28.06 - niedziela
Zaczynamy poruszac sie po miescie, w ktorym jestesmy od wczoraj. Kampala liczy nieco ponad 700 tys. mieszkancow. To dane z 2004 r. Jak liczbowo wyglada to dzisiaj? Pewnie zanotowano spadek.
Chodzac ulicami stolicy w ciagu tygodnia, przeciskac sie trzeba przez tlumy ludzi. Ma sie wrazenie, ze zycie toczy sie tu na ulicy i tak w rzeczywistosci jest. Sprzedawcy przy kazdej okazji probuja sprzedac cos, co przez caly dzien nosza na swoich plecach czy w rekach. A okazji jest wiele, samochod zatrzymujacy sie na swiatlach lub w ulicznym korku, turysta przebijajacy sie przez zgielk ulicy. Wystarczy spotkac sie wzrokiem na ulamek sekundy, a juz mozesz byc pewny, ze ktos zechce cos ci sprzedac. A co mozna kupic? Wszystko, od pudelka zapalek za 100 szylingow ugandyjskich (15 groszy), poprzez cukierki na sztuki, owoce, zeszyty i podreczniki szkolne, przyprawy, po garnitury, za ktore zaplacisz kilkanascie tysiecy (ok. 30 zl). Wciaz slychac klaksony samochodow, to najbardziej zakorkowane miasto jakie widzialam i najmniej przewidywalne jesli chodzi o kierowcow. Kazdy ma tu pierwszenstwo, przegrywa ten, ktory ma mniej odwagi i sprytu.
Dzisiaj jest niedziela i Kampala wyglada nieco inaczej, jakby troche opustoszala. Mniej samochodow, mniej ludzi. I chyba wlasnie z tego powodu bardziej widoczne sa dzieci ulicy. Podchodza i prosza o pieniadze. Kiedy dasz jednemu monete lub cukierka, za chwile pojawia sie wokol ciebie jak spod ziemi wiele innych dzieci i nie odejda latwo. Zdarza sie, ze cale rodziny zyja na ulicy. Dzis mijalismy kobiete z 5 malych dzieci, to one podbiegaly do zatrzymujacych sie na swiatlach samochodow proszac o pomoc.
Kampala, miasto siedmiu wzgorz, pelna jest kontrastow. Obok wysokich, oszklonych budynkow, lususowych samochodow, hoteli, sklepow pelnych drogich towarow, istnieje skrajnie inna rzeczywistosc, ktorej na imie nedza. Czy przepasc pomiedzy biednymi i ubogimi bedzie kiedys mniejsza?
Niewiele wskazuje na to, by tak mialo sie stac kiedykolwiek...
Inne tematy w dziale Rozmaitości