Odbijając w lewo od naszego domu, znalazłyśmy dziś nową rzeczywistość. Mieszkamy przy ruchliwej drodze, ale wystarczy pójść w przeciwną stronę, by znaleźć się w środku świata naszych sąsiadów.
Obok wielkich i drogich domów otoczonych wysokimi murami, za którymi stały lśniące samochody, a wokół nie widać było nikogo, istnieje świat, w którym bogactwem nie sa domy, ani samochody ale ludzie.
Ceglaste domy jeden przy drugim pną się w górę, nieregularnie poustawiane, poprzecinane metrowymi rozpadlinami w ziemi, na wielu dla ułatwienia położono drewniane kładki. Wąska, wyboista, pomarańczowa droga wijąca sie w górę, a na niej i wokół niej ludzie. Kolorowo ubrani, uśmiechnięci i rzeka dzieci i okrzyki “Oli otya mzungu?” (Jak się masz?). Ludzie, widząc, że mamy aparat, prosili o
zrobienie im zdjęć, dzieciaki piszczały z radości mogąc oglądać siebie w aparacie.
Życie toczy się na ulicy w postaci drobnego handlu warzywami w małych drewnianych budkach przed domem, kobiety gotują posiłek, kąpią dzieci... Uczniowie wracają ze szkoły, w pięknie prezentujących się tu mundurkach. Grupka dzieci pokazała nam swoją szkołę – drewniana komórka wciśnięta w podwórze czyjegoś domu, trudno nam było uwierzyć, że to szkoła.
Magia tych miejsc i ludzi udzieliła się i nam. Nie jest łatwo poczuć się jak w domu w miejscu zupełnie nowym, a w tych miejscach, przez które przechodziłyśmy dziś czułyśmy się jak u siebie.
Droga doprowadziła nas na szczyt małego wzgórza, z którego widok rozciągał się na kolejne wzgórze Kampali usiane domkami pokrytymi blaszanymi dachami.
Każda droga gdzieś prowadzi...
Inne tematy w dziale Rozmaitości