gosie gosie
40
BLOG

zapach smażonego...

gosie gosie Podróże Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

 

14.07

 

 

O godzinie 12.30 roznosi się zapach parafiny, to znak , że zbliża się czas pory obiadowej. Przed drzwi mieszkania, kobiety wynoszą mały gliniany piecyk, wrzucają do niego węgiel drzewny, zalewają odrobiną parafiny, zapalają zapałkę i już kuchenka gotowa do użycia. Obiad będzie gotowy na 14.30.

 

 

Na kilka godzin mieliśmy nowych sąsiadów. Siedzieli przed drzwiami obok naszego ganku. Patrzyli na nas z lekkim strachem w oczach, o ile tak to można nazwać. Tym razem nie zaciekawił ich nasz kolor skóry, ale to, że byłyśmy większe od nich. Naszymi nowymi sąsiadami okazały się dwie kury, albo kurczaki, nie wiem. Czekały na wielką ucztę. Miały związane łapki i tak kucając szykowały się na ceremonie pory obiadowej, albo kolacji. (Jedna z nich żyła dzień dłużej.) W pewnej chwili usłyszałyśmy gdakanie, a później długo długo nic i... skwar smarzonego oleju... i zapach. W ten oto sposób przynajmniej mięso było świeże, nie było strachu, że w sklepie sprzedali za stare.

 

 

Jeden mały piecyk. A na obiad i kolację trzeba przynajmniej ugotować matooke, albo ziemniaki, zamożniejszych stać na mięso i jeszcze do tego jakąś podsmarzaną kapustę albo gotowaną fasolkę. Wszystko ma swój czas. Garnek stoi na palniku, wynurzają się z niego zapachy, co jakiś czas kobieta owinięta tylko kolorowym prześcieradłem, dorzuca coś i miesza. Każdy ruch wykonuje bardzo powoli, bez jakiegokolwiek pośpiechu czy obawy, że cokolwiek może się przypalić.

 

Jedna z naszych sąsiadek zdziwiona tym, że jeszcze nie widziała nas gotujących, spytała czy nie chcemy, aby czasami ona nam coś ugotowała, z chęcią się podzieli. Zrobiło nam się nieswojo, zaczęłyśmy tłumaczyć, że mamy zupki, które zalewa się gorącą wodą, więc jemy ciepły posiłek. Uśmiechnęła się tylko z lekkim niezrozumieniem w oczach i odeszła. Wtedy nas zmobilizowała. Miałyśmy zakupioną już kuchenkę, ale tylko na parafinę, nie na węgiel. Kupiłyśmy produkty i udało nam się zrobić sos pomidorowy z frytkami. Nawet był smaczny, ale nasze ruchy były trzykrotnie szybsze z obawy przed ewentualnym przypaleniem. 

 

 

gosie
O mnie gosie

To malo istotne...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości