Sobota godzina 14.30
Srodek Kampali
Po obiedzie mieszkancy wracaja do swoich niedkonczonych prac, jeszcze kilka godzin pozostalo do zmierzchu. Popoludnie jest bardzo gorace, wokol setki ludzi poruszajacych sie w wolnym tempie. Krzyczacy naganiacze z taksowek przescigaja sie, by zdobyc klientow – Luzira! Nakawa! Ntinda! Bialo-niebieskie busiki odjezdzaja z dzikich postojow, nie spieszac sie zbytnio. Po kilkunastu minutach marszu ulicami czujesz jak pragnienie wsysa cie do srodka. Zaspokajasz je, aby juz za chwile lapczywie szukac wzrokiem tego, co moze je ponownie zaspokoic.
Godzina 15.00
Od 30 minut szukamy dzieci ulicy. W ciagu dnia nie jest wcale latwo je znalezc. Dzwonimy do znajomego Ugandyjczyka (wychowawcy z osrodka dla dzieci ulicy) mowi nam, ze one sa wszedzie. Nie jest w stanie sprecyzowac, co oznacza “wszedzie”. Przemierzamy kolejne kilkaset metrow. W glowie pojawia sie mysl: “skoro nie mozemy ich znalezc, to znaczy, ze nie ma ich tu tak duzo jak myslelismy. To dobra wiadomosc.”
Z glownej, zatloczonej ulicy skrecamy w boczna. Pusto. Tu ich nie ma. I jak to zwykle bywa, kiedy najmniej sie tego spodziewasz, znajdujesz to, czego szukasz. Dziewczynka w zniszczonej, szarej sukience siedzi na murku. Widzisz ja i wcale nie czujesz radosci z powodu odnalezienia tego, czego szukales. Wolalbys nigdy nie znalezc.
Ma jakies 8-10 lat. Kolejna rzecz jaka przychodzi ci teraz do glowy – moze ona po prostu czeka na mame? Ale nie jestes w stanie uwierzyc w to, co podsuwa ci wyobraznia. Podchodzimy do niej, pytamy jak ma na imie. Ester. Co tu robisz? Brak odpowiedzi. Gdzie jest twoj dom? Brak odpowiedzi. Jestes glodna? Brak odpowiedzi. Probuje poglaskac ja po glowie, ale ucieka przed moja reka. Co mozna dla niej jeszcze zrobic? Dajemy jej pelna garsc cukierkow. Usmiecha sie przez chwile. Odchodzimy. Odprowadza nas jej dzieciecy glos “bye” i usmiech.
Kilkanascie metrow dalej znajdujemy chlopca, ma moze 6, moze 7 lat. Moze to brat Ester? Ma na imie Gerald. I to wszystko czego moglismy sie od niego dowiedziec. On nie cofa sie przed dotykiem. Usmiecha sie, takze wtedy gdy otrzymuje cukierki.
Godzina 16.00
Zaczynamy szukac sklepu, w ktorym moznaby kupic cos do zjedzenia. Nie wiemy czy napotkane przez nas dzieciaki sa glodne, ale tak przypuszczamy.
Wracamy po kilkunastu minutach, ale naszych malych znajomych juz nie ma. I gdyby nie to, ze bylysmy tam we trojke, pomyslalabym, ze nigdy ich tam nie bylo…
Czarne Anioly nie sa fikcja. Sa ich setki, tysiace. Pojawiaja sie by za chwile zniknac. Odlatuja tam, gdzie trudno je odnalezc…
Czesc 1.
Inne tematy w dziale Rozmaitości