opłaty za to, że ludzie z innych miejscowości przyjeżdżają tu pracować. Czy choćby od turystów, którzy przyjeżdżają zwiedzić starówki. Czy pobierane są opłaty od napraw drogowych (w końcu wzmożony ruch nadwyręża i tak kiepskie ulice)…

            Chociaż sporo już napisałem, to jest to ledwie kropla w morzu żali i smutków jakie niesie ze sobą życie w tym państwie. Ktoś powie: to po co tu siedzisz? Wyjedź.  Za granicą poukładaj życie. Jednak, czy to jest wyjście? Czy o to właśnie chodzi? Chyba nie. Choć czasami otaczająca rzeczywistość potrafi przytłoczyć i odebrać chęć do czegokolwiek…

P.T.
O mnie P.T.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości