ez. ez.
515
BLOG

Gross mit uns!

ez. ez. Polityka Obserwuj notkę 13

Przyjęło się uważać, że posługiwanie się w dyskusji tzw. argumentum ad Hitlerum jest ostatecznym aktem kapitulacji. W trwającej od kilku tygodni gorączce dotyczącej uchodźców i imigrantów szturmujących granice Unii Europejskiej nie ma chyba polityka, dziennikarza, czy innej osobistości medialnej, która nie wykorzystałaby barwnej analogii do czasów Zagłady przy okazji krytykowania stanowiska swoich oponentów przy okazji trwającego kryzysu.

Niemcom zarzuca się powrót do nazistowskiej tradycji siłowej budowy jednolitej Europy pod jej światłym przewodnictwem, przy czym siłę militarną potomkowie Józefa Goebbelsa i Rudolfa Hoessa zastępują presją polityczną i ekonomiczną. Może brakuje mi wyobraźni ale jednak widzę zasadniczą różnicę między bombardowaniami a szantażowaniem niepokornych państw odebraniem im dotacji z unijnego budżetu. Pogróżki pochodzące z rozmaitych źródeł ponoć zbliżonych do dworu cesarzowej Angeli są rzecz jasna parszywe (jak każdy szantaż) ale mimo wszystko mieszczą się w granicach cywilizowanych form prowadzenia dyplomacji w czasie kryzysu.

Zwolennicy germanocentryzmu (ciekawe jakie stanowisko ma w kwestii niemieckiej aktywności na polu rozwiązywania problemu imigrantów Radosław Sikorski) Unii Europejskiej osłabiają jednak swoje groźby wobec Europy Środkowo-Wschodniej coraz częstszym, coraz bardziej topornym i jak pokazują wczorajsze rewelacje głoszone przez Jana Tomasza Grossa także obrzydliwie kłamliwym oskarżaniem tej części kontynentu o kierowanie się w swojej polityce mentalnością nazistowską. Zwłaszcza w odniesieniu do Polski tezy Grossa, nazywanego czasami humorystycznie „historykiem” i innych krzewicieli tezy o „polskiej winie wobec Żydów”, brzmią jak bezradny krzyk rozpaczy obudzonej właśnie z ręką w nocniku niemieckiej elity.

Budując swój nowy wizerunek najbardziej humanitarnego państwa na świecie, Niemcom szczególnie nie na rękę jest przyznanie, że wobec fali przybyszów z Syrii i wielu innych krajów, to Węgry zachowały się jak trzeba. Oficjalnie, władze Węgier to rzecz jasna neofaszyści kierujący się antyludzkimi odruchami jednak już komunikaty unijnych oficjeli współgrają z praktyką realizowaną przez rząd Viktora Orbana polegającą na konsekwentnym uszczelnianiu granic Unii Europejskiej.

Obserwujemy od dłuższego czasu kryzys niemieckiego przywództwa w kluczowych aspektach funkcjonowania Unii Europejskiej. Dla tego dumnego narodu to z pewnością pigułka gorzka do przełknięcia dlatego by osłodzić nieco jej smak, swoimi winami i zaniedbaniami Niemcy starają się obdzielić innych. Porównując sytuację Niemiec do osoby przezywającej żałobę, to nasz zachodni sąsiad przechodzi obecnie fazę gniewu. Niestety miota się przy tym strasznie, czego przykładem są idiotyzmy Grossa opublikowane w Die Welt, czy wcześniejsze bezczelne uwagi kierowane do krajów Grupy Wyszehradzkiej przez Martina Schulza.

Niemcy zawiodły jako przewodnia siła Unii Europejskiej a jednym z efektów tej porażki są miotane na prawo i lewo oskarżenia o „faszyzm”, „nazizm” i „Holocaust”. Niestety, do fazy akceptacji jeszcze daleka droga.

ez.
O mnie ez.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka