Przejrzałem sobie moją skromną działalność blogową i zastanawiam się, czy zasłużyłem na miano „wynajętego skurwysyna” czy nie? Nie da się ukryć, że nie raz, nie dwa obśmiałem odchodzącego już Prezydenta więc przynajmniej drugi człon tego barwnego sformułowania jakim „wyborcy PO” określają krytyków Bronisława Komorowskiego do mnie pasuje. Niestety moje teksty publikowane były całkowicie na zasadzie non-profit, co czyni mnie raczej frajerem a w opinii pani Elżbiety Bieńkowskiej wręcz megafrajerem.
Wynik wyborów prezydenckich jest w mniemaniu zwolenników PO porażką na ich terenie. Młodzi demokraci oblatani w nowych mediach i emanujący nowoczesnością musieli zderzyć się z czołgiem „rewolucji patriotycznej” równającej z ziemią wszystkie prześmiewcze i straszące PiSem profile na portalach społecznościach. Trzeba to sobie jakoś wytłumaczyć, a że temat wpływu rozmaitych agentur na życie polityczne w Polsce jest wciąż nośny i świeży, to okazało się, że za hejtem na PO i Komorowskiego stoją pisowskie agencje informacyjne ulokowane gdzieś na dalekich podkarpackich wsiach. Taką mniej więcej narrację po przerżniętej batalii o fotel Prezydenta RP snuje dzisiaj „Polska racjonalna”. Śmieszne nie?
Oni chyba naprawdę nie są w stanie zrozumieć jak to się mogło stać, że karta się odwróciła i teraz to oni wraz ze swoimi politycznymi liderami stali się kwintesencją obciachu. A to przecież dosyć prosty mechanizm – jeśli rządzisz to znaczy, że ludzie będą ci patrzeć na ręce i wychwytywać wszelkie niezręczności a jeśli rządzisz prawie dekadę, to tych mniejszych lub większych potknięć nazbiera się tyle, że satyra właściwe pisze się sama. Tak to wygląda w demokracji przynajmniej: rządzący z natury rzeczy mają przechlapane. W przypadku PO i Komorowskiego poza normalnymi wpadkami, od których nie jest wolna żadna władza, doszło także manifestacyjne wręcz odwrócenie się od wyrażanych przez siebie niegdyś ideałów. Partia z nazwy obywatelska, która spuszcza w ubikacji wszystkie obywatelskie projekty zmian w prawie zasługuje na szyderstwa ostre i bolesne. I to właśnie PO od wyborców dostała. Całkowicie za darmo.
A tak w ogóle, to „zapomniał wół jak cielęciem był”. Pięć lat temu to przecież właśnie spontaniczna reakcja młodych ludzi, funkcjonujących w Internecie na takich samych zasadach jak w świecie realnym, przegoniła z Krakowskiego Przedmieścia rozmodloną zgraję nie nadążających za współczesnością moherów. Wtedy znalazł się ktoś, kto potrafił skanalizować negatywne emocje towarzyszące żałobie po katastrofie smoleńskiej w Internecie i zrobił coś, co spotkało się z entuzjastyczną reakcją Adama Michnika i jego duchowych dzieci. A teraz? „Gówniarze”, „w realu Komorowski wygrał”, i ten ostatni wulgarny rarytas, którym uraczył nas Adam Szejnfeld.
Platforma nie przegrała walki w Internecie dlatego, że rządzą nim jakieś inne prawa niż w świecie rzeczywistym. Wręcz przeciwnie, przegrywa w cyberprzestrzeni ponieważ tutaj do głosu dochodzi tzw. „ulica”, czyli głos ludzi nie poddany filtracji mediów. Dla Janusza Lewandowskiego, który wypowiedział przytoczoną w poprzednim akapicie opinię jakoby Bronisław Komorowski przegrał tylko w sferze wirtualnej, świat realny to TVN i Gazeta Wyborcza. Tam rzeczywiście poparcie dla urzędującego jeszcze Prezydenta było ogromne i nie podlegające dyskusji.
Jest to jednak dowód na to, że pewne rzeczy się nie zmieniają i parafrazując po raz drugi już w tym krótkim tekście Kazika Staszewskiego, zgredzi nadal kompletnie nic nie kumają.


Komentarze
Pokaż komentarze (51)