Cały dzień dużo pracy. Nawet chwili, aby móc spokojnie przeczytać wiadomości. Zatem kiedy już dotarłem w dniu wczorajszym do domu, chciałem tylko zjeść i obejrzeć główne wydanie wiadomości. W końcu trochę się działo. Choćby debata na temat dziury budżetowej i praktyk najjaśniejszego Vincenta.
Zatem zrobiłem sobie herbatę, zasiadłem o 19:30 przed telewizorem i nastawiłem TVP1. Początek. Wiadomość dnia. Najważniejsza informacja. Coś, co aż dusi prezenterkę, wstrzymującą w gardzieli tą istotną treść. „Następca brytyjskiego tronu…”.
Cóż można powiedzieć. Jak rozumiem w Polsce o wiele bardziej interesujące od gospodarki, nieprawidłowości państwie, niepewnej przyszłości, polskiej sceny politycznej, jest to, jak na imię będzie miało jakieś dziecko, którego narodziny są gloryfikowane na całym świecie niczym cud. I nagle w telewizji podniecona dziennikarka, „będąca tam na miejscu”, lata od człowieka do człowieka i pyta cóż to Pana/nią tu sprowadza. Trafia na dwie turystki z Polski (ciekawe, czy naprawdę to były turystki, czy poprawność polityczna nie pozwalała napisać, że emigrantki…). „A więc dlaczego Panie tu są?” pyta coraz bardziej podekscytowana. Odpowiedź nie mniej podekscytowanych „turystek” nie pozostawia złudzeń. Brzmiała ona mniej więcej: to wspaniałe wydarzenie. Będziemy je pamiętać całe życie. Nie mogło nas tu zabraknąć. Pozostawię to bez komentarza.
Warto tu jednak podkreślić pewną rzecz. Na pierwszym miejscu został postawiony „cud brytyjski”. Dalej wspomniano coś tam o Vincencie, komisji i kłótni w sejmie. A dopiero w dalszej kolejności napomknięto o tym, że Papież zawitał w Brazylii, co generalnie z mojego punktu widzenia jest informacją istotniejszą od potomka Kate.
Swoją drogą bardzo zastanawiające jest to, że w Brazylii część osób wyszła na ulice strajkować przeciwko władzy państwa (z podkreśleniem że to był manifest polityczny). A to z powodu finansowania wizyty Papieża. Czyli z powodu jednorazowego wydatku na wizytę, Głowy Kościoła w katolickim kraju. A w Wielkiej Brytanii nikt nie strajkuje z tego powodu, że pojawiła się kolejna gęba do utrzymania w świetnym rodzie królewskim, która będzie przez wiele lat kosztowała podatników o wiele więcej niż jednorazowy pobyt Franciszka. Naturalnie nie porównując możliwości obu państw, jednak jest to dość zastanawiające…


Komentarze
Pokaż komentarze